I w związku z tym mamy, kilka pytani do Burmistrza jak i do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, które drogą elektroniczna przesłaliśmy do wyżej wymienionych urzędów. Oto one:
2. Kto wchodzi w skład komitetu budowy nowego pomnika, określanego w mediach przez Burmistrz Miasta Włodawy Wiesław Muszyński pomnikiem „Rzeczpospolitej Włodawskiej”?
3. Czy Urząd Miasta jest w posiadaniu kopi rozkazu powołującego tak zwaną "Rzeczepospolitą Włodawską"wydaną przez gen. Franciszka Kleeberga, czy może jest to tylko miejska legenda? - Bardzo WAŻNE PYTANIE - a jeżeli Urząd Miejski we Włodawie nie posiada kopi rozkazu, to na jakiej podstawie historycznej opierać będzie planowana budowa nowego pomnika, który stanie w historycznym centrum miasta Włodawy?
5. Kto jest w posiadaniu dokumentacji technicznej planowanego pomnika?
6. Kto i kiedy wydał zezwolenie tj. decyzja administracyjna na powstanie nowego pomnika oraz kiedy została wydana decyzja administracyjna na demontaż starego pomnika, który znajdował się we Włodawie przy Czworoboku na ulicy Czworobok 25 działka 1066/2 obr. 1 (Rynek).
7. Gdzie obecnie znajduje się zdemontowany pomnik?
8. Kto i kiedy podpisał umowę na demontaż pomnika, który znajdował się we Włodawie przy Czworoboku na ulicy Czworobok 25 działka 1066/2 obr. 1 (Rynek).
Wnioskujemy również, o przesłanie nam wszystkich kopii dokumentów potwierdzającego zgodę na w/w demontaż i na budowę nowego pomnika we Włodawie na ulicy Czworobok 25 działka 1066/2 obr. 1 (Rynek) To tyle, czekamy na odpowiedzi, które postaramy się zamieścić na wlodawa.net
Podejrzenie to nasunęło nam się w informacji zawartej w zaskakującym oświadczeniu Burmistrza, że w ciągu 3 miesięcy od dnia demontaż powstanie NOWY pomnik, ale kto kiedykolwiek widział, aby nowy pomnik powstał w ciągu 3 miesięcy, a dokładnie w ciągu 90 dni w tym roboczych 64? No chyba, że takie cuda to tylko we Włodawie :) Co ciekawe oświadczenie pojawiło się na stronie www ratusza w dniu demontażu Sowieta, zapewne to taki zabieg nawiązujący do partyzantki, która zdemontowany pomnik miał gloryfikować w referacie odczytanym przez radną miejską Renate Kapelko, podczas jednej z sesji rady miasta.
I na koniec bardzo ważne, a może najważniejsze pytanie.Czy ten nowy pomnik będzie spełniał podstawowe wymogi poważnego pomnika, a mianowicie czy będzie on albo ze szlachetnego stopu metali, albo ze szlachetnego kamienie, czy też Burmistrz ponownie w miejsce Sowieta postawi nam cementowy placek z chełmskiego betonu? O tym zapewne dowiemy się już we wrześniu.
Znamy już wyniki ankiety w sprawie Sowieta przy włodawskim Czworoboku, ratusz opublikował wyniki ankiety. Bardzo dziwi nas skromna liczba oddanych głosów w ankiecie, zaledwie 680 w tym 424 wypełnione w formie elektronicznej za pośrednictwem strony internetowej https://ankieta.wlodawa.eu i 256 głosów oddano w wersji papierowej. Z dużej chmury mały deszcz, a gdy przyszło co do czego zabrakło szabel? Wygląda na to, że laiki i buńczuczne deklaracje na antyspołecznym portalu nie odzwierciedlają faktycznych nastrojów mieszkańców naszego miasta.
Oto wyniki, na pytanie:
1. Czy Pani/Pana zdaniem istniejący pomnik znajdujący się w otoczeniu tzw. „czworoboku” we Włodawie powinien pozostać w obecnym kształcie w tym samym miejscu?
Przeważająca większość ankietowanych, bo aż 468 osób wskazała, aby Pomnik nie pozostał w obecnym kształcie iw tym samym miejscu. Czyli 468 blisko 70% ankietowanych chce usunięcia, 31% czyli 212 głosów chce aby nadal tam stał, gdzie stoi. Jak widać mieszkańcy Włodawy nie chcą w centrum miasta sowieckiej Warty.
Na pytanie z tezą
2. Czy Pani/Pana zdaniem istniejący pomnik znajdujący się w otoczeniu tzw. „czworoboku” we Włodawie powinien zostać zdemontowany, a na jego miejscu posadowiony nowy pomnik poświęcony tzw. „Rzeczpospolitej Włodawskiej”?
Przeważająca większość ankietowanych w postaci 434 głosów wskazuje na usunięcie Pomnika, a na jego miejscu zgodnie z sugestią urzędu na posadowienia nowego Pomnika poświęconego tzw. „Rzeczypospolitej Włodawskiej”.
Drugie pytania w miejskiej ankiecie było tendencyjne i samo w sobie zawierało z góry już określoną tezę, tak zwany warunek. Jest to klasyczne pytanie sugerujące:
Przykłady pytań sugerujących:
Większość Polaków opowiada się za przystąpieniem Polski do UE, czy Pan/Pani jest również za?
Czy jest Pan/Pani przeciwko nadaniu większych uprawnień prezydentowi RP?
W tym układzie czekamy na załatanie dziur w ruinie i dokręcenie tabliczki dotyczącej megalomańskiej idei Rzeczpospolitej Włodawskiej. Rzeczypospolitej, która w opinii burmistrza Muszyńskiego był we wrześniu 1939 roku ostatnim wolnym skrawkiem II RP, a jest to nie prawda ponieważ, nieprzerwanie od 1 września, aż do 2 października 1939 roku walczył Hel nad Bałtykiem. Więcej na temat tak zwanej dwudniowej Rzeczypospolitej Włodawskiej w linku, zachęcamy do lektury.
A co jeśli mieszkańcy miasta zamiast pomnika, chcieli by przy Czworoboku np. wysoki masz z flaga Polski, albo oszkloną makietę miasta Włodawy np. z XVIII w? Pytanie nr 2 przekreśla wybranie innej drogi, niż już wyznaczona przez nie wiadomo kogo, a promowana przez Burmistrza Muszyńskiego i przypisana do idei Rzeczpospolitej Włodawskiej. Rzeczpospolita Włodawska jak już w innym artykule opisaliśmy, nie była Ona niczym nadzwyczajnym podczas Kampanii Wrześniowe 1939 roku, a na pewno nie ostatnim skrawkiem Wolnej Polski we wrześniu 1939 roku, a był nim Hel nad Morzem Bałtyckim. Obecnie jesteśmy świadkami ciekawej sytuacji. Ponieważ mieszkańcy Włodawy głosują na coś, co ma być - ale nikt nie wiem, jak nowy pomnik Rzeczpospolitej Włodawskiej ma wyglądać? Może być to ten sam pomnik, tyle że będzie miał nową tabliczkę, a miasto Włodawa stanie się już nie Miastem Trzech Kultur, a Miastem Trzech Przerobionych Pomników.
Wcześniejsza ankieta utworzona przez Włodawską Inicjatywę Obywatelską, która również zapytała mieszkańców, ale nie tylko Włodawy, lecz też całą społeczność internetowa związaną z Włodawą, o dalsze losy Pomnika przy Czworoboku. Wyniki pierwszych konsultacji społecznych zorganizowanych przez Włodawską Inicjatywę Obywatelską wskazywały na bardzo podobny trend 64% ankietowanych za usunięciem tzw. pomnika wśród włodawian, mimo to - podobnie jak kilkanaście poprzednich, podobnych inicjatyw - zostały zignorowane przez Urząd Miasta Włodawa.
Dziś ankieta z Ratusza potwierdza oczekiwania mieszkańców. Jak widać nie ma co odkładać i lawirować IPN i Wojewoda dają, "kasę" na usunięcie ruiny z centrum nowo remontowanego Rynku miasta, to trzeba Sowieta wywieść do kolegów, do Kozłówki pod Lublinem. Tam jego miejsce w Muzeum Socrealizmu. Będzie to zaszczyt dla Czerwonej Włodawy, gdy włodawskie sowiety zaciągną honorową Wartę przy towarzyszu Stalinie, Bierucie i Moczarze :) Wyklęty powstań ludu Ziemi i jedź do Kozłówki.
Opowieść tę dedykuję tym wszystkim "sierotom" po PRL-u, które nadal usilnie wierzą, że wkroczenie tutaj Sowietów w lipcu 1944 r. było wyzwoleniem! ?
Od pierwszych tygodni nowej okupacji (lipiec 1944 r.) ludność i członkowie podziemia w powiecie włodawskim byli terroryzowani sowieckimi obławami, w trakcie których zatrzymywano setki osób, a następnie osadzano ich i „filtrowano” (a często również mordowano) w specjalnych obozach i aresztach NKWD, PUBP we Włodawie oraz gminnych posterunkach MO.
Obozy filtracyjne NKWD, założone tuż po wkroczeniu Sowietów na te tereny w lipcu 1944 r., zlokalizowane były w Krychowie (gm. Hańsk) oraz Krasówce, położonej około 15 km na północny-zachód od Włodawy (a o ilu jeszcze nie wiemy?!). Trzymano tam Polaków w głębokich dołach, pod gołym niebem. Najbardziej aktywnych konspiratorów rozstrzeliwano na miejscu, innych odsyłano do więzienia na Zamku w Lublinie lub wywożono do niewolniczej pracy w sowieckim systemie gułagów (obozów pracy).
Przejmujący opis funkcjonowania obozu w Krasówce znajdujemy w artykule, pochodzącego z Wileńszczyzny, zmarłego w 2008 r. znakomitego chełmskiego regionalisty Konstantego Prożogo, który po wojnie współpracował ze Zrzeszeniem WiN, za co został przez komunistów aresztowany i w 1948 r. skazany na 15 lat więzienia. Poniżej fragment (całość w załączonych materiałach):
„Rankiem 22 lipca 1944 r. do wsi wtoczyły się z szumem motorów i jazgotem gąsienic czołgowych, wojska sowieckie. W części miejscowości noszącej lokalną nazwę Paszki, zatrzymał się sztab (ponoć Rokossowskiego). Niezwłocznie zwołano więc mieszkańców Krasówki, na którym oficer NKWD w randze majora, ognisty brunet o rysach wybitnie wschodnich, poinformował mieszkańców o dobrodziejstwach komunistycznego ustroju i o wyzwoleńczej misji Armii Czerwonej.
Jednocześnie zakomunikował, że kompleks zabudowań (ok. 20 gospodarstw) po północnej stronie ulicy wiejskiej musi być natychmiast opuszczony przez ludność, jako że zostaną tam zakwaterowani wojskowi. Z miejsca też teren ten otoczono płotem z drutu kolczastego i obstawiono wartami. Wewnątrz tego wydzielonego obiektu, poza osłoną zabudowań, na tzw. pastewniku należącym do trzech gospodarzy: Koszelika, Dziudzia i Korneluka, stworzono strefę otoczoną szczególną tajemnicą. Na terenie wielkości 25 m x 70 m zbudowano, jak to określali enkawudziści, „polową tiurmę”. Został on otoczony dodatkowym ogrodzeniem z drutu kolczastego i zabezpieczony specjalnymi wartami sołdackimi. Na tym placu przy pomocy miejscowej ludności wykopano 24 doły o wymiarach 2 x 2,5 m i głębokości ok. 2 m. Wobec tego, że w tym miejscu grunt był zwarty i ilasty, nie trudzono się, by ściany tych dołów obudować drewnem, ograniczono się tylko do wykonania nawału z żerdzi, które przykryto dla uszczelnienia warstwą słomy i przysypano ziemią.
[wp_ad_camp_4] W takich stropach pozostawiano nieduże otwory (60 cm x 80 cm), zabezpieczone ramami okratowanymi drutem kolczastym. Po pośpiesznym zakończeniu tych robót do obozu poczęto w nocy zwozić aresztowanych ludzi. Pojemność tej tiurmy NKWD wynosiła około 250 więźniów. Przesłuchania ich przeprowadzano poza obozem, w stojącym na uboczu domu, który należał do Jakuba Szytko. Z tych jam-ziemianek brano na śledztwo ludzi, wstawiając przez właz do wewnątrz drabinkę. Wobec surowego zakazu zbliżania się do obozu miejscowej ludności, tryb życia więźniów nie był znany. Tylko przypadkowo jedna z mieszkanek wsi stała się świadkiem sposobu przesłuchiwania więźniów.
Przechodząc koło zagrody Szytki, spostrzegła niezwykle szokującą scenę. Ponieważ dzień był letni, gorący, badanie odbywało się na dworze. Przed dom wystawiono stół, za którym siedział wspomniany już major NKWD w asyście dwu młodszych oficerów. Przed nimi klęczało z podniesionymi rękoma 4 więźniów, dozorowanych przez sołdatów z pepeszami w rękach. [...] Towarzysz major surowo skarcił kobietę, która natknęła się na moment przesłuchania więźniów i zagroził, że jeśli komukolwiek opowie o tym, co widziała, ślad po niej zaginie.
Łagier w Krasówce miał zapewne szczególnie istotne znaczenie w procesie zniewolenia narodu polskiego, skoro przywożono tu na śledztwo więźniów z odległych miejscowości, a nawet ze „stołecznego” Lublina. Tutaj też zapadły decyzje co do dalszych losów skazańców. W skryty sposób, nocą, byli oni tu przywożeni i w podobny sposób stąd ich wysyłano w nieznane. Na początku miesiąca września tego samego 1944 roku, niespodzianie w ciemnościach nocy usunięte zostały zasieki z drutu kolczastego, zasypane doły ziemianek i ewakuowana załoga łagru. Ludzie mogli powrócić do swych domów.
Po pewnym czasie w miejscu, gdzie funkcjonował obóz, po jego zachodniej stronie, na gruncie należącym do Korneluka, powstało zapadlisko odsłaniając zwłoki ludzkie. Mieszkańcy wsi zasypali dół, nie próbując ustalić, ilu ludzi było tam pogrzebanych. Pastewnik, na którym znajdowała się „polowa tiurma”, nadal nie jest zabudowany ani zaorany, tylko w jego sąsiedztwie już w latach siedemdziesiątych wzniesiono zabudowania mleczarni”*. * K. Prożogo, "Krasówka - »polowa tiurma« NKWD", [w:] „Pro Patria”: magazyn katolicko-społeczny, nr 9/10, 1994, s. 7-8.
PS. Na koniec taka smutna konkluzja... Gdzieś tam w Krasówce stoją jakieś dwa stare krzyże, choć raczej upamiętniają zabitych podczas II w.ś. niż ofiary "wyzwolicieli". Na pewno do dzisiaj gdzieś na polach w Krasówce nadal leżą, wdeptane w błoto, szczątki naszych żołnierzy Armii Krajowej, których poszukiwaniem zapewne za jakiś czas zajmą się moi koledzy z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN.
Ale najbardziej kuriozalne jest to, że stoi on w miejscu, gdzie 14 października 1939 r. sowieccy okupanci przekazali swoją władzę nad miastem okupantom niemieckim (patrz: zdjęcia)! Ech... jak pisał Herbert... "Ignorancja ma skrzydła orła i wzrok sowy". Chichot historii i... potworny WSTYD! ?
17 września 2020 r. funkcjonariusze Służby Więziennej reprezentowali naszą formację podczas uroczystości związanych z 81. rocznicą agresji Armii Czerwonej na Polskę, które odbyły się w Wytycznie oraz podczas lokalnych uroczystości z okazji odsłonięcia i poświęcenia pomnika „Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej” we Włodawie.
Uroczystości w Wytycznie z udziałem pary prezydenckiej
Złożono wieńce i kwiaty na mogiłach żołnierskich, odczytano apel pamięci, oddano salwę honorową. Służbę Więzienną w uroczystościach reprezentowali płk Dariusz Bernat – Dyrektor Okręgowy Służby Więziennej w Lublinie wraz z ppłk. Jackiem Sankowskim – Dyrektorem Zakładu Karnego we Włodawie. Prezydent Andrzej Duda podkreślił ogromne znaczenie wojsk Korpusu Ochrony Pogranicza w walce obronnej 1939 r.
Uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika „Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej”
W uroczystościach wzięli udział m.in: Wicewojewoda Lubelski Robert Gmitruczuk oraz przedstawiciele lokalnych formacji mundurowych i samorządu. Zakład Karny we Włodawie reprezentował: ppłk Jacek Sankowski - Dyrektor Zakładu Karnego we Włodawie wraz z Pocztem Sztandarowym jednostki.
Mjr Krzysztof Jeleński podczas uroczystości objął dowództwo pocztów sztandarowych. Po przemówieniach okolicznościowych pod pomnikiem złożono wieńce i kwiaty oddając hołd pomordowanym. Apel poległych odczytał ppłk Jacek Sankowski.
tekst: por. Daniel Pręciuk zdjęcia: Kurier Lubelski, Waldemar Zakrzewski, por. Daniel Pręciuk
Jest wrzesień 1939 roku, Niemcy już pod Warszawą, a co w tym czasie dzieje się w okolicach Włodawy? Historycy mówią mało o tym okresie wojny, a już na pewno „skromnie” na ten temat piszą. Oto kilka zdań z zapomnianej, lub może specjalnie przemilczanej historii Ziemi Włodawskiej czasu pierwszych dniach Wojny Obronnej 1939 roku. Poniżej prezentujemy wspomnieni Pana Czesława Chudzika byłego mieszkańca miejscowości Włodawki. Włodawka to miejscowości położonej po prawej stronie rzeki Bug vis-a-vis Włodawy, dziś już nie istnieje. Prezentowany poniżej opis wydarzeń pochodzi ze skanu dwóch stron książki pt. „Życie moje i wojna” autorstwa pana Czesława Chudzika – autorem skanu jest Pan Dariusz Ozimek. Smuci fakt, że na próżno szukać tej pozycji książkowej w internetowym katalogu online Miejskiej Biblioteki Publicznej we Włodawie – mamy nadzieję, że to się zmieni.
"Szesnastego lub siedemnastego września ruszyliśmy w drogę powrotną, uciekinierzy na kilku furach jechali za nami, było ich ponad dwadzieścia osób. Chłopów na ich furach nie było, Wacek stwierdził, że oni te zaprzęgi kupili. Kilka kilometrów przed Piszczem spotkaliśmy na drodze paru ludzi w polskich mundurach bez broni. Jeden z uciekinierów powiedział do nich "juześ się nawojował" i wtedy pod ich adresem posypały się bardzo obelżywe wyzwiska w mieszanym chłopsko-polskim języku. Wyzywali ich od burżujów, darmozjadów, pasibrzuchów i co tam jeszcze wymyślili, sytuacja stawała się groźna, chłopi zaczęli krzyczeć, że ich wytłuką, wtedy oni wyciągnęli broń i zaczęli krzyczeć, że będą strzelać i to dopiero poskutkowało, chłopi odeszli.
My natomiast postanowiliśmy odłączyć się od nich, bo sytuacja w tym towarzystwie stawała się niebezpieczna. To był dzień,, w którym bolszewicy wkroczyli do Polski, ludność chachłacka stawała się coraz bardziej agresywna, Po przejechaniu jeszcze kilku kilometrów oni skręcili na Pulmo, tamtędy było bliżej do Bugu a my pojechaliśmy w kierunku Pulemca i Orchowa, z którego na Włodawkę było już tylko dwa kilometry. Kiedy dojeżdżaliśmy do pierwszych domostw Orchowa stała już tam powitalna brama. Chachły witali Stalina napisem: "Spasibo wielikom Stalinu szczo wyswobodył nas od polskoho jarma". W tym samym Orchowie tylko od zachodniej strony 22 czerwca 1941 roku stała taka sama brama tylko napis był inny. "Spasibo wielikom Gitleru szczo wyswobodył nas od żydokomuny” Zastanawiam się kto to chachłackie talatajstwo mógł zrozumieć. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że w okolicy Pulma chachłaccy nacjonaliści wymordowali wszystkich uciekinierów. Jesteśmy w domu, oglądamy co się w międzyczasie stało. Bomby rozbiły kamienicę Foderzewskiego, zostały tylko wypalone mury, nikt nie zginął bo w czasie bombardowania wszyscy uciekli. Dom wujka Janka Ozimka zburzony, spalony drewniany most Włodawa-Tomaszówka, kolejowy żelazny most wysadzony. Na rynku przed naszym domem koło kasztanów stoją trzy potężne wozy wojskowe przeznaczone do wożenie pontonów.
[wp_ad_camp_4] Ktoś powiedział, że koło spalonego mostu leży dużo wojskowych rzeczy po rozbrojeniu batalionu polskiego wojska przez Niemców. Bez namysłu pobiegliśmy tam, okazało się, że na lądzie i w płytkiej wodzie przy brzegu leży bardzo dużo broni i innego sprzętu wojskowego. Braliśmy kto rady udźwignąć, karabiny, bagnety, ładownice, maski szable i co tylko się dało. Obróciliśmy z Gieńkiem po kilka razy, podobnie robili inni. Za szafą była wnęka po drzwiach, tam zrobiliśmy magazyn. Na drugi dzień mam zauważyła, że szafa jest odsunięta, kiedy zobaczyła co tam jest o mało nie zemdlała. Zrobiła nam wielka awantura i kazała to wszystko wynieść i utopić w sadzawce, z wielkim żalem ale musieliśmy to zrobić. Jeden karabin z pełnym magazynkiem, zwinięty w jakiś worek Gieniek rzucił za oborą w pokrzywy. W południe pojechaliśmy po schowane zboże, po odkryciu dołu okazało się, że zboże jest zamknięte i śmierdzące, przywieźliśmy je do stodoły i rozsypali na toku, przy otwartych drzwiach schło przez kilkanaście dni. Mimo różnych zabiegów nawet przesuszania w piecu chlebowym, chleb z tego żyta do jedzenia się nie nadawał. Dwa lub trzy dni po naszym powrocie wśród Żydów zaczęło wrzeć, wszyscy poczynając od dorastających po tych w podeszłym wieku pozakładali czerwone opaski, kilkudziesięciu chodziło z karabinami i to była ich milicja. Któregoś dnia przed przyjściem sowietów zorganizowali na rynku wielki wiec byli tam wszyscy Żydzi z całej Włodawki. Co chwila jaki działacz żydowski z czerwona opaska i karabinem wyraził na wóz i wykrzykiwał jaka to w Polsce była im wielka bieda. Najbardziej Polsce i Polakom ubliżał żyd Kiszka. Na tym wiecu wybrano Sielsowiet (rade wiejska), przewodniczącym został Litman, a sekretarzem kompartii Kiszka. Powołano również milicje, a było ich kilkadziesiąt osób. Wszyscy oni mówili, że od dawna są komunistami i zawsze nimi zostaną. Jedna z wypowiedzi Kiszki mniej więcej brzmiała tak: "20 lat słońce świeciło, a nam ciemno było, przeklęta Polska nad nami zawsze się znęcała, wreszcie zaświeciło nam słońce i w wielkim ukochanym Związku Radzieckim zacznie się dla wszystkich sprawiedliwe, dobre życie. Koniec z panowaniem Polaków, nastały nasze czasy i nasza władza”. Następnego dnia przyszli do nas sowieci. Jak witali ich Żydzi nie da się opowiedzieć, byty wiwaty, uściski i śpiewy - międzynarodówka. Polacy obserwujący z ukrycia to wido" – wisko. - Czesława Chudzika, Życie moje i wojna
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
(19 września) Starostwo Powiatowe we Włodawie, Światowy Związek Żołnierzy AK - Koło we Włodawie, Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze - Oddział we Włodawie byli organizatorami jubileuszowego X Rajdu Śladami Walk Partyzanckich w Powiecie Włodawskim.
W pieszym wypadzie po Włodawie uczestniczyła młodzież wraz z uczestnikiem walk II wojny światowej i powojennych zmagań antykomunistycznego podziemia zbrojnego. Ponad setka uczniów ze szkół średnich i podstawowych powiatu włodawskiego w ten atrakcyjny sposób poznawała historię.
Rajd rozpoczął się o godz. 9.00 zbiórką na cmentarzu wojennym we Włodawie, gdzie wysłuchali prelekcji kpt. Edmunda Brożka i Mieczysława Tokarskiego – prezesa włodawskiego oddziału PTTK. Głos zabrał także starosta Andrzej Romańczuk, który podkreślił znaczenie edukacji historycznej, zwłaszcza w tej tak atrakcyjnej formie wycieczki. Tam także zapalono znicze na grobach poległych żołnierzy. Następnie uczestnicy rajdu wyjechali do Starego Załucza pod pomnik żołnierzy AK „Nadbużanka” poległych w potyczce z oddziałami partyzantów sowieckich 12 marca 1944 r. oraz pomnik Józefa Milerta, ps. „Sęp” komendanta Obwodu Włodawa Armii Krajowej.
Tam zwiedzili Muzeum PPN w Starym Załuczu oraz ścieżki edukacyjne „Żółwik” i „Spławy”, skąd przeszli do Zawadówki. Chwilę później pojechali autokarem do Urszulina, gdzie po drodze zapalili znicze na cmentarzu w Babsku – na grobach żołnierzy AK poległych w Starym Załuczu. Na koniec udali się pod pomnik żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza poległych w czasie bitwy pod Wytycznem stoczonej z oddziałami Armii Czerwonej 1 października 1939 r., gdzie na zakończenie rajdu w pobliskim Łowiszowie było ognisko z gorącymi kiełbaskami.
W rajdzie wzięli udział uczniowie Szkoły Podstawowej nr 2 we Włodawie, ZSZ nr 1 i II LO we Włodawie, I LO we Włodawie oraz szkół podstawowych z Woli Uhruskiej, Wytyczna, Żukowa i Hańska.
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej