Wczoraj do godzin popołudniowych trwały czynności na miejscu zdarzenia drogowego w miejscowości Hanna woj. lubelskiego, gdzie na łuku drogi na drogi wojewódzkiej nr 816 ( 42 km , 3 hm) kierujący Audi 56-latek stracił panowanie nad pojazdem i zderzył się z ciężarową Scanią kierowaną przez 53-latka.
Droga była przez wiele godzin nieprzejezdna, a policjanci kierowali na objazdy. Dwie osoby podróżujące Audi trafiły do szpitala - na szczęście nie doznały poważniejszych obrażeń. W związku z uszkodzeniami pojazdów policjanci zatrzymali dowody rejestracyjne, a kierującego Audi ukarali grzywną w drodze mandatu karnego i przypisali mu 10 punktów za popełnione wykroczenie.foto: fb/OSPHanna
Wczoraj rano policjanci z Włodawy zostali powiadomieni o konieczności interwencji wobec 35 – letniego mężczyzny, który groził swojej matce nożem, a następnie zabarykadował się w mieszkaniu i groził popełnieniem innych przestępstw. Jego zachowanie wskazywało, że znajduje się w kryzysie emocjonalnym. Kobieta w obawie o swoje życie i zdrowie uciekła z domu i powiadomiła Policję.
Mimo prowadzonych negocjacji mężczyzna nie chciał wyjść z pokoju, zachodziła obawa o jego życie i zdrowie w związku z czym policjanci z Lublina siłowo weszli do mieszkania. Jak ustalili policjanci nie była to pierwsza sytuacja agresywnego zachowania mężczyzny. Po zatrzymaniu mężczyzna trafił do szpitala na obserwację.
/ź/ policja.gov.pl
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Już wkrótce (od 28 lutego do 8 marca) rozpocznie się ogólnopolska akcja pod kryptonimem „Wieniec”. Straż Leśna Lasów Państwowych przeprowadzi działania kontrolno -prewencyjne, ukierunkowane na przeciwdziałanie kłusownictwu oraz nielegalnemu zbieraniu poroża. Przełom lutego i marca to okres, w którym samce jeleni naturalnie zrzucają poroże. Zrzuty - czyli odpadłe w sposób naturalny tyki poroża - są poszukiwane przez osoby odwiedzające lasy. Zainteresowanie ich zbieraniem w ostatnich latach wyraźnie wzrosło.
Poroże to twarda, kostna struktura, którą noszą samce krajowych jeleniowatych. Im większe i okazalsze tym dobitniej świadczy o sile oraz możliwościach reprodukcyjnych samca. Oprócz funkcji reprezentacyjnej służy także jako broń podczas walk byków o samice. Po zakończeniu okresu godowego oręż jest zrzucana. Proces ten odbywa się co roku – samiec gubi stare poroże, a w jego miejsce wyrasta nowe.
Leśnicy przypominają, że choć znalezione w lesie zrzuty można zabrać, ich poszukiwanie nie może odbywać się kosztem spokoju zwierzyny ani z naruszaniem obowiązujących przepisów.
Zagrożenia związane z nieodpowiedzialnym zbieraniem poroża
Problemem są sytuacje, w których osoby poszukujące poroża:
- płoszą zwierzynę, szczególnie w okresie zimowym, kiedy jest ona osłabiona utrudnionym dostępem do bazy pokarmowej,
- wchodzą na tereny objęte zakazem wstępu, m.in. do ostoi zwierzyny czy młodników,
- dopuszczają się działań noszących znamiona szkodnictwa łowieckiego.
Niepokojące są również przypadki naruszania prawa w związku z kłusownictwem. Właśnie dlatego w tym okresie prowadzone są wzmożone działania Straży Leśnej.
- egzekwowanie przepisów wobec osób zbierających zrzuty poroża w sposób niezgodny z prawem,
- kontrola legalności skupu i obrotu dziczyzną.
W czasie trwania akcji strażnicy leśni prowadzą patrole w miejscach szczególnie narażonych na tego typu naruszenia - w pobliżu ostoi zwierzyny, na terenach zagrożonych kłusownictwem oraz w obszarach często odwiedzanych przez zbieraczy poroża. Kontrolują również, czy osoby przebywające w lesie nie wkraczają na obszary objęte zakazem wstępu. Akcja „Wieniec” prowadzona jest przy wsparciu Policji, Straży Granicznej oraz Państwowej Straży Łowieckiej.
Ochrona przyrody i odpowiedzialne korzystanie z lasu
Leśnicy podkreślają, że działania w ramach akcji „Wieniec” służą przede wszystkim ochronie dzikiej przyrody. Okres późnej zimy jest dla zwierząt szczególnie trudny - niepokojenie ich w tym czasie może negatywnie wpływać na ich kondycję. Akcja ma więc nie tylko wymiar kontrolny, lecz także edukacyjny - przypomina o konieczności odpowiedzialnego korzystania z lasu i poszanowania zasad obowiązujących na terenach leśnych.
Blok mieszkalny zbudowany został od zera według rygorystycznych norm europejskich, miała być symbolem solidarności i transparentności. Projekt w Kowlu, finansowany ze środków Unii Europejskiej, zamiast stać się wzorem do naśladowania, trafił na czołówki serwisów informacyjnych z powodu poważnych zarzutów korupcyjnych i finansowych malwersacji.
Obiecujący początek i pierwsze kontrowersje
Wszystko zaczęło się od ambitnego planu budowy energooszczędnego budynku przy ulicy Wołodymyra Kijana 49a. Inwestycja o wartości około 4,75 mln euro miała zapewnić dach nad głową dziesiątkom rodzin, które straciły domy w wyniku wojny. Jednak jeszcze przed oficjalnym oddaniem kluczy, wokół inwestycji wybuchł skandal obyczajowy. Na liście osób uprawnionych do darmowych mieszkań znalazł się szef kowelskiego oddziału straży miejskiej. Decyzja ta oburzyła lokalnych aktywistów i radnych, którzy wskazywali, że urzędnik zajął miejsce osób bardziej potrzebujących – seniorów oraz osób z niepełnosprawnościami. Ostatecznie, mimo protestów, 67 rodzin otrzymało klucze do nowych lokali.
Milionowe nadużycia pod lupą prokuratury
Radość lokatorów przyćmiły działania organów ścigania. Biuro Bezpieczeństwa Ekonomicznego oraz Prokuratura Obwodowa na Wołyniu wszczęły śledztwo w sprawie sprzeniewierzenia około 5,7 mln hrywien pochodzących z międzynarodowego grantu.
Z ustaleń śledczych wynika, że urzędnicy miejscy, działając w porozumieniu z firmą wykonawczą „Żytłobud-2”, stosowali sprawdzony mechanizm: • Zawyżanie cen materiałów budowlanych. • Sztuczne podbijanie kosztów sprzętu AGD i wyposażenia mieszkań, które znacząco odbiegały od cen rynkowych.
„Złote” AGD i beton z marżą 200% Śledztwo wykazało, że materiały budowlane i wyposażenie mieszkań kupowano po cenach z kosmosu. Wygląda na to, że pralki dla uchodźców w Kowlu mają bębny z platyny, a lodówki chłodzą szampana dla wykonawcy z firmy „Żytłobud-2”.
Wisienka na torcie: Apartament dla komendanta Szczytem bezczelności był fakt, że na liście osób „najbardziej potrzebujących” mieszkań socjalnych znalazł się... szef lokalnej straży miejskiej. Widocznie pilnowanie porządku w mieście jest tak traumatyczne, że zasługuje na darmowe lokum kosztem rodzin z niepełnosprawnościami.
Co grozi winnym?
Choć na ten moment nikomu nie postawiono jeszcze oficjalnych zarzutów, sprawa jest rozwojowa. Urzędnicy miejscy w oficjalnych wypowiedziach zachowują spokój, twierdząc, że wszystkie procedury przetargowe przebiegły prawidłowo.
Jeśli jednak śledztwo potwierdzi przywłaszczenie mienia w szczególnie dużych rozmiarach poprzez nadużycie stanowiska, winnym grozi surowa kara – od 7 do 12 lat pozbawienia wolności oraz konfiskata majątku.
Sprawa z Kowla stawia trudne pytania o skuteczność nadzoru nad międzynarodową pomocą techniczną. Czy środki, które mają ratować ludzi w kryzysie, są wystarczająco chronione przed lokalną korupcją? Do tematu będziemy wracać.
Wczoraj po godzinie 14 na skrzyżowaniu ul. Lubelskiej i Jana Pawła we Włodawie kierujący Fordem Mondeo 32 – latek nie udzielił pierwszeństwa przejazdu kierującej Toyotą 39-latce. Po zderzeniu - Forda odrzuciło i uderzył jeszcze w latarnię. W związku z uszkodzeniami pokolizyjnymi policjanci zatrzymali dowody rejestracyjne pojazdów, a kierującego Fordem ukarali mandatem karnym i przypisali mu 12 punktów za popełnione wykroczenie. Wszyscy kierujący byli trzeźwi i na szczęście nikt nie doznał poważnych obrażeń ciała.
W minionym tygodniu do Komendy Powiatowej Policji we Włodawie zgłosiła się 62-letnia mieszkanka Włodawy zawiadamiając, że jej 39-letni syn znęca się nad nią psychicznie i fizycznie. Mężczyzna będąc pod wpływem alkoholu wyzywał matkę, a także szarpał popychał i wyganiał z domu. Podczas ostatniej awantury spowodował u niej obrażenia obrażenia ciała. Mężczyzna został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie.
Za swój czyn będzie odpowiadał w warunkach recydywy. W piątek Sąd Rejonowy we Włodawie na wniosek Prokuratora Rejonowego we Włodawie zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania i już w sobotę mężczyzna trafił do zakładu karnego. Za popełnione przestępstwo zgodnie z kodeksem karnym grozi mu nawet 7 i pół roku pozbawienia wolności.
Wczoraj po godzinie 18 włodawscy policjanci zostali powiadomieni o ujawnieniu na poboczu drogi ciała mężczyzny, który wraz z rowerem najprawdopodobniej został potrącony przez pojazd. Do wypadku doszło w miejscowości Kulczyn – Kolonia w gminie Hańsk. 54- latek zmarł w wyniku poniesionych obrażeń, a kierujący pojazdem po potrąceniu rowerzysty oddalił się z miejsca zdarzenia.
W okolicy znajdowały się jednak fragmenty pojazdu i policjanci niedługo potem odnaleźli Opla Astrę z wyraźnymi uszkodzeniami powypadkowymi, jak również zatrzymali dwóch mężczyzn mogących mieć udział z wypadkiem. 25 – latek w chwili zatrzymania miał ponad 2 i pół promila, zaś 32-latek ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Obaj trzeźwieją w policyjnym areszcie, a policjanci ustalają rolę mężczyzn w zdarzeniu.
W sobotę przed południem włodawscy policjanci zostali powiadomieni o kierującej VW, która jadąc samochodem przez Urszulin uszkodziła zaparkowany pojazd. Po uderzeniu w BMW, jakby nic się nie stało pojechała dalej parkując na jednej z posesji. Na miejscu okazało się, że 32-latka jest nietrzeźwa, a w organizmie ma ponad 2 i pół promila alkoholu. Policjantom wyjaśniła, że to nie jej wina, że uderzyła w auto, a drugiego kierującego, który źle zaparkował.
Policjanci ustalili, że tego dnia kobieta nie tylko raz jechała nietrzeźwa. 32-latka już straciła prawo jazdy, a swoje zachowanie odpowie przed sądem. To nie był jednak koniec "przygód" kobiety z tego dnia, bowiem po awanturze w domu rodzinnym zadzwoniła na numer alarmowy prosząc o interwencję Policji, bo rodzina nie chce jej przenocować. Kobieta była nietrzeźwa i agresywna, w związku z czym policjanci zapewnili jej nocleg w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych włodawskiej komendy, gdzie trzeźwiała do niedzieli.
Dnia 5 stycznia 2026 roku, za pośrednictwem rządowej skrzynki podawczej, zostało wysłane zapytanie dotyczące usług gastronomicznych i cateringowych zakupionych przez miejską spółkę. Chodziło o udostępnienie informacji, ile MPGK we Włodawie wydało w 2025 roku na jedzenie i obsługę cateringową, z wyszczególnieniem kwot oraz nazw wykonawców. Wniosek prosty, konkretny i, co najważniejsze, dotyczący publicznych pieniędzy.
Od tego czasu minęły już 20 dni, a odpowiedzi jak nie było, tak nie ma. Nie pojawiło się ani pismo, ani wyjaśnienie, ani nawet klasyczne „termin ulega przedłużeniu”. Cisza absolutna. Jakby zapytanie wpadło w czarną dziurę między sekretariatem a stołem biesiadnym w kotłowni.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że w MPGK we Włodawie trwa uczta tak wystawna, że nikt nie ma czasu zerknąć do skrzynki odbiorczej. Być może kelner wciąż podaje deser, a rachunki jeszcze nie zostały podliczone. A może problemem nie jest brak odpowiedzi, lecz brak apetytu na udzielanie informacji.
Milczenie w sprawie wydatków na gastronomię mówi więcej niż najbardziej szczegółowe zestawienie faktur. Bo jeśli spółka komunalna nie odpowiada na pytania o to, kto, za ile i na czyj koszt ucztował, to mieszkańcy mają pełne prawo podejrzewać, że menu było naprawdę bogate.
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej