Funkcjonariusze i pracownicy Straży Granicznej, grupy rekonstrukcyjne, żołnierze oraz uczniowie klas mundurowych, przemaszerowali szlakiem Korpusu Ochrony Pogranicza. Wydarzenie, które odbyło się 28 września br., rozpoczęło się w miejscowości Kosyń w powiecie Włodawskim. Tego dnia, odsłonięto tam pamiątkową tablicę poświęconą żołnierzom Korpusu Ochrony Pogranicza oraz Wojska Polskiego walczących, poległych i zamordowanych we wrześniu 1939 r. na terenie parafii Kosyń, w obronie granic Rzeczypospolitej przed agresją sowiecką i ukraińskimi bojówkami kolaborującymi z Armią Czerwoną. W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele władz samorządowych, Instytutu Pamięci Narodowej, Stowarzyszenia Weteranów Polskich Formacji Granicznych, a także uczestnicy marszu oraz mieszkańcy gminy Wola Uhruska.
Po odsłonięciu pamiątkowej tablicy odbył się przemarsz szlakiem Zgrupowania KOP gen. bryg. Wilhelma Orlika-Rückemanna, który zakończył się w miejscowości Wołczyny. Uczestnicy tegorocznego marszu przeszli 15-kilometrową trasę, odwiedzając w czasie drogi kompleks Lasów Sobiborskich i mogiłę poległego we wrześniu 1939 roku, żołnierza KOP. W tym roku, uczestnicy marszu, podczas wędrówki byli świadkami potyczki polskich żołnierzy KOP z wojskiem sowieckim.Zwycięstwo odnieśli Polacy, biorąc agresorów w niewolę. Inscenizację walki wykonały grupy rekonstrukcji historycznej. Organizatorem pieszego rajdu szlakiem Korpusu Ochrony Pogranicza, był Nadbużański Oddział SG oraz Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej.
Włodawa, niewielkie miasto nad Bugiem, zapisała się na kartach historii nieoczekiwanie. To właśnie tutaj, we wrześniu 1920 roku, narodziła się taktyka, która zmieniła oblicze nowoczesnej wojny – Blitzkrieg. Choć kojarzymy go przede wszystkim z niemieckimi kampaniami II wojny światowej, jego prawdziwe korzenie sięgają działań polskich żołnierzy podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. Włodawa wówczas miasto o strategicznym położeniu, stała się miejscem, gdzie major Włodzimierz Bochenek zebrał grupę żołnierzy, która miała zrewolucjonizować sztukę wojenną. Ich działania, choć nie doczekały się szerokiego uznania, zainspirowały przyszłe pokolenia strategów.
Początki wielkiej idei: Zorganizowanie Grupy Bochenka Major Włodzimierz Bochenek, dowódca o wyjątkowych zdolnościach organizacyjnych, w dniach 9-10 września 1920 roku we Włodawie zebrał improwizowaną, lecz doskonale zorganizowaną jednostkę wojskową. Składała się ona z dwóch batalionów piechoty, dwóch baterii artylerii polowej, kolumny lekkich samochodów pancernych oraz ciężarówek logistycznych. W sumie, około tysiąca żołnierzy miało za zadanie przeprowadzić śmiały manewr – zająć węzeł kolejowy w Kowlu, znajdujący się na tyłach sowieckiej 12 Armii. To nie była jednostka o imponujących rozmiarach, lecz jej siła leżała w duchu innowacji i zdolności do szybkiego działania. Bochenek, zdając sobie sprawę z kluczowego znaczenia mobilności i zaskoczenia, wprowadził nowatorskie podejście do prowadzenia działań wojennych, które później miało stać się fundamentem Blitzkriegu.
Marsz ku chwale: Atak na Kowel Rankiem 11 września, Grupa Bochenka wyruszyła z Włodawy w kierunku Brześcia. Przemieszczając się nocą, naprawiając zniszczone mosty i tocząc liczne potyczki z bolszewikami, jednostka poruszała się z niespotykaną wówczas prędkością – 12 km/h. To tempo, biorąc pod uwagę trudne warunki drogowe i technologiczne, było niezwykle imponujące i decydujące dla powodzenia operacji. Kluczową rolę w tej ofensywie odegrały lekkie samochody pancerne Ford FT-B i White-Link. Te niewielkie, ale zwrotne pojazdy, odporne na ogień karabinowy, siały zamęt w szeregach wroga. Ich szybkość i siła ognia pozwalały na przełamywanie linii obronnych oraz dezorganizację dowodzenia bolszewików. Były one forpocztą, która torowała drogę reszcie sił polskich, umożliwiając błyskawiczne przemieszczanie się po polu bitwy.
Zaskoczenie i zwycięstwo: Zdobycie Kowla 12 września rano, po nocnym marszu, Grupa Bochenka dotarła do Ratna, a późnym popołudniem wkroczyła do Kowla. Bolszewicy, nie spodziewając się ataku na swoich tyłach, zostali zupełnie zaskoczeni. Zdezorganizowani i pozbawieni jasnych rozkazów, nie byli w stanie stawić skutecznego oporu. Polacy opanowali miasto bez większych strat, przejmując kluczowe obiekty, takie jak dworzec kolejowy, co jeszcze bardziej pogłębiło chaos w szeregach wroga. Wyobraźmy sobie te sceny: nocny marsz przez nieznane tereny, odgłos silników samochodów pancernych, sporadyczne strzały i poranny świt, który przyniósł Polakom zwycięstwo. Włodawa, miejsce rozpoczęcia tej operacji, stała się świadkiem narodzin nowoczesnej wojny błyskawicznej – wojny opartej na szybkości, zaskoczeniu i mobilności.
Zapomniana rewolucja Choć atak na Kowel był spektakularnym sukcesem, to wydarzenie to nie zostało dostatecznie docenione ani przez ówczesne dowództwo, ani przez historyków. Polska, mimo zdobycia cennych doświadczeń, nadal opierała swoje siły na tradycyjnych jednostkach kawalerii, co wkrótce okazało się przestarzałe w obliczu nadchodzącej mechanizacji wojsk. Paradoksalnie, to Sowieci najlepiej zaadaptowali lekcje wyniesione z działań Grupy Bochenka. W latach 30. XX wieku utworzyli korpusy zmotoryzowane i pancerne, które odegrały kluczową rolę w ich przyszłych kampaniach.
Blitzkrieg: Teoria i praktyka Teoretyczne podstawy Blitzkriegu zostały opracowane przez Heinza Guderiana w jego książce Achtung – Panzer!, wydanej w 1937 roku. Jednak, jak pokazuje historia, praktyczne korzenie tej strategii sięgają wydarzeń z 1920 roku, kiedy to Grupa Bochenka przeprowadziła swój brawurowy marsz na Kowel. Był to pierwszy przykład zmasowanego uderzenia, wykorzystania zaskoczenia, szybkiego manewru oraz dezorganizacji przeciwnika za pomoacą spalinowych wozów bojowych – podstawowych elementów późniejszej wojny błyskawicznej.
Zakończenie: Włodawa jako świadek historii Włodawa, choć mała i niepozorna, odegrała kluczową rolę w historii nowoczesnej wojskowości. To tutaj, w 1920 roku, narodziła się taktyka, która zrewolucjonizowała sposób prowadzenia wojen. Historia o Blitzkriegu zaczyna się właśnie w tym miejscu, przypominając, że największe idee często rodzą się w najmniej oczekiwanych momentach i miejscach.
Włodawa to miejsce, gdzie przeszłość spotyka się z teraźniejszością, a czas płynie w sposób niezwykły, co potwierdzają nasze miejskie zegary. Najstarszy z nich zdobi wieżę kościoła św. Ludwika, kolejny to zegar słoneczny w Rynku, a najnowszy, choć ostatnio niekompletny z powodu utraty wskazówki, którą po artykule w jednym z lokalnych tygodników odnaleziono i przytwierdzono do osi, znajduje się na wieży ratusza miejskiego.
Zdjęcia zegarów, które udało się nam zdobyć, pokazują interesującą sytuację. Pierwsze zdjęcie, uznajemy za wzorcowe i ono przedstawia włodawski zegar słoneczny i zostało zrobione o godzinie godzinę 12:15. Następnie uwieczniono zegar na wieży kościoła św. Ludwika, który wskazuje godzinę 3:54 być może zegar ten wskazuje czas na Alasce. Ostatni zegar, na wieży ratusza, pokazuje godzinę 3:09, być może jest wzorcowy czas kiedy urzędnicy szykują się do opuszczenie miejsca urzędowania? Ale te mechaniczne cuda wydają się żyć własnym życiem, wywołując uśmiech na twarzach mieszkańców i turystów. Czas najwyższy, aby Burmistrz oraz Przeor podjęli działania i w końcu "nakręcili" swoje zegary.
Co ciekawe ostatnio mogliśmy przeczytać szereg artykułów o miastach w Polsce, gdzie czas płynie wolniej. Magazyn „National Geographic” zauważył nasze miasto i być może dla tego Włodawa też wydaje się być miejscem, gdzie czas nie tylko płynie wolno, ale momentami wręcz się zatrzymuje. Czego dowodem jest ratuszowy i kościelny zegar. Na szczęście we Włodawie, mamy jeszcze zegar słoneczny w Rynku, który niezawodnie pokazuje prawidłowy czas i pozostaje naszym niezawodnym strażnikiem czasu.
Ale to jeszcze nie koniec! We Włodawie znajduje się jeszcze jeden czwarty zegar na wieży. Jest to prywatny zegar i owiany jest tajemnicą. Podobno ten zegar nie tylko pokazuje czas, ale i spełnia życzenia. Jeśli wiecie Państwo, gdzie się znajduje, podzielcie się z nami w komentarzach na Facebooku.
^p^
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
(28 lipca) 26. Jarmark Holeński na pewno należy zaliczyć do wyjątkowo udanych. A to za sprawą bogatego programu i tysięcy odwiedzających. Jarmark w holeńskim skansenie rozpoczął się o godz. 9 i trwał do późnych godzin wieczornych. Jak zwykle w Holi było zatrzęsienie wystawców, łącznie zjawiło się ich ok. dwustu. Tysiące turystów mogły znaleźć wyroby garncarskie, kowalskie, drewniane, wiklinowe, potrawy regionalne, miody i wyroby z wosku, obrazy, porcelanę, a także starocie.
Jarmark jest ściśle związany z uroczystościami prawosławnymi w holeńskiej cerkwi. Dlatego też w zabytkowej świątyni, pochodzącej z początku XVIII wieku, o godz. 10.00 rozpoczęło się dwugodzinne nabożeństwo ku czci Świętego Antoniego Peczerskiego. Liturgię sprawował abp. prawosławny Abel.
Po mszy na scenie pojawili się gospodarze wydarzenia – starosta włodawski – Mariusz Zańko i wójt gminy Stary Brus Patrycja Zińczuk. Starosta powiedział m.in. – Jarmark Holeński od kilkudziesięciu lat trwa i się rozwija dzięki wspaniałym ludziom. Bez nich na pewno byśmy się tak licznie dziś nie spotykali, jeśli nawet w ogóle byśmy mieli powód do spotkania. Wśród nich na pewno należy wymienić Państwa Karabowiczów – Alinę i Tadeusza – twórców Towarzystwa Miłośników Skansenu Kultury Materialnej Chełmszczyzny i Podlasia w Holi. To dzięki nim Jarmark w trudnych chwilach zwątpienia przetrwał i gromadzi coraz wiesze rzesze twórców, artystów, wystawców i szeroko rozumianych ludzi kultury.
Na pewno trzeba też wspomnieć o byłym staroście Andrzeju Romańczuku, który w trudnych chwilach popandemicznych wspomógł ten Jarmark, dodając mu nowego impulsu. Nie sposób jednak wymienić wszystkich ludzi dobrej woli, którym zawdzięczamy dzisiejszy obraz Jarmarku. Hola w ostatniej dekadzie lipca to również przeżycie stricte religijne, to prawosławne misterium ku czci św. Antoniego Peczerskiego. Ta nierozerwalna więź duchowego sacrum ze świeckim profanum tworzy niepowtarzalność tego miejsca. Stąd wyjątkowe słowa uznania i wdzięczności należą się duchownym prawosławnym z arcybiskupem Ablem na czele. Jego Eminencja jest podczas wielkiego praznika corocznie w Holi, za co wielkie Bóg zapłać. Jarmark to jednak także święto wystawców, rzemieślników, kupców i wszelkiej proweniencji kupców. Wystarczy dodać, że co roku jest ich około dwustu, co stanowi prawdziwie kultowe miejsce, gdzie można nabyć rzeczy i wyrobu naprawdę unikatowe, często ręcznie wyrabiane i zdobione w jednostkowych sztukach. Wszystkim tym artystom należą się słowa wielkiego podziękowania za skorzystanie z zaproszenia i przyjazd do Holi.
Po godz. 13. kiermasz uświetniły występy artystyczne. Na scenie pojawiły się zespoły ludowe, z gwiazdą pierwszego folkowego formatu – zespołem Czeremszyna. Wielką popularnością cieszyła się także wystawa prac malarskich prof. Stanisława Baja oraz kiermasz sztuki ludowej.
Jarmark Holeński to jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych przygotowanych przez powiat włodawski. Głównym organizatorem jest Towarzystwo Miłośników Skansenu Kultury Materialnej Chełmszczyzny i Podlasia z państwem Alina i Tadeuszem Karabowiczami na czele. Podkreśleniem znaczenia jarmarku było wydanie w ub,r. unikatowego albumu dotyczącego jego historii w fotografii.
Ponad 120 zawodników i zawodniczek ukończyło morderczy dziewiąty Żelazny Triathlon, który w sobotę (8 czerwca) odbył się w Okunince nad Jeziorem Białym. Po pokonaniu 750 m w wodzie, 20 km na rowerze i 5 km biegiem, pierwszy na mecie z czasem 55 min. i 58 sek. zameldował się Wojciech Kopyciński z Grębocina, co jest nowym rekordem zawodów. Pomysłodawcą zawodów jest obecny starosta włodawski Mariusz Zańko, który przed ponad 10 laty był kierownikiem wydziału starostwa i pasjonatem sportu i nawet przed 6 laty osobiście wziął udział w tym triathlonie, choć do podium mu było daleko.
Tegoroczne zawody przygotowane po raz kolejny przez włodawskie starostwo, wraz z gminą Włodawa i Stowarzyszeniem Triathlon Siedlce Club, Zakładem Karnym we Włodawie oraz Fundacją „Wrota Europy” zgromadziły ponad 120 zawodników. Najmłodszy uczestnik miał 17, a najstarszy prawie 70 lat. Byli tacy nieliczni, którzy do Okuninki przyjechali po raz dziewiąty, najwięcej jednak było nowicjuszy, zwabionych atrakcyjnością miejsca oraz doskonałą opinią przygotowania poprzednich zawodów. Warto dodać, że połowa uczestników pochodziła spoza województwa lubelskiego. Pogoda sprzyjała triatlonistom, nie było gorąco, a woda była wystarczająco ciepła jak na tę porę roku.
Rewelacją tegorocznego Żelaznego Triathlonu okazał się 22-letni Wojciech Kopyciński z Grębocina. Prowadził od początku pływania i z każdą konkurencją tylko powiększał swoją przewagę. Ostatecznie dobiegł do mety z rekordem trasy 55 min. i 58 sek., lepszym o ponad 3 minuty od ubiegłorocznego rekordu.
Żelazny Triathlon zaliczany jest to tzw. sprintu, co znaczy, że zawodnicy najpierw pokonują 750 m w wodzie, potem jadą 20 km rowerem, a na koniec biegną 5 km. Kierownikiem zawodów był Marcin Mitkowski. Puchary i nagrody wręczali wspólnie – starosta Mariusz Zańko wraz z mistrzem międzynarodowym walk MMA – Michałem Oleksiejczukiem oraz dyrektorem ZK we Włodawie – Jackiem Sankowskim.
Najlepszym zawodnikiem z powiatu włodawskiego był Piotr Stupka – Włodawa (1,16,10). Najlepszym triatlonistą – funkcjonariuszem służby więziennej był Grzegorz Dominik z Bodzechowa (1,11,23).
Oficer dyżurny włodawskiej komendy został poinformowany o awanturze w jednym z mieszkań na terenie Włodawy. Matka stwierdziła, że ma dość, kiedy syn będąc pod wpływem alkoholu wszczął kolejną awanturę. Przerażona kobieta wezwała na pomoc policjantów, którzy zatrzymali agresywnego 50 – latka. W trakcie czynności policjanci ustalili, że takie zachowania mężczyzny trwają już od dłuższego czasu.
Mieszkaniec Włodawy będąc pod wpływem alkoholu wielokrotnie wszczynał awantury ze swoją matką, wyzywał ją słowami wulgarnymi, niszczył wyposażenie mieszkania, groził pozbawieniem życia, a 31 maja br. trzymanym w ręce nożem groził jej. W związku z powyższym 50 – latek usłyszał zarzuty. Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego, wczoraj sąd zastosował wobec sprawcy przemocy domowej tymczasowy areszt. Mężczyzna najbliższe 3 miesiące spędzi w więzieniu. Kodeks karny za fizyczne lub psychiczne znęcanie się nad osobą najbliższą przewiduje karę do 5 lat pozbawienia wolności.
/ź/ policja.gov.pl
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Już ponad 150 zawodników zapisało się do największego na Lubelszczyźnie triathlonu w Okunince, który odbędzie się 8 czerwca. - Jeszcze są wolne miejsca, ale jest ich coraz mniej - mówi Marcin Mitkowski z włodawskiego starostwa, odpowiedzialny za techniczną stronę wydarzenia. Co roku ogromnym zainteresowaniem cieszą się zawody pt. ,„Żelazny Triathlon” organizowane w Okunince nad Jeziorem Białym. W tym roku termin zawodów to sobota, 8 czerwca, start i meta na plaży głównej w Okunince. Zapisy rozpoczęły się dokładnie na 4 miesiące przed zawodami i na koniec maja ponad 120 ochotników opłaciło wpisowe, zaś prawie 50 innych zadeklarowało chęć udziału w zawodach. Miejsc jest 200, ale 30 zarezerwowanych dla pracowników służby więziennej.
Mordercze zawody organizuje włodawskie starostwo w partnerstwie z Gminą Włodawa, Stowarzyszeniem Triathlon Siedlce Club, ZK we Włodawie, WDK Włodawa, Nadleśnictwem Włodawa, Muzeum – Zespołem Synagogalnym, Fundacją „Wrota Europy” i „Lubelskie – Smakuj życie! Z dumą wspieramy sport”. W pomoc aktywnie włącza się także Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji we Włodawie. Żelazny Triathlon to już najpoważniejsza tego typu impreza na wschód od Wisły. W tym roku ma być szczególnie pieczołowicie i perfekcyjnie przygotowana.
- Żelazny Triathlon to piękne sportowe połączenie zmagań zawodników z całego kraju z symbolicznym oddaniem czci żołnierzom wyklętym, zwłaszcza walczącym na terenie naszego powiatu, w tym por. Edwardowi Taraszkewiczowi, ps. Żelazny. Jako pomysłodawcy tej imprezy, cieszy mnie tak wielkie zainteresowanie naszym triathlonem. Sam brałem raz udział w tych zawodach i wiem, ile kosztuje to wysiłku. Jestem jednak przekonany, że ci wszyscy, którzy 8 czerwca przyjadą do Okuninki nie będą zawiedzeni i wrócą bardzo zadowoleni. Nie tylko z powodu sportowych zmagań - mówi starosta włodawski, Mariusz Zańko.
W rankingu triathlonów w Polsce impreza włodawskiego starostwa zawsze plasuje się na wysokich miejscach. I jest to wynik nie tylko ocen ekspertów, lecz przede wszystkim rezultat ankiet wypełnionych przez uczestników triathlonów w kraju.
Patronat medialny: TVP 3 Lublin, Polskie Radio Lublin, Nowy Tydzień, Super Tydzień, Radio Bon Ton, Katolickie Radio Podlasie, Kurier Włodawski, wlodawa.NET. Data i miejsce zawodów: 8.06.2024 r. Okuninka – Jezioro Białe. Dystans - pływanie: 750 m, jazda rowerem: 20 km, bieg: 5 km. Zapisy na stronie: www.zelaznytriathlon.eu
Wpisowe wynosi 250 zł. Osoba do kontaktu: Marcin Mitkowski, tel. 082 572 56 90 wew. 212 email: m.mitkowski @powiat.wlodawa.pl
Co łączy warszawską syrenkę z Włodawą? Kto leczył rany we włodawskim czworoboku? Skąd wzięła się nazwa Włodawa? Te i wiele innych ciekawostek można poznać dzięki budkom nietelefonicznym, które pojawiły się w tym nadbużańskim miasteczku. Dwie budki nietelefonicznych, stanęły w centrum miasta. Budki nietelefoniczne wyglądem przypominają te, w których można było rozmawiać przez telefon. Służą jednak do czegoś zupełnie innego. Są to wyjątkowe interaktywne, audiowizualne instalacje artystyczne poświęcone wyjątkowej historii Włodawy.
Jedna z nich, poświęcona jest mieszkającej kiedyś się we Włodawie Krystynie Krahelskiej. Stanęła ona tuż obok odsłoniętego w 2022 roku pomnika w formie ławeczki, upamiętniającego tę postać. Krahalska była poetką, harcerką, uczestniczką Powstania Warszawskiego. W jej budce posłuchać można opowieści o jej pobycie w Mieście Trzech Kultur.
Druga budka nietelefoniczna stanęła w zrewitalizowanym zabytkowym sercu miasta. Oferuje słuchaczom opowieści o dawnej, przedwojennej Włodawie. Odtwarzane są w niej również inne historie, m.in. ta dotycząca sienkiewiczowskiego Bohuna, który we Włodawie leczył rany po pojedynku z Panem Wołodyjowskim. Wszystkie opowieści są dostępne zarówno w języku polskim, jak i angielskim. Powstanie obu instalacji było możliwe dzięki współpracy włodawskiego ratusza ze Stowarzyszeniem LGD „Poleska Dolina Bugu”. Na ten cel miasto uzyskało dotację z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020, które pokryło ponad 60% kosztów.
/ź/ wlodawa.eu
Jak pisz Kurier Lubelski - Koszt wykonania instalacji budek wyniesie 86 tys. złotych. Długość nagrania w każdym z obiektów ma wynosić do 30 minut.
Już w najbliższą niedzielę 7 kwietnia 2024 roku odbędą się wybory samorządowe, co stanowi ważne wydarzenie dla lokalnych społeczności. Jest to czas, kiedy nasz głos może wpłynąć na kształt naszej wspólnoty lokalnej na najbliższe lata. Dlatego też apelujemy do wszystkich mieszkańców, aby zastanowili się dobrze nad swoim wyborem.
Czy warto oddać głos na nauczycieli, resortowych emerytów czy obecnie piastujących urzędników? To pytanie, które warto sobie zadać.
Redakcja wlodawa.net miała okazję zapoznać się z większością wyborczych ulotek, w których kandydaci opisywali swoje zasługi i plany. Niektóre z tych tekstów mogą posłużyć jako materiał na ciekawy komediowy pamiętnik – z pewnością znajdziemy tam kilka perełek, które rozśmieszą czytelników. Ale czy to wystarczający powód, by oddać na nich nasz głos?
Najbardziej komiczną rzeczą są obietnice obecnie urzędujących urzędników, którzy w swoich ulotkach piszą, jak bardzo zamierzają ułatwić nam życie. Pytanie jednak pozostaje otwarte – co dotychczas zrobili w urzędach, że jeszcze się pchają na radnych? Czy ich dotychczasowa "praca" były rzeczywiście skierowane na poprawę życia mieszkańców, czy może raczej na promowanie własnych interesów?
Przed podjęciem decyzji warto dokładnie przeanalizować programy i zasługi poszczególnych kandydatów. Jakie mają doświadczenie? Jakie są ich dotychczasowe osiągnięcia? Jakie mają konkretnie plany na przyszłość? Pytania te są kluczowe, gdyż od naszego wyboru zależy nie tylko nasza lokalna społeczność, ale także nasze własne życie codzienne.
Wybory samorządowe to nie tylko obowiązek, ale także szansa na wprowadzenie pozytywnych zmian w naszym otoczeniu. Pamiętajmy, że to my mamy wpływ na kształt naszej wspólnoty lokalnej – nasz głos w lokalnych wyborach ma NAJWIĘKSZE znaczenie, więc korzystajmy z niej mądrze.
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej