(11 maja) III edycja Rajdu Braci Taraszkiewiczów zgromadziła wyjątkową liczbę uczestników. Trasę z Włodawy do cmentarza w Różance przemierzano pieszo, konno oraz na motocyklach. Rajd pieszo-motocyklowo-konny rozpoczął się mszą św. w kościele św. Ludwika we Włodawie.
Następnie uczestnicy złożyli kwiaty i zapalili znicze przy pomnikach we Włodawie poświęconych walce i bohaterstwu żołnierzy wyklętych z oddziału Leona „Jastrzębia” i Edwarda „Żelaznego” Taraszkiewiczów. Z Włodawy duża grupa pieszo, konno, rowerami i na motocyklach udała się przez Suszno – Szuminkę do Różanki na tamtejszy cmentarz. Rajd zakończono ogniskiem w Agroturystyce w Susznie. Organizatorem rajdu było Stowarzyszenie LGH im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny.
We Włodawie odbyły się uroczystości lokalne z okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych. Służbę Więzienną reprezentowali funkcjonariusze Zakładu Karnego we Włodawie. 1 marca 2024 r. w kościele pw. św. Ludwika odbyła się uroczysta msza św. w intencji Żołnierzy Wyklętych. Po uroczystej mszy św. zgromadzeni udali się pod pomnik "Żołnierzy Wyklętych" przy ul. 11 Listopada, gdzie nastąpiły przemówienia okolicznościowe oraz apel poległych, który poprowadził płk Jacek Sankowski – Dyrektor Zakładu Karnego we Włodawie. Następnie przybyłe na uroczystości delegacje złożyły wieńce i kwiaty.
Zakład Karny we Włodawie reprezentowali: płk Jacek Sankowski oraz Poczet Sztandarowy jednostki. Żołnierze Wyklęci to polskie powojenne podziemie niepodległościowe, które stawiało czynny opór nowym powojennym władzom Polski. Liczbę członków tego aktywnego ruchu partyzanckiego szacuje się na około 120-180 tys. osób. Główna aktywność zbrojna żołnierzy niezłomnych przypadła na lata 1944-1947.
Doczekali się swojego święta, które obchodzone jest od 2011 r. i ma charakter państwowy. Na terenach włodawskich również miały miejsce działania podziemia niepodległościowego po II wojnie światowej. Pochodzący z Włodawy bracia Leon i Edward Taraszkiewicz to ostatni dowódcy Zrzeszenia WiN w obwodzie włodawskim. Walczyli zbrojnie na terenach włodawskich i parczewskich. Żołnierze za wierność swoim ideałom zapłacili najwyższą cenę - życie.
Ppłk Jacek Sankowski – Dyrektor Zakładu Karnego we Włodawie uczestniczył w uroczystościach upamiętniających 75 rocznicę śmierci poruczników Mieczysława Sawickiego ps. „Kruk” i Tadeusza Garło ps. „Zimny” – żołnierzy z oddziału por. Leona Taraszkiewicza ps. „Jastrząb”.
Uroczystości zostały rozpoczęte mszą odprawioną w kościele w Starym Uścimowie 18 lipca 2021 r. Po uroczystej mszy św. uczestnicy udali się pod pomnik „Kruka” i „Zimnego”, gdzie przybyłe delegacje złożyły wieńce i kwiaty, zapalono znicze. Polegli brali udział w akcji zatrzymania siostry przyszłego prezydenta Polski Bolesława Bieruta oraz jej rodziny. 22 lipca 1946 roku grupa operacyjna osaczyła trzech żołnierzy oddziału partyzanckiego obwodu WiN Włodawa dowodzonego przez Leona Taraszkiewicza: Mieczysława Sawickiego "Kruka", Tadeusza Garło "Zimnego" i Władysława Kobylańskiego "Jerzyka".
Wszyscy trzej przebywali w mieszkaniu w miejscowości kol. Krasne (powiat Włodawa). Podczas próby wyrwania się z obławy polegli w walce „Zimny” i „Kruk”. „Jerzyk” został aresztowany. Jak zapisał w pamiętniku brat Leona Taraszkiewicza Edward Taraszkiewicz „Żelazny” ich ciała zostawione przez atakującą nie zostały zabrane przez grupę operacyjną i dzięki temu zostali później pochowani z honorami na cmentarzu w Starym Uścimowie. Podczas uroczystości naszą jednostkę reprezentował ppłk Jacek Sankowski – Dyrektor Zakładu Karnego we Włodawie.
Por. Leon Taraszkiewicz ps. „Jastrząb” wsławił się kilkoma brawurowymi akcjami m.in. odbiciem kilkudziesięciu więźniów z włodawskiego urzędu UB czy akcji uwięzienia członków rodziny Bolesława Bieruta. Akcja zatrzymania rodziny przyszłego prezydenta stała się wstępem do szerszych działań operacyjnych, z których jedno osaczyło „Kruka”, „Zimnego” i „Jerzyka”. Na ziemi lubelskiej oddział Jastrzębia był jednym z najaktywniejszych.
Grobem „Kruka” i „Zimnego” opiekuje się Szkoła Podstawowa im. Józefa Piłsudskiego w Starym Uścimowie. Uroczystości uświetnił występ Norberta „Smoły” Smolińskiego i towarzyszącej mu Patrycji - uczennicy szkoły podstawowej w Starym Uścimowie oraz Chóru „Pojezierze”. Następnie odbyły się pokazy broni białej, strzeleckiej i artyleryjskiej z okresu powstania styczniowego oraz uzbrojenia nowoczesnego.
Tekst: por. Daniel Pręciuk, Adam Tusiński, http://www.podziemiezbrojne.pl/ Zdjęcia: Dariusz Kołodyński.
Opowieść tę dedykuję tym wszystkim "sierotom" po PRL-u, które nadal usilnie wierzą, że wkroczenie tutaj Sowietów w lipcu 1944 r. było wyzwoleniem! ?
Od pierwszych tygodni nowej okupacji (lipiec 1944 r.) ludność i członkowie podziemia w powiecie włodawskim byli terroryzowani sowieckimi obławami, w trakcie których zatrzymywano setki osób, a następnie osadzano ich i „filtrowano” (a często również mordowano) w specjalnych obozach i aresztach NKWD, PUBP we Włodawie oraz gminnych posterunkach MO.
Obozy filtracyjne NKWD, założone tuż po wkroczeniu Sowietów na te tereny w lipcu 1944 r., zlokalizowane były w Krychowie (gm. Hańsk) oraz Krasówce, położonej około 15 km na północny-zachód od Włodawy (a o ilu jeszcze nie wiemy?!). Trzymano tam Polaków w głębokich dołach, pod gołym niebem. Najbardziej aktywnych konspiratorów rozstrzeliwano na miejscu, innych odsyłano do więzienia na Zamku w Lublinie lub wywożono do niewolniczej pracy w sowieckim systemie gułagów (obozów pracy).
Przejmujący opis funkcjonowania obozu w Krasówce znajdujemy w artykule, pochodzącego z Wileńszczyzny, zmarłego w 2008 r. znakomitego chełmskiego regionalisty Konstantego Prożogo, który po wojnie współpracował ze Zrzeszeniem WiN, za co został przez komunistów aresztowany i w 1948 r. skazany na 15 lat więzienia. Poniżej fragment (całość w załączonych materiałach):
„Rankiem 22 lipca 1944 r. do wsi wtoczyły się z szumem motorów i jazgotem gąsienic czołgowych, wojska sowieckie. W części miejscowości noszącej lokalną nazwę Paszki, zatrzymał się sztab (ponoć Rokossowskiego). Niezwłocznie zwołano więc mieszkańców Krasówki, na którym oficer NKWD w randze majora, ognisty brunet o rysach wybitnie wschodnich, poinformował mieszkańców o dobrodziejstwach komunistycznego ustroju i o wyzwoleńczej misji Armii Czerwonej.
Jednocześnie zakomunikował, że kompleks zabudowań (ok. 20 gospodarstw) po północnej stronie ulicy wiejskiej musi być natychmiast opuszczony przez ludność, jako że zostaną tam zakwaterowani wojskowi. Z miejsca też teren ten otoczono płotem z drutu kolczastego i obstawiono wartami. Wewnątrz tego wydzielonego obiektu, poza osłoną zabudowań, na tzw. pastewniku należącym do trzech gospodarzy: Koszelika, Dziudzia i Korneluka, stworzono strefę otoczoną szczególną tajemnicą. Na terenie wielkości 25 m x 70 m zbudowano, jak to określali enkawudziści, „polową tiurmę”. Został on otoczony dodatkowym ogrodzeniem z drutu kolczastego i zabezpieczony specjalnymi wartami sołdackimi. Na tym placu przy pomocy miejscowej ludności wykopano 24 doły o wymiarach 2 x 2,5 m i głębokości ok. 2 m. Wobec tego, że w tym miejscu grunt był zwarty i ilasty, nie trudzono się, by ściany tych dołów obudować drewnem, ograniczono się tylko do wykonania nawału z żerdzi, które przykryto dla uszczelnienia warstwą słomy i przysypano ziemią.
[wp_ad_camp_4] W takich stropach pozostawiano nieduże otwory (60 cm x 80 cm), zabezpieczone ramami okratowanymi drutem kolczastym. Po pośpiesznym zakończeniu tych robót do obozu poczęto w nocy zwozić aresztowanych ludzi. Pojemność tej tiurmy NKWD wynosiła około 250 więźniów. Przesłuchania ich przeprowadzano poza obozem, w stojącym na uboczu domu, który należał do Jakuba Szytko. Z tych jam-ziemianek brano na śledztwo ludzi, wstawiając przez właz do wewnątrz drabinkę. Wobec surowego zakazu zbliżania się do obozu miejscowej ludności, tryb życia więźniów nie był znany. Tylko przypadkowo jedna z mieszkanek wsi stała się świadkiem sposobu przesłuchiwania więźniów.
Przechodząc koło zagrody Szytki, spostrzegła niezwykle szokującą scenę. Ponieważ dzień był letni, gorący, badanie odbywało się na dworze. Przed dom wystawiono stół, za którym siedział wspomniany już major NKWD w asyście dwu młodszych oficerów. Przed nimi klęczało z podniesionymi rękoma 4 więźniów, dozorowanych przez sołdatów z pepeszami w rękach. [...] Towarzysz major surowo skarcił kobietę, która natknęła się na moment przesłuchania więźniów i zagroził, że jeśli komukolwiek opowie o tym, co widziała, ślad po niej zaginie.
Łagier w Krasówce miał zapewne szczególnie istotne znaczenie w procesie zniewolenia narodu polskiego, skoro przywożono tu na śledztwo więźniów z odległych miejscowości, a nawet ze „stołecznego” Lublina. Tutaj też zapadły decyzje co do dalszych losów skazańców. W skryty sposób, nocą, byli oni tu przywożeni i w podobny sposób stąd ich wysyłano w nieznane. Na początku miesiąca września tego samego 1944 roku, niespodzianie w ciemnościach nocy usunięte zostały zasieki z drutu kolczastego, zasypane doły ziemianek i ewakuowana załoga łagru. Ludzie mogli powrócić do swych domów.
Po pewnym czasie w miejscu, gdzie funkcjonował obóz, po jego zachodniej stronie, na gruncie należącym do Korneluka, powstało zapadlisko odsłaniając zwłoki ludzkie. Mieszkańcy wsi zasypali dół, nie próbując ustalić, ilu ludzi było tam pogrzebanych. Pastewnik, na którym znajdowała się „polowa tiurma”, nadal nie jest zabudowany ani zaorany, tylko w jego sąsiedztwie już w latach siedemdziesiątych wzniesiono zabudowania mleczarni”*. * K. Prożogo, "Krasówka - »polowa tiurma« NKWD", [w:] „Pro Patria”: magazyn katolicko-społeczny, nr 9/10, 1994, s. 7-8.
PS. Na koniec taka smutna konkluzja... Gdzieś tam w Krasówce stoją jakieś dwa stare krzyże, choć raczej upamiętniają zabitych podczas II w.ś. niż ofiary "wyzwolicieli". Na pewno do dzisiaj gdzieś na polach w Krasówce nadal leżą, wdeptane w błoto, szczątki naszych żołnierzy Armii Krajowej, których poszukiwaniem zapewne za jakiś czas zajmą się moi koledzy z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN.
Ale najbardziej kuriozalne jest to, że stoi on w miejscu, gdzie 14 października 1939 r. sowieccy okupanci przekazali swoją władzę nad miastem okupantom niemieckim (patrz: zdjęcia)! Ech... jak pisał Herbert... "Ignorancja ma skrzydła orła i wzrok sowy". Chichot historii i... potworny WSTYD! ?
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej