Kiedy we Włodawie skończy się popelina i amatorka? Bo trudno inaczej nazwać sytuację, w której podczas uroczystości związanych z fundatorem kościoła podmienia się jego własny herb rodowy na zupełnie inny. Mówimy przecież o Ludwiku Konstantym Pocieju, Wielkim Hetmanie Litewskim i Podskarbim Wielkim Litewskim fundatorze kościoła św. Ludwika oraz klasztoru Paulinów we Włodawie. To trochę tak, jakby na pomniku Kościuszki umieścić podobiznę Piłsudskiego i oczekiwać, że nikt nie zauważy różnicy.
Najbardziej przykre jest jednak to, że nie chodzi tu o drobny szczegół czy mało istotny detal. Herb rodowy był jednym z najważniejszych symboli identyfikujących przedstawicieli dawnej szlachty i magnaterii. W efekcie zamiast oddania hołdu fundatorowi otrzymaliśmy historyczną inscenizację przygotowaną według zasady: "nie musi być zgodnie z prawdą, ważne aby wyglądało jako tako".
Co szczególnie zadziwia, że prawidłowy herb znajduje się dosłownie kilkanaście metrów dalej. Wystarczy wejść głównym wejściem do kościoła, podnieść głowę i spojrzeć na sklepienie kruchty. Tam od wieków znajduje się herb fundatora. Nie trzeba prowadzić badań archiwalnych w Wilnie, Krakowie czy Moskwie. Nie trzeba zamawiać ekspertyz profesorów heraldyki. Wystarczyło wykonać skomplikowaną czynność polegającą na spojrzeniu w górę.
Jeszcze bardziej zdumiewa cisza, jaka zapadła wokół tej pomyłki. Przecież we Włodawie nie brakuje osób, które przy każdej możliwej okazji podkreślają swoje przywiązanie do historii, patriotyzmu, tradycji narodowych i szacunku dla przodków. W mediach społecznościowych nie szczędzą biało-czerwonych flag, patriotycznych cytatów i deklaracji o obronie polskiego dziedzictwa. Tymczasem gdy podczas uroczystości poświęconej jednej z najważniejszych postaci w historii miasta dochodzi do tak karygodnej wpadki, nagle zapada zaskakująca cisza.
Rodzi się więc pytanie: czy ktokolwiek z osób przygotowujących ceremonię zadał sobie trud sprawdzenia, jak naprawdę wyglądał herb Pociejów? A może obowiązywała jak zwykle ta sama zasada: "ważne, aby coś tam było”, bo przecież z daleka każdy herb wygląda podobnie, tak jak dla niektórych każdy zamek jest zamkiem, a każdy król był królem.
W mieście Włodawie od lat lubimy podkreślać swoje bogate aż trójkulturalne dziedzictwo historyczne. Miasto organizujemy wydarzenia,wydają publikacje, stawiają tablice i chętnie fotografują się na tle zabytków. Problem zaczyna się wtedy, gdy historia przestaje być dekoracją, a wymaga choćby podstawowej wiedzy. Wówczas okazuje się, że łatwiej zamówić efektowny rekwizyt niż sprawdzić, czy ma on jakikolwiek związek z osobą, którą ma upamiętniać.
Niektórzy powtarzają złośliwie, że "Włodawa to stan umysłu". Nie, to raczej stan, w którym coraz częściej forma wygrywa z treścią, a jarmarczna inscenizacja z faktami. A przecież pamięć o fundatorach i lokalnej historii zasługuje na coś więcej niż szkolny błąd z heraldyki popełniony podczas uroczystości, która miała podkreślać szacunek dla przeszłości. Bo jeżeli nawet własnego dobrodzieja fundatora nie potrafią poprawnie przedstawić, to trudno się dziwić, że historia zaczyna się z takich ludzi po prostu śmiać.
Barokowy kościół św. Ludwika we Włodawie uchodzi za jedną z najcenniejszych realizacji sakralnych regionu. Monumentalna bryła, bogate polichromie, rozmach fundacji. Oficjalna narracja mówi o pobożności i hojności fundatora. Rzadziej zadaje się pytanie, skąd w pierwszych dekadach XVIII wieku wzięły się środki na tak kosztowną inwestycję.
Na początku XVIII wieku Rzeczpospolita była wyniszczona wojną północną. Skarb świecił pustkami, a chaos monetarny sprzyjał nadużyciom. Jako podskarbi litewski Pociej miał realny wpływ na emisję pieniądza w Wielkim Księstwie Litewskim.
W latach 1706–1709 rozpoczęto masowe bicie monet o zaniżonej zawartości srebra, głównie szóstaków i tynfów. W obiegu zaczęto je nazywać "pociejówkami". Mechanizm był prosty: moneta miała wysoką wartość nominalną, lecz realna zawartość kruszcu była znacznie niższa. Różnica trafiała do kieszeni emitenta i jego współpracowników.
Nie chodziło o prymitywne fałszerstwo w piwnicy. Emisja odbywała się przy wykorzystaniu mennic, także poza granicami państwa, między innymi w Królewcu. W praktyce oznaczało to zalew rynku pieniądzem gorszej jakości, inflację oraz wypieranie dobrej monety przez złą, zgodnie z prawem Kopernika Greshama. Współcześni ironicznie tłumaczyli inicjały L.P. widniejące na monetach jako "Ludzki Płacz".
Żołd w złej monecie, podatki w dobrej
Zarzuty wobec Pocieja nie dotyczyły wyłącznie samego bicia gorszej monety. Oskarżano go o przyjmowanie podatków w dobrej monecie, a wypłacanie zobowiązań, w tym żołdu wojsku, w pieniądzu zaniżonej wartości. To prowadziło do napięć i konfederacji wojskowych.
Chroniła go polityczna pozycja i silne zaplecze. Był stronnikiem króla Augusta II Mocnego, utrzymywał także relacje z dworem rosyjskim i carem Piotr I Wielki. Lawirował między stronnictwami, skutecznie unikając realnej odpowiedzialności. W tym samym czasie budował swoją pozycję jako fundator kościołów i klasztorów.
Do Włodawy Ludwik Konstanty Pociej sprowadził Zakon Paulinów z Jasnej Góry. Kościół otrzymał wezwanie św. Ludwika Króla, wyraźne nawiązanie do imienia fundatora. Był to czytelny znak: oto magnat buduje "pomnik" swojej potęgi na rodowych ziemiach.
8% prowizje od 10 tys. zł lokowanych na kahale brzeskim - czyli żydowska gmina wyznaniowa, wypłacała klasztorowi we Włodawie 800 zł,
20 tys. tynfów w Komorówce,
30 tys. zł zapisane u Katarzyny Czackiej,
w 1722 roku zapis 50 tys. zł i 10 tys. talarów na rzecz klasztoru dla 18 zakonników.
To ogromne sumy jak na realia wyniszczonego wojną państwa. Kluczowe jest jednak zestawienie dat. Najintensywniejszy okres emisji "pociejówek" przypada na lata bezpośrednio poprzedzające i towarzyszące organizacji fundacji. Właśnie wtedy powstaje finansowy fundament pod włodawski klasztor.
Czy budowniczowie otrzymywali "pociejówki"?
W oficjalnych dokumentach klasztornych nie znajdziemy zapisu: zapłacono monetą zaniżonej próby. Kościół nie miał interesu w podkreślaniu jakości otrzymywanego pieniądza. Jednak z kontekstu ekonomicznego wynika wysokie prawdopodobieństwo, że w dobrach Pocieja narzucano do obiegu właśnie jego monetę. Jeżeli wojsko otrzymywało żołd w gorszym pieniądzu, trudno zakładać, że rzemieślnicy, murarze sprowadzeni z Lublina czy dostawcy materiałów budowlanych byli traktowani lepiej. Realna siła nabywcza wypłat mogła być znacznie niższa niż wynikało to z nominału. W ten sposób część kosztów budowy przerzucano na wykonawców i lokalną społeczność.
Fundacja jako narzędzie oczyszczania wizerunku
W epoce baroku fundacje religijne często pełniły funkcję nie tylko duchową, ale i wizerunkową. Kościół był miejscem modlitwy, ale też manifestacją władzy, splendoru i, w pewnym sensie, próbą symbolicznego odkupienia win. W tradycji historycznej pojawia się sugestia, że Ludwik Pociej wykorzystywał sakralne inwestycje jako sposób na zatarcie złej sławy związanej z finansowymi nadużyciami. Włodawa stała się jednym z najważniejszych przykładów tej strategii. Paradoks polega na tym, że do dziś podziwiamy piękno świątyni, która mogła zostać sfinansowana z procederu destabilizującego gospodarkę I Rzeczpospolitej. Kościół św. Ludwika i klasztor paulinów we Włodawie są bezsprzecznie perłą architektury późnego baroku XVIII w. centralnej Rzeczypospolitej. Nie zmienia to faktu, że ich geneza splata się z jedną z największych afer finansowych epoki saskiej. Postać hetmana Ludwika Konstantego Pocieja pozostaje dwuznaczna. Z jednej strony mecenas sztuki i dobroczyńca zakonów. Z drugiej polityk oskarżany o psucie pieniądza, manipulacje skarbowe i cyniczne wykorzystywanie systemu.
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej