Ponad 120 zawodników i zawodniczek ukończyło morderczy dziewiąty Żelazny Triathlon, który w sobotę (8 czerwca) odbył się w Okunince nad Jeziorem Białym. Po pokonaniu 750 m w wodzie, 20 km na rowerze i 5 km biegiem, pierwszy na mecie z czasem 55 min. i 58 sek. zameldował się Wojciech Kopyciński z Grębocina, co jest nowym rekordem zawodów. Pomysłodawcą zawodów jest obecny starosta włodawski Mariusz Zańko, który przed ponad 10 laty był kierownikiem wydziału starostwa i pasjonatem sportu i nawet przed 6 laty osobiście wziął udział w tym triathlonie, choć do podium mu było daleko.
Tegoroczne zawody przygotowane po raz kolejny przez włodawskie starostwo, wraz z gminą Włodawa i Stowarzyszeniem Triathlon Siedlce Club, Zakładem Karnym we Włodawie oraz Fundacją „Wrota Europy” zgromadziły ponad 120 zawodników. Najmłodszy uczestnik miał 17, a najstarszy prawie 70 lat. Byli tacy nieliczni, którzy do Okuninki przyjechali po raz dziewiąty, najwięcej jednak było nowicjuszy, zwabionych atrakcyjnością miejsca oraz doskonałą opinią przygotowania poprzednich zawodów. Warto dodać, że połowa uczestników pochodziła spoza województwa lubelskiego. Pogoda sprzyjała triatlonistom, nie było gorąco, a woda była wystarczająco ciepła jak na tę porę roku.
Rewelacją tegorocznego Żelaznego Triathlonu okazał się 22-letni Wojciech Kopyciński z Grębocina. Prowadził od początku pływania i z każdą konkurencją tylko powiększał swoją przewagę. Ostatecznie dobiegł do mety z rekordem trasy 55 min. i 58 sek., lepszym o ponad 3 minuty od ubiegłorocznego rekordu.
Żelazny Triathlon zaliczany jest to tzw. sprintu, co znaczy, że zawodnicy najpierw pokonują 750 m w wodzie, potem jadą 20 km rowerem, a na koniec biegną 5 km. Kierownikiem zawodów był Marcin Mitkowski. Puchary i nagrody wręczali wspólnie – starosta Mariusz Zańko wraz z mistrzem międzynarodowym walk MMA – Michałem Oleksiejczukiem oraz dyrektorem ZK we Włodawie – Jackiem Sankowskim.
Najlepszym zawodnikiem z powiatu włodawskiego był Piotr Stupka – Włodawa (1,16,10). Najlepszym triatlonistą – funkcjonariuszem służby więziennej był Grzegorz Dominik z Bodzechowa (1,11,23).
Czyżby, aż takiego babola wykręcili w Miejskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej Spółka z o. o. we Włodawie, że w przetargu na grube 15 milionów złotych pomylili adresy pocztowe? Może Prezes miejskiej spółki Hubert Ratkiewicz wyjaśni mieszkańcom Włodawy, o co tu dokładnie chodzi? Kto z imienia i nazwiska wysłał zaproszenie do niewłaściwej spółki, w tak ważnym dla mieszkańców miasta Włodawy przetargu?
Kryminalni z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie poszukują osób, które mogły zostać doprowadzone do czynności seksualnych przez jednego ze stomatologów. Mężczyzna został zatrzymany w sierpniu po zgłoszeniu jednej z mieszkanek Lublina. Obecnie przebywa w tymczasowym areszcie. Z ustaleń wynika, że podejrzany przyjmował także na terenie powiatu chełmskiego, a osoby pokrzywdzone mogą pochodzić z różnych części województwa.
Policjanci z Wydziału Kryminalnego KMP w Lublinie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Lublin – Południe prowadzą śledztwo przeciwko 51-latkowi, który przemocą doprowadził jedną z pacjentek gabinetu stomatologicznego w Lublinie do innej czynności seksualnej. Mężczyzna został zatrzymany w połowie sierpnia, po zgłoszeniu pokrzywdzonej. Obecnie mieszkaniec Lublina przebywa w tymczasowym areszcie. Jak wynika, ze zgromadzonych w sprawie materiałów 51-latek przyjmował również w jednym z gabinetów na terenie powiatu chełmskiego. Jego pacjentami mogły być osoby z różnych części województwa. W trakcie postępowania cały czas gromadzone są materiały dowodowe. Funkcjonariusze poszukują też innych kobiet, które mogły zostać dotknięte przestępstwem seksualnym przez zatrzymanego mężczyznę.
[wp_ad_camp_4] Wszystkie osoby, które padły ofiarą przestępstwa lub posiadają wiedzę w tej sprawie, proszone są o kontakt z Wydziałem Kryminalnym Komendy Miejskiej Policji w Lublinie przy ulicy Północnej 3 – pokój 191, telefon 47 811 57 27 lub z najbliższą jednostką Policji pod alarmowym numerem telefonu 112. Prosimy powoływać się na numer sprawy RSD-181/21
Włodawscy kryminalni zatrzymali 23-latka z Lublina za pobicia, do którego doszło w lipcu br., w Okunince. Jak się okazało mężczyzna był osobą poszukiwaną za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Wczoraj policjanci przedstawili mu zarzuty uszkodzenia ciała i pobicia. Grozi mu do 5 lat więzienia.
11 lipca b. r. w jednym z lokali gastronomicznych w Okunince doszło do pobicia, w wyniku którego jeden z pokrzywdzonych trafił do szpitala z obrażeniami ciała. Sprawą zajęli się włodawscy kryminalni, którzy wczoraj w efekcie pracy operacyjnej zatrzymali w Lublinie 23-letniego mieszkańca miasta.
[wp_ad_camp_4] Jak się okazało mężczyzna był już osobą poszukiwaną za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu i miał do odbycia karę ponad 2 miesięcy pozbawienia wolności. Wczoraj śledczy na podstawie zebranego materiału dowodowego przedstawił 23-latkowi zarzuty uszkodzenia ciała i pobicia. Policjanci wnioskują też o tymczasowy areszt. O dalszych losach podejrzanego zadecyduje sąd. Grozi mu do 5 lat więzienia.
Miasto Włodawa otrzymało tytuł „Gmina na 5” w ramach przeprowadzonego przez Szkołę Główną Handlową (SGH) w Warszawie badania w zakresie obsługi inwestorów.
Instytut Przedsiębiorstwa warszawskiej SGH wzorem lat ubiegłych przeprowadził badanie w zakresie obsługi inwestorów w ponad 650 gminach w całym kraju. Gminy, które w badaniu wypadły najlepiej otrzymały wyróżnienie „Gmina na 5”. W tym gronie znalazła się również Włodawa. Pod względem ilości zdobytych punktów nasze miasto wyprzedziło m.in. Lublin, Sieradz, Tarnów, Kołobrzeg a nawet Wrocław.
– Otrzymane wyróżnienie jest dla nas szczególnie ważne. Członkowie zespołu badawczego kontaktowali się z nami bowiem jako potencjalni inwestorzy z wykorzystaniem metody tzw. „tajemniczego klienta”. Tytuł „Gmina na 5” dowodzi, że nasze działania w zakresie szeroko rozumianego wspierania i rozwoju przedsiębiorczości prowadzone są z zachowaniem najwyższych standardów. Nie bez znaczenia było również nasze wsparcie dla przedsiębiorców w czasie pandemii COVID – 19 – mówi Burmistrz Włodawy Wiesław Muszyński.
[wp_ad_camp_4] Głównym celem projektu „Gmina na 5!” była analiza funkcjonowania gmin w Polsce. W trakcie badania analizowano, jak gminy wywiązują się z powierzonych zadań i pokładanych w nich oczekiwań oraz jakich używają narzędzi i metod do realizacji swoich funkcji. Z jednej strony ocenie podlegała komunikacja jednostronna, tj. przekazywanie informacji poprzez oficjalne portale internetowe badanych jednostek, jak również komunikacja dwustronna, z wykorzystaniem poczty elektronicznej.
Zadania Zespołu Badawczego były realizowane przy zachowaniu pełnej apolityczności oraz neutralności wobec prac badawczych. Nie pobierano żadnych opłat z tytułu uczestnictwa w badaniu ani nie wpływano na pozycjonowanie rankingu. Tegoroczne badanie zostało przeprowadzone w początku 2021 roku.
Zabawna jest również wypowiedź Burmistrza na temat "tajemniczego klienta" - ponieważ każdy kto kiedykolwiek dzwonił do Urzędy Miasta we Włodawie zauważył, że nikt z urzędników gdy odbiera telefon nie przedstawia się z imienia i nazwiska, oprócz sekretarki i to od niedawana! :(
Ten zjazd jest tylko jeden w Gończycach na trasie Lublin-Warszawa (tak wskazuje Google Map). Dziwne, bo przez Lublin to 271 km i to nie jest najkrótsza trasa. Zwykle jedziemy przez Biała Podlaskę. Najciekawsze jest na zbliżeniu zdjęcia - prędkościomierz (ten po prawej) wskazuje prędkość 140 km/h a na ekspresówkach dozwolona to 120 km/h.
Zachęcamy wszystkich Państwa do opisywania spostrzeżeni i dzielnie się z nami ciekawymi informacji związanymi z naszym miastem i powiatem. U nas na łamach wlodawa.net znajdzie się miejsce dla wszystkich, którzy mają coś ciekawego do powiedzenie.
/ź/ fb.me
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
27 kwietnia 2021 r. Wicewojewoda Lubelski Bolesław Gzik wizytował Zakład Karny we Włodawie. Wicewojewodzie podczas wizyty w Zakładzie Karnym we Włodawie towarzyszył płk Dariusz Bernat - Dyrektor Okręgowy Służby Więziennej w Lublinie. Wizyta rozpoczęła się od spotkania z kierownictwem jednostki podczas, którego kierownicy poszczególnych działów i stanowiska samodzielne przedstawiły problematykę, którą zajmują się na co dzień w trakcie pełnienia obowiązków służbowych.
Następnie wizytujący udał się do powstającego nowego budynku zakwaterowania osadzonych, gdzie przez ppłk. Jacka Sankowskiego – Dyrektora Zakładu Karnego we Włodawie został zapoznany z aktualnym stanem prac budowlanych w miejscu ważnej inwestycji dla włodawskiej jednostki. W trakcie wizyty Wicewojewody, płk. Dariuszowi Bernatowi oraz ppłk. Jackowi Sankowskiemu towarzyszyli również: mjr Dariusz Kossyk i mjr Mariusz Sokół – Zastępcy Dyrektora Zakładu Karnego we Włodawie.
Zebrani udali się następnie na teren hali produkcyjnej, gdzie wicewojewoda zapoznał się ze specyfiką prac wykonywanych przez osadzonych zatrudnionych w hali produkcyjnej na rzecz kontrahenta zewnętrznego. Wicewojewoda Bolesław Gzik podziękował funkcjonariuszom i pracownikom Zakładu Karnego we Włodawie za pełnioną służbę i pracę oraz wyraził słowa uznania za wkład w rozwój jednostki.
Opowieść tę dedykuję tym wszystkim "sierotom" po PRL-u, które nadal usilnie wierzą, że wkroczenie tutaj Sowietów w lipcu 1944 r. było wyzwoleniem! ?
Od pierwszych tygodni nowej okupacji (lipiec 1944 r.) ludność i członkowie podziemia w powiecie włodawskim byli terroryzowani sowieckimi obławami, w trakcie których zatrzymywano setki osób, a następnie osadzano ich i „filtrowano” (a często również mordowano) w specjalnych obozach i aresztach NKWD, PUBP we Włodawie oraz gminnych posterunkach MO.
Obozy filtracyjne NKWD, założone tuż po wkroczeniu Sowietów na te tereny w lipcu 1944 r., zlokalizowane były w Krychowie (gm. Hańsk) oraz Krasówce, położonej około 15 km na północny-zachód od Włodawy (a o ilu jeszcze nie wiemy?!). Trzymano tam Polaków w głębokich dołach, pod gołym niebem. Najbardziej aktywnych konspiratorów rozstrzeliwano na miejscu, innych odsyłano do więzienia na Zamku w Lublinie lub wywożono do niewolniczej pracy w sowieckim systemie gułagów (obozów pracy).
Przejmujący opis funkcjonowania obozu w Krasówce znajdujemy w artykule, pochodzącego z Wileńszczyzny, zmarłego w 2008 r. znakomitego chełmskiego regionalisty Konstantego Prożogo, który po wojnie współpracował ze Zrzeszeniem WiN, za co został przez komunistów aresztowany i w 1948 r. skazany na 15 lat więzienia. Poniżej fragment (całość w załączonych materiałach):
„Rankiem 22 lipca 1944 r. do wsi wtoczyły się z szumem motorów i jazgotem gąsienic czołgowych, wojska sowieckie. W części miejscowości noszącej lokalną nazwę Paszki, zatrzymał się sztab (ponoć Rokossowskiego). Niezwłocznie zwołano więc mieszkańców Krasówki, na którym oficer NKWD w randze majora, ognisty brunet o rysach wybitnie wschodnich, poinformował mieszkańców o dobrodziejstwach komunistycznego ustroju i o wyzwoleńczej misji Armii Czerwonej.
Jednocześnie zakomunikował, że kompleks zabudowań (ok. 20 gospodarstw) po północnej stronie ulicy wiejskiej musi być natychmiast opuszczony przez ludność, jako że zostaną tam zakwaterowani wojskowi. Z miejsca też teren ten otoczono płotem z drutu kolczastego i obstawiono wartami. Wewnątrz tego wydzielonego obiektu, poza osłoną zabudowań, na tzw. pastewniku należącym do trzech gospodarzy: Koszelika, Dziudzia i Korneluka, stworzono strefę otoczoną szczególną tajemnicą. Na terenie wielkości 25 m x 70 m zbudowano, jak to określali enkawudziści, „polową tiurmę”. Został on otoczony dodatkowym ogrodzeniem z drutu kolczastego i zabezpieczony specjalnymi wartami sołdackimi. Na tym placu przy pomocy miejscowej ludności wykopano 24 doły o wymiarach 2 x 2,5 m i głębokości ok. 2 m. Wobec tego, że w tym miejscu grunt był zwarty i ilasty, nie trudzono się, by ściany tych dołów obudować drewnem, ograniczono się tylko do wykonania nawału z żerdzi, które przykryto dla uszczelnienia warstwą słomy i przysypano ziemią.
[wp_ad_camp_4] W takich stropach pozostawiano nieduże otwory (60 cm x 80 cm), zabezpieczone ramami okratowanymi drutem kolczastym. Po pośpiesznym zakończeniu tych robót do obozu poczęto w nocy zwozić aresztowanych ludzi. Pojemność tej tiurmy NKWD wynosiła około 250 więźniów. Przesłuchania ich przeprowadzano poza obozem, w stojącym na uboczu domu, który należał do Jakuba Szytko. Z tych jam-ziemianek brano na śledztwo ludzi, wstawiając przez właz do wewnątrz drabinkę. Wobec surowego zakazu zbliżania się do obozu miejscowej ludności, tryb życia więźniów nie był znany. Tylko przypadkowo jedna z mieszkanek wsi stała się świadkiem sposobu przesłuchiwania więźniów.
Przechodząc koło zagrody Szytki, spostrzegła niezwykle szokującą scenę. Ponieważ dzień był letni, gorący, badanie odbywało się na dworze. Przed dom wystawiono stół, za którym siedział wspomniany już major NKWD w asyście dwu młodszych oficerów. Przed nimi klęczało z podniesionymi rękoma 4 więźniów, dozorowanych przez sołdatów z pepeszami w rękach. [...] Towarzysz major surowo skarcił kobietę, która natknęła się na moment przesłuchania więźniów i zagroził, że jeśli komukolwiek opowie o tym, co widziała, ślad po niej zaginie.
Łagier w Krasówce miał zapewne szczególnie istotne znaczenie w procesie zniewolenia narodu polskiego, skoro przywożono tu na śledztwo więźniów z odległych miejscowości, a nawet ze „stołecznego” Lublina. Tutaj też zapadły decyzje co do dalszych losów skazańców. W skryty sposób, nocą, byli oni tu przywożeni i w podobny sposób stąd ich wysyłano w nieznane. Na początku miesiąca września tego samego 1944 roku, niespodzianie w ciemnościach nocy usunięte zostały zasieki z drutu kolczastego, zasypane doły ziemianek i ewakuowana załoga łagru. Ludzie mogli powrócić do swych domów.
Po pewnym czasie w miejscu, gdzie funkcjonował obóz, po jego zachodniej stronie, na gruncie należącym do Korneluka, powstało zapadlisko odsłaniając zwłoki ludzkie. Mieszkańcy wsi zasypali dół, nie próbując ustalić, ilu ludzi było tam pogrzebanych. Pastewnik, na którym znajdowała się „polowa tiurma”, nadal nie jest zabudowany ani zaorany, tylko w jego sąsiedztwie już w latach siedemdziesiątych wzniesiono zabudowania mleczarni”*. * K. Prożogo, "Krasówka - »polowa tiurma« NKWD", [w:] „Pro Patria”: magazyn katolicko-społeczny, nr 9/10, 1994, s. 7-8.
PS. Na koniec taka smutna konkluzja... Gdzieś tam w Krasówce stoją jakieś dwa stare krzyże, choć raczej upamiętniają zabitych podczas II w.ś. niż ofiary "wyzwolicieli". Na pewno do dzisiaj gdzieś na polach w Krasówce nadal leżą, wdeptane w błoto, szczątki naszych żołnierzy Armii Krajowej, których poszukiwaniem zapewne za jakiś czas zajmą się moi koledzy z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN.
Ale najbardziej kuriozalne jest to, że stoi on w miejscu, gdzie 14 października 1939 r. sowieccy okupanci przekazali swoją władzę nad miastem okupantom niemieckim (patrz: zdjęcia)! Ech... jak pisał Herbert... "Ignorancja ma skrzydła orła i wzrok sowy". Chichot historii i... potworny WSTYD! ?
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej