Przed weekendem kryminalni z Komisariatu Policji w Wisznicach uzyskali informację, z której wynikało, że 31-letni mieszkaniec powiatu radzyńskiego w miejscu swojego zamieszkania może posiadać narkotyki. Wspólnie z funkcjonariuszami Placówki Straży Granicznej w Sławatyczach weszli pod wskazany adres. Na miejscu potwierdzili posiadane informacje. Podczas wspólnych działań funkcjonariusze ujawnili i zabezpieczyli worki foliowe z zawartością białego i żółtego proszku i krystalicznej substancji, worki foliowe z paskami nasączonymi substancją, kapsułki oraz słoiki z suszonymi grzybami, a także susz marihuany.
Dodatkowo mundurowi zabezpieczyli papierosy bez polskich znaków skarbowych akcyzy oraz wagi elektroniczne i gotówkę. Po przeprowadzeniu wstępnego badania funkcjonariusze potwierdzili, że zabezpieczone środki to mefedron, amfetamina, plastry nasączone MDMA, marihuana, a także grzyby zawierające w swoim składzie substancje zabronione. Zabezpieczone środki wystarczyłyby do sporządzenia ponad 14 tysięcy porcji dilerskich.
Nielegalne środki zostały zabezpieczone, natomiast 31-latek został zatrzymany. Następnie mężczyzna został doprowadzony do radzyńskiej prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty. Odpowiadał będzie za udział w obrocie znaczną ilością substancji psychotropowej, środków odurzających oraz nowych substancji psychoaktywnych. Wobec mężczyzny Sąd Rejonowy w Radzyniu Podlaskim na wniosek Policji i Prokuratury zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. 31-latkowi grozi kara nawet do 12 lat pozbawienia wolności.
W czwartek w godzinach porannych włodawska drogówka nadzorowała ruch pojazdów na terenie miejscowości Hańsk Pierwszy. Na jednej z ulic zauważyli nieprawidłowo zaparkowane auto marki Peugeot. Po ustaleniu właściciela nakazali mu przestawienie auta. Gdy 66 latek próbował odjechać, manewry jakie wykonywał wzbudziły podejrzenia policjantów.
Gdy sprawdzili jego stan trzeźwości wszytko stało się jasne. Mężczyzna kierował pojazdem będąc w stanie po użyciu alkoholu wynoszącym 0,4 promila w organizmie. Za ten czyn stanie przed sadem. Grozi mu grzywna nie mniejsza jak 2500 zł oraz zakaz prowadzenia pojazdów na okres od 6 miesięcy do 3 lat. Zatrzymano mu prawo jazdy.
We Włodawie dzieją się rzeczy nowoczesne i widowiskowe. Mapping 3D, animacje, projekcje na ścianach – Europa, KPO, rozwój i multimedia. Można wręcz odnieść wrażenie, że standardami dogoniliśmy największe metropolie. Jest tylko jeden drobny szczegół: we Włodawie doczekaliśmy się właśnie nowej, niezwykle ciekawej kategorii informacji niejawnych. To już nie dokumenty wojskowe czy dane operacyjne policji, ale coś znacznie „poważniejszego”. Tajemnicą państwową stało się to, komu dyrektor Włodawskiego Domu Kultury Łukasz Zdolski, zapłacił publicznymi pieniędzmi za wyświetlanie tak zwanego wideo mapping 3D coś ala animowanych „zajączków" na ścianie Czworoboku w noc sylwestrową, albo autorska realizację światła.
Sprawa nie dotyczy wyłącznie wideo-mappingu 3D, który uświetnił „Sylwestra na końcu Polski”, ale również innych pozycji z kosztorysu tej plenerowej imprezy przy pomniku Rzeczpospolitej Włodawskiej. Koszt „wideo-zajączków” – zgodnie z uzyskanym dokumentem – wyniósł 6150 zł. Nie były to pieniądze z prywatnego portfela dyrektora, ani ze zrzutki mieszkańców. To środki publiczne pochodzące z Krajowego Planu Odbudowy, czyli w praktyce fundusze unijne NextGenerationEU obecnego cyklu unijnych Funduszy Europejskich 2021–2027. Wydatki realizowane przez Włodawski Dom Kultury rządzą się jednak dziwną logiką. Co ciekawe, przy jednej z faktur opiewającej na 55 000 zł nie było problemu z podaniem nazwy wykonawcy. Czyli można? Można! Jednak przy mniejszych fakturach i umowach o dzieło za usługi podczas tej samej imprezy, nagle pojawia się magiczna bariera: „ochrona danych osobowych”.
Mieszkańcy miasta nie mają prawa wiedzieć?
Kiedy padło pytanie, komu dokładnie wypłacono pieniądze, odpowiedź była zdumiewająca. Okazało się, że mieszkańcy miasta nie są organem kontrolnym, a wykonawcy rzekomo nie wyrażają zgody na ujawnianie ich wynagrodzeń. Interesujące! Włodawska interpretacja prawa jest prosta: pieniądze są publiczne, ale informacja o tym, do czyjej kieszeni trafiły, jest już prywatna. Najbardziej symboliczny w tym wszystkim jest właśnie mapping na Czworoboku. Z przodu mamy kolorowe animacje, efekty i „europejskość”, a w tle starą, źle kojarzącą się zasadę: „Patrzcie, jak wydajemy wasze pieniądze, ale nie pytajcie, komu za to płacimy”.
Znajomi królika czy ochrona danych?
Powstaje sytuacja absurdalna. Przy dużych kwotach przejrzystość istnieje, ale przy mniejszych nagle zapada kurtyna z napisem „tajne”. Można odnieść wrażenie, że dyrektor Zdolski usilnie próbuje ukryć, kto stał za realizacją tych „nowoczesnych zajączków”. Czyżby za projektorem stali „znajomi królika” ?
We Włodawie narodziła się nowa zasada finansów publicznych:
• Duże kwoty są jawne. • Małe kwoty są wrażliwe. • Zajączki 3D są najwrażliwsze i ściśle tajne.
Czas na ruch Samorządowego Kolegium Odwoławczego
Najbardziej ironiczny jest fakt, że wszystko to dzieje się w ramach programów, które mają promować transparentność i obywatelski dostęp do informacji. Tymczasem mieszkaniec Włodawy dowiaduje się, że jego rolą jest płacenie, a nie kontrolowanie wydatków kogoś, kto – jak sugeruje dyrektor Zdolski – „wykonawcy, nie wyrażają zgody na ujawnienie wysokości wynagrodzeń” – co akurat dyrektor Zdolski sam uczynił udostępniając nam ich wynagrodzenia, ale najwyraźniej wstydzi się polecić dobrych fachowców innym i symbolem tej „nowoczesności” na długo pozostaną poufni twórcy autorskich świateł i wiekopomnych zajączki 3D na ścianie Czworoboku, za które dyrektor zapłacił naszymi pieniędzmi osobom znanym tylko jemu.
Włodawa to nie prywatny folwark. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, komu i za co płacą. Skoro dyrektor Zdolski nie chce odpowiedzieć nam, złożyliśmy oficjalną skargę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Chełmie. Nie odpuścimy, dopóki zajączki nie wyjdą z cienia autorskiej realizacji światła.
Do redakcji wlodawa.net trafił e-mail od czytelniczki dotyczący wpisu burmistrza Wiesława Muszyńskiego na fb.com, w którym poinformował, że został jednogłośnie wybrany do Zarządu Krajowego Nowa Lewica. Wpis może sugerować duży osobisty sukces polityczny, jednak sprawa nie jest tak jednoznaczna, jak może się wydawać.
Z informacji przekazanych redakcji wynika, że podczas kongresu partii głosowanie mogło odbywać się nad całą listą kandydatów do zarządu, a nie nad pojedynczymi kandydatami. Jeśli liczba kandydatów była równa liczbie miejsc w zarządzie, głosowanie polegało na zatwierdzeniu całej listy, a nie na rywalizacji między kandydatami. W takiej sytuacji wszyscy kandydaci zostają wybrani jednocześnie i uzyskują taki sam wynik głosowania.
Formalnie więc informacja, że ktoś został wybrany do Zarządu Krajowego, może być prawdziwa. Pytanie dotyczy raczej sposobu przedstawienia tego faktu, ponieważ dla odbiorcy może to wyglądać jak indywidualne zwycięstwo w wyborach, a w rzeczywistości może chodzić o zatwierdzenie całej listy kandydatów.
Co napisał burmistrz
Na swoim profilu burmistrz poinformował, że:
„miło mi jest poinformować, że głosami Koleżanek i Kolegów jednogłośnie zostałem wybrany do Zarządu Krajowego Partii”.
Z wpisu można odnieść wrażenie, że był to osobisty sukces polityczny, wynik rywalizacji lub szczególnego poparcia delegatów.
Dlaczego to ma znaczenie
Dla przeciętnego mieszkańca miasta Włodawa informacja o wyborze do władz krajowych partii brzmi jak duży sukces polityczny i dowód silnej pozycji w partii. Jeżeli jednak wybór polegał na zatwierdzeniu całej listy kandydatów, a kandydatów było tyle ile miejsc, to trudno mówić o rywalizacji, zwycięstwie czy pokonaniu innych kandydatów. I właśnie dlatego część osób uważa, że wpis burmistrza był bardziej zabiegiem wizerunkowym niż informacją oddającą rzeczywisty przebieg wyborów.
Warto również zaznaczyć, że statut partii Nowa Lewica, który reguluje sposób wyboru władz, jest publicznie dostępny. Statut „Nowej Lewicy” został opublikowany np w domenie Sojusz Lewicy Demokratycznej i datowany jest na 20 grudnia 2019 r. Dokument określa zasady wyboru władz partii, w tym Zarządu Krajowego, przez Kongres partii.
Każdy może więc sam sprawdzić zasady wyboru władz partii i ocenić, czy wpis burmistrza był zwykłą informacją, czy raczej delikatnie mówiąc zabiegiem wizerunkowym, na miarę naszego podwórka.
Mieszkańcy Włodawy mają do Brześcia rzut beretem – zaledwie kilkanaście kilometrów. Jednak w marcu 2026 roku ta krótka trasa to wyprawa między dwoma alternatywnymi rzeczywistościami cenowymi. Podczas gdy na polskich stacjach za litr Pb95 płacimy średnio 6,50 PLN, tuż za granicą, w Brześciu, państwowy koncern Belneftekhim serwuje nam cenę, która brzmi jak wspomnienie z lat 90.: ok. 3,12 PLN. Czy warto odpalić auto i ruszyć na wschód? Sprawdziliśmy, jak wygląda taka hipotetyczna podróż i na co musisz się przygotować.
Rachunek jest prosty, ale...
Zacznijmy od konkretów. Tankując do pełna typowy bak (60 litrów) w Brześciu, płacisz ok. 187 PLN. W Polsce ta sama operacja kosztuje ok. 390 PLN. Zostaje Ci w kieszeni ponad 200 złotych na jednym tankowaniu. Do tego możesz legalnie zabrać 10 litrów w kanistrze (kolejne 30 zł oszczędności).
Jeśli jednak zdecydujesz się na wyjazd, pamiętaj, że białoruska milicja (GAI) jest niezwykle skrupulatna. Twoja apteczka musi być „na bogato” – wymagane są m.in. roztwór amoniaku, jodyna i nożyczki z zaokrąglonymi końcówkami. Za brak jednego elementu grozi mandat.
Ubezpieczenie: Musisz wykupić białoruską polisę graniczną (ubezpieczenie OC, wiele polskich firma takie oferuje nawet we Włodawie lub Terespolu ) na przejściu.
Waluta: Na stacjach zapłacisz wyłącznie rublami białoruskimi (BYN). Zapomnij o złotówkach czy euro przy dystrybutorze, ale można wymienić walutę na dworcu PKP w Terespolu, albo w Brześciu, bankomant który obsługiwał w 2025 roku zachodnie karty znajdował się w pobliżu bazaru.
Wyjazd z Włodawy do Brześcia po paliwo to matematyczny majstersztyk, który rozbija się o ścianę czasu na granicy. Jeśli masz wolny dzień, cierpliwość anioła i pełny, oryginalny bak do zalania – Twój portfel Ci podziękuje. Jeśli jednak czas to dla Ciebie pieniądz, cena 6,50 zł na lokalnej stacji we Włodawie może nagle wydać się... mniej bolesna.
W piątek w Komendzie Powiatowej Policji we Włodawie w związku ze zbliżającym się Dniem Kobiet odbyło się uroczyste spotkanie z Paniami pracującymi i pełniącymi służbę we Włodawskiej jednostce. Z tej okazji Komendant Powiatowy Policji we Włodawie nadkomisarz Mariusz Kawalerski w obecności kadry kierowniczej jednostki
złożył wszystkim Paniom serdeczne życzenia i podziękował wszystkim kobietom za ich codzienną służbę i pracę, życząc na każdy dzień życia szczęścia, zdrowia, uśmiechu, spełnienia marzeń oraz satysfakcji i dalszej siły i wytrwałości w realizacji planów i zamierzeń. Niespodzianką były piękne róże i słodkie upominki.
Barokowy kościół św. Ludwika we Włodawie uchodzi za jedną z najcenniejszych realizacji sakralnych regionu. Monumentalna bryła, bogate polichromie, rozmach fundacji. Oficjalna narracja mówi o pobożności i hojności fundatora. Rzadziej zadaje się pytanie, skąd w pierwszych dekadach XVIII wieku wzięły się środki na tak kosztowną inwestycję.
Na początku XVIII wieku Rzeczpospolita była wyniszczona wojną północną. Skarb świecił pustkami, a chaos monetarny sprzyjał nadużyciom. Jako podskarbi litewski Pociej miał realny wpływ na emisję pieniądza w Wielkim Księstwie Litewskim.
W latach 1706–1709 rozpoczęto masowe bicie monet o zaniżonej zawartości srebra, głównie szóstaków i tynfów. W obiegu zaczęto je nazywać "pociejówkami". Mechanizm był prosty: moneta miała wysoką wartość nominalną, lecz realna zawartość kruszcu była znacznie niższa. Różnica trafiała do kieszeni emitenta i jego współpracowników.
Nie chodziło o prymitywne fałszerstwo w piwnicy. Emisja odbywała się przy wykorzystaniu mennic, także poza granicami państwa, między innymi w Królewcu. W praktyce oznaczało to zalew rynku pieniądzem gorszej jakości, inflację oraz wypieranie dobrej monety przez złą, zgodnie z prawem Kopernika Greshama. Współcześni ironicznie tłumaczyli inicjały L.P. widniejące na monetach jako "Ludzki Płacz".
Żołd w złej monecie, podatki w dobrej
Zarzuty wobec Pocieja nie dotyczyły wyłącznie samego bicia gorszej monety. Oskarżano go o przyjmowanie podatków w dobrej monecie, a wypłacanie zobowiązań, w tym żołdu wojsku, w pieniądzu zaniżonej wartości. To prowadziło do napięć i konfederacji wojskowych.
Chroniła go polityczna pozycja i silne zaplecze. Był stronnikiem króla Augusta II Mocnego, utrzymywał także relacje z dworem rosyjskim i carem Piotr I Wielki. Lawirował między stronnictwami, skutecznie unikając realnej odpowiedzialności. W tym samym czasie budował swoją pozycję jako fundator kościołów i klasztorów.
Do Włodawy Ludwik Konstanty Pociej sprowadził Zakon Paulinów z Jasnej Góry. Kościół otrzymał wezwanie św. Ludwika Króla, wyraźne nawiązanie do imienia fundatora. Był to czytelny znak: oto magnat buduje "pomnik" swojej potęgi na rodowych ziemiach.
8% prowizje od 10 tys. zł lokowanych na kahale brzeskim - czyli żydowska gmina wyznaniowa, wypłacała klasztorowi we Włodawie 800 zł,
20 tys. tynfów w Komorówce,
30 tys. zł zapisane u Katarzyny Czackiej,
w 1722 roku zapis 50 tys. zł i 10 tys. talarów na rzecz klasztoru dla 18 zakonników.
To ogromne sumy jak na realia wyniszczonego wojną państwa. Kluczowe jest jednak zestawienie dat. Najintensywniejszy okres emisji "pociejówek" przypada na lata bezpośrednio poprzedzające i towarzyszące organizacji fundacji. Właśnie wtedy powstaje finansowy fundament pod włodawski klasztor.
Czy budowniczowie otrzymywali "pociejówki"?
W oficjalnych dokumentach klasztornych nie znajdziemy zapisu: zapłacono monetą zaniżonej próby. Kościół nie miał interesu w podkreślaniu jakości otrzymywanego pieniądza. Jednak z kontekstu ekonomicznego wynika wysokie prawdopodobieństwo, że w dobrach Pocieja narzucano do obiegu właśnie jego monetę. Jeżeli wojsko otrzymywało żołd w gorszym pieniądzu, trudno zakładać, że rzemieślnicy, murarze sprowadzeni z Lublina czy dostawcy materiałów budowlanych byli traktowani lepiej. Realna siła nabywcza wypłat mogła być znacznie niższa niż wynikało to z nominału. W ten sposób część kosztów budowy przerzucano na wykonawców i lokalną społeczność.
Fundacja jako narzędzie oczyszczania wizerunku
W epoce baroku fundacje religijne często pełniły funkcję nie tylko duchową, ale i wizerunkową. Kościół był miejscem modlitwy, ale też manifestacją władzy, splendoru i, w pewnym sensie, próbą symbolicznego odkupienia win. W tradycji historycznej pojawia się sugestia, że Ludwik Pociej wykorzystywał sakralne inwestycje jako sposób na zatarcie złej sławy związanej z finansowymi nadużyciami. Włodawa stała się jednym z najważniejszych przykładów tej strategii. Paradoks polega na tym, że do dziś podziwiamy piękno świątyni, która mogła zostać sfinansowana z procederu destabilizującego gospodarkę I Rzeczpospolitej. Kościół św. Ludwika i klasztor paulinów we Włodawie są bezsprzecznie perłą architektury późnego baroku XVIII w. centralnej Rzeczypospolitej. Nie zmienia to faktu, że ich geneza splata się z jedną z największych afer finansowych epoki saskiej. Postać hetmana Ludwika Konstantego Pocieja pozostaje dwuznaczna. Z jednej strony mecenas sztuki i dobroczyńca zakonów. Z drugiej polityk oskarżany o psucie pieniądza, manipulacje skarbowe i cyniczne wykorzystywanie systemu.
Wczoraj do godzin popołudniowych trwały czynności na miejscu zdarzenia drogowego w miejscowości Hanna woj. lubelskiego, gdzie na łuku drogi na drogi wojewódzkiej nr 816 ( 42 km , 3 hm) kierujący Audi 56-latek stracił panowanie nad pojazdem i zderzył się z ciężarową Scanią kierowaną przez 53-latka.
Droga była przez wiele godzin nieprzejezdna, a policjanci kierowali na objazdy. Dwie osoby podróżujące Audi trafiły do szpitala - na szczęście nie doznały poważniejszych obrażeń. W związku z uszkodzeniami pojazdów policjanci zatrzymali dowody rejestracyjne, a kierującego Audi ukarali grzywną w drodze mandatu karnego i przypisali mu 10 punktów za popełnione wykroczenie.foto: fb/OSPHanna
Wczoraj rano policjanci z Włodawy zostali powiadomieni o konieczności interwencji wobec 35 – letniego mężczyzny, który groził swojej matce nożem, a następnie zabarykadował się w mieszkaniu i groził popełnieniem innych przestępstw. Jego zachowanie wskazywało, że znajduje się w kryzysie emocjonalnym. Kobieta w obawie o swoje życie i zdrowie uciekła z domu i powiadomiła Policję.
Mimo prowadzonych negocjacji mężczyzna nie chciał wyjść z pokoju, zachodziła obawa o jego życie i zdrowie w związku z czym policjanci z Lublina siłowo weszli do mieszkania. Jak ustalili policjanci nie była to pierwsza sytuacja agresywnego zachowania mężczyzny. Po zatrzymaniu mężczyzna trafił do szpitala na obserwację.
/ź/ policja.gov.pl
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej