Jeśli ktoś uważa, że raporty Najwyższej Izby Kontroli są nudne, to w przypadku gminy Włodawa najwyraźniej żadnego jeszcze nie czytał. Najnowsza kontrola NIK pokazuje bowiem nie tyle walkę o czystą wodę, co pokaz administracyjnej improwizacji, w której znikają raporty, kontrole, a nawet całe nieruchomości. I nie, to nie jest satyra. To oficjalny dokument państwowej instytucji kontrolnej.
140 nieruchomości, które ktoś "nie zauważyły”
Zacznijmy od ewidencji, bo tu mamy prawdziwy majstersztyk. Według NIK w gminnych rejestrach zabrakło aż 140 nieruchomości, mimo że ich ścieki były regularnie odbierane przez legalnie działające firmy. Czyli ścieki istniały, faktury istniały, wywóz istniał, ale w dokumentach gminy już nie.
Do tego dochodzi kolejnych 33 nieruchomości, niepodłączonych do kanalizacji, które w ewidencji również się nie pojawiły. W praktyce oznacza to jedno, gmina nie miała pojęcia, kto, gdzie i jak pozbywa się ścieków. Trudno o lepszy przykład urzędniczej ślepoty.
Prawo jasno mówi, gmina ma obowiązek kontrolować, jak mieszkańcy i przedsiębiorcy gospodarują ściekami. We Włodawie wyglądało to następująco:
– na jednej Jednolitej Części Wód kontroli nie prowadzono wcale, – na pięciu kolejnych zaczęto je z dwuletnim opóźnieniem, – w latach 2018–2020 oraz 2022–2023 kontrole po prostu nie istniały.
Nie było wizyt, nie było sprawdzeń, nie było nadzoru. Była za to cisza i święty spokój. Dopiero w październiku 2023 roku, już po tym jak NIK zajrzała do dokumentów, gmina wysłała kilkadziesiąt wezwań do mieszkańców. Przypadek? Oczywiście.
Raporty, które nigdy nie wyszły z urzędu
Obowiązek składania rocznych sprawozdań do ministra to nie uprzejma sugestia, tylko wymóg prawa. Tymczasem Wójt Gminy Włodawa nie złożył sprawozdań za lata 2018, 2020 i 2021. A kiedy już coś wysłano, w 2019 i 2022 roku, NIK uznała te dokumenty za nierzetelne. W jednym z nich zamiast opisu działań znalazły się… dane kontaktowe. 🤣 Trudno powiedzieć, czy to przejaw lekceważenia, czy kreatywnego podejścia do sprawozdawczości.
Uniwersalne wytłumaczenie, byliśmy za bardzo zajęci
Gdy przyszło do wyjaśnień, pojawił się argument dobrze znany każdemu, kto choć raz czytał raport pokontrolny, urzędnicy byli przeciążeni obowiązkami.
To wyjaśnienie miało tłumaczyć: – brak ewidencji setek nieruchomości, – brak kontroli przez kilka lat, – brak obowiązkowych sprawozdań, – brak realnego nadzoru nad ściekami.
Problem w tym, że przeciążenie nie zwalnia z odpowiedzialności, a ścieki, w przeciwieństwie do raportów, nie znikają tylko dlatego, że ktoś ich nie wpisał do tabelki.
Woda brudna, sumienie czyste
Całość wpisuje się w szerszy obraz opisany przez NIK, ponad 99 procent jednolitych części wód w Polsce nie osiągnęło dobrego stanu. Ale raport jasno pokazuje, że to nie jest wyłącznie problem systemowy. To także efekt bardzo konkretnych zaniechań na poziomie lokalnym.
Gmina Włodawa była jedną z pięciu w kraju objętych tak szczegółową kontrolą. Wynik? Negatywna ocena, liczne nieprawidłowości i działania naprawcze podjęte dopiero wtedy, gdy ktoś zapalił światło i zajrzał do akt.
Na koniec pytanie, nie retoryczne
Skoro przez lata można było nie kontrolować, nie raportować i nie ewidencjonować setek nieruchomości, to ile jeszcze rzeczy „nie istnieje” tylko dlatego, że nikt ich nie wpisał do systemu? Bo woda wszystko pamięta. Nawet jeśli urząd wolałby zapomnieć.👇
zArchiwumX: Sinice w Okunince! Czyli cud nad Jeziorem Białym /wideo/
Początek 1940 roku, pierwsze miesiące niemieckiej okupacji, przyniósł na terenach południowego Podlasia, ziemi chełmskiej i okolic Włodawy gwałtowne zmiany społeczne i narodowościowe. Jednym z najlepiej udokumentowanych źródeł opisujących ten proces są ukraińskie „Krakiwśki Wisti” po polsku Krakowskie Wieści, które relacjonowały rozwój struktur ukraińskiego życia narodowego na tych ziemiach. Z perspektywy gazety był to czas odradzania się i powrotu do ukraińskich korzeni, realizowany konsekwentnie w kilku kluczowych obszarach.
Szkoła jako fundament nowego porządku Centralnym elementem procesu ukrainizacji było szkolnictwo. We Włodawie uruchomiono siedmioklasową ukraińską szkołę powszechną, co w relacjach prasowych określano mianem wydarzenia przełomowego. Uzupełnieniem systemu oświaty było otwarcie we Włodawie bursy-internatu. Placówka zapewniała zakwaterowanie młodzieży z okolicznych miejscowości i pozostawała pod ścisłym nadzorem dyrektora. Jak podkreślała kolaboracyjna prasa, internat miał wychowywać młode pokolenie w duchu ukraińskim, łącząc edukację z opieką moralną i ideologiczną. Uroczyste poświęcenie internatu, z programem artystycznym i udziałem duchowieństwa, miało wymiar symboliczny i podkreślało rangę tej instytucji w procesie przebudowy lokalnej społeczności.
Życie kulturalne i organizacje społeczne Istotną rolę w procesie ukrainizacji odgrywały organizacje społeczne, przede wszystkim czytelnie „Proswity”. To one organizowały koncerty, przedstawienia teatralne oraz działalność chóralną. W samej Włodawie odbyły się już dwa koncerty, jeden przeznaczony dla Ukraińców i Niemców, drugi wyłącznie dla Niemców, oba ocenione jako w pełni udane. Takie wydarzenia miały integrować społeczność i budować poczucie wspólnoty, a jednocześnie manifestować obecność ukraińskiego życia kulturalnego w przestrzeni publicznej.
Obraz regionu w oczach „Krakowskich Wieści” Przywoływany w gazecie obraz powiatu włodawskiego jest jednoznaczny. Region przedstawiano jako w przeważającej mierze ukraiński, z miejscowościami, w których Ukraińcy mieli stanowić nawet 90 procent ludności. Okres międzywojenny opisywano jako czas represji i przymusowej polonizacji, a okupację niemiecką jako moment odwrócenia tego procesu i narodowego odrodzenia.
Niżej pełne tłumaczenie wzmianki o Włodawie w kolaboracyjnej prasie ukraińskiej.
PRACUJEMY! Powiat Włodawa leży na pograniczu Chełmszczyzny* i Podlasia. Nadal zachował nasz narodowy charakter. Są miejscowości, w których Ukraińcy stanowią 90 procent ludności (np. Sobibór, Krzywowierzba i inne), a wszędzie indziej co najmniej 50 procent. Przed wojną światową** powiat był całkowicie ukraiński, podobnie jak samo miasto Włodawa. Jednak terror polskiej policji i „strzelców” przysporzył wielu kłopotów. Zmusili niejednego naszego brata do porzucenia wiary rodziców, mówienia po polsku, wychowywania dzieci na Polaków itd. Ale wielu z nich wraca dziś do swoich. Polacy są naprawdę przebudzeni i nadal próbują terroryzować naszych chłopów. Rozsiewają pogłoski, że Polska powróci i że nasi chłopi powinni wyjechać za Bug i zostawić dla nich swoją ziemię. Ale ci nowi laccy wichrzyciele odnoszą nikłe sukcesy. Nasze życie rośnie i nabiera mocy z każdym dniem. W wioskach odbywają się koncerty i wystawy. W samym Włodawie odbyły się już dwa koncerty: jeden dla Ukraińców i Niemców, drugi tylko dla Niemców. Oba koncerty zakończyły się pełnym sukcesem. We Włodawie powstała siedmioklasowa szkoła ludowa i internat, gdzie pod troskliwą opieką dyrektora kształci się nowe, młode pokolenie. Niedawno internat z dobrym programem nauczania został oddany do użytku. Związek Spółdzielczy Powiatu Włodawskiego nie marnuje pieniędzy, lecz z każdym dniem rozwija się coraz lepiej. Sprzedano już dwa wozy soli; każda spółdzielnia otrzymuje cukier, olej i skóry. W Włodawie otwarto sklep spożywczy i mięsny. Trwają prace nad przejęciem młyna i otwarciem piekarni. Robota idzie wytrwale i konsekwentnie, a jej efekty będą widoczne już wkrótce.
* - ukraińska nazwa Ziemi Chełmskiej ** - chodzi o I Wojnę Światową
Belfrzy zgromadzeni w radzie miasta Włodawy chcą jeszcze kolejnych 10% podwyżki! 22 grudnia 2025 roku podczas XXIV Sesja Rady Miejskiej we Włodawie radna Janina Klimczuk wyraził swoje zadowolenie, mówiąc że "jeżeli chodzi o całościowo patrząc na oświatę, to chyba mamy się z czego cieszyć, ale bez wątpienia jeszcze wiele rzeczy by się dało naprawić. Ale w finansach, za finanse, za to, że do tych 41 prawie 20 pani skarbnik z panem burmistrzem znaleźliście – bardzo serdecznie dziękuję.”" Ale radny Krzysztof Flis uzupełnił wypowiedzi radnej mówiąc tak: „ ... szanowna rada, w której się znajduje tyle mądrych pedagogów, będą optowali za tym, żeby pan burmistrz był tak łaskawy i podwyższył dla nas wszystkich nauczycieli i obsługi dodatek motywacyjny, który jest 4%. No, podwyżka dla grona pedagogicznego jest planowana o 3%. Jakby pan burmistrz dorzucił 3 i 4, to by ładnie wyglądało na 10 w sumie. I byśmy byli pewnie zadowoleni, i praca w szkołach by była jeszcze lepsza, na wyższym poziomie, może by nie było w końcu korepetycji.”
To zdanie pada w przestrzeni publicznej i nie jest niewinne. Sugestia, że brak dodatkowych pieniędzy powoduje istnienie korepetycji, brzmi jak próba przerzucenia odpowiedzialności z systemu edukacji na rodziców i uczniów. Albo gorzej, jak sygnał: zapłaćcie więcej, to może przestaniemy dorabiać poza szkołą. Czy korepetycje naprawdę wynikają z niskich dodatków motywacyjnych?Czy raczej z przeładowanej podstawy programowej, braków kadrowych i lat zaniedbań systemowych? A może ktoś właśnie przyznał, że pełne zaangażowanie w szkole jest warunkowe? Jeżeli korepetycje mają "zniknąć" po podwyżce - zwanej dalej dodatkiem motywacyjnym.I czy mieszkańcy miasta nie są właśnie stawiani pod ścianą w stylu: więcej pieniędzy albo Wasze dzieci pójdą na korki, u koleżanki z innej szkoły? Czy obecne korepetycje są spowodowane tym, że nauczyciele nie chcą pracować w szkole i zamiast tego udzielają prywatnych lekcji? Czy jest to forma belferskiego szantażu? To jest pytanie też o etykę, odpowiedzialność i sens pełnienia funkcji publicznych w tym wypadku nauczyciela, wychowawcy przyszłych pokoleń.
Wczoraj około godziny 13:30 dyżurny włodawskiej komendy odebrał zgłoszenie, że na ulicy Podzamcze we Włodawie znajduje się nietrzeźwa kobieta zagrożona wychłodzeniem. Na miejsce został skierowany patrol, który potwierdził zgłoszenie i zastał pod widocznym działaniem alkoholu 13-letnią dziewczynę. Z uwagi na znaczne wychłodzenie nastolatka została przetransportowana do szpitala Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Policjanci ustalili, że dziewczyna wspólnie z koleżankami miała spożywać alkohol.
Najpierw kupiony przez najprawdopodobniej przypadkowo spotkane osoby pod sklepem, później sama miała kupować trunki z promilami. Następnie dziewczyna wraz ze swoimi znajomymi miała przebywać w okolicy rzeki Włodawki gdzie spożywali alkohol. W pewnym momencie była tak pijana, że wpadła do rzeki. Służby powiadomił ich 18-letni znajomy, który pojawił się na miejscu po otrzymanym telefonie, że mogą potrzebować pomocy. Policja wyjaśnia okoliczności zdarzenia i prowadzi czynności w kierunku narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, rozpijania małoletnich oraz sprzedaży alkoholu osobom niepełnoletnim. O sprawie zostanie również powiadomiony Sąd Rodzinny.
Do dziś nie wiadomo dokładnie, w którym miejscu we Włodawie znajdował się zamek. I od razu warto to doprecyzować, nie chodzi o monumentalną warownię znaną z królewskich rezydencji, lecz raczej o murowaną siedzibę o charakterze obronno-administracyjnym, połączoną z zapleczem gospodarczym. Tego typu obiekty, na pograniczach Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego, były czymś naturalnym. Przez lata wskazywano różne lokalizacje. Jedną z hipotez była skarpa w rejonie obecnej cerkwi, jednak badania archeologiczne przeprowadzone w ostatnich latach wykluczyły to miejsce jako lokalizację zamku. Odkryto tam jedynie fragmenty ceramiki datowane na X wiek, bez śladów późniejszej, nowożytnej zabudowy obronnej.
Znacznie ciekawszym tropem pozostaje teren obecnego klasztoru paulinów. Argument jest prosty i topograficznie logiczny. Spływając Bugiem w kierunku Włodawy, pierwszym wyraźnym dominantem krajobrazu są wieże kościoła pod wezwaniem św. Ludwika. To właśnie takie miejsca, widoczne z daleka, kontrolujące szlak rzeczny i okolicę, wybierano pod siedziby administracyjne i obronne. Przez długi czas problemem był brak jednoznacznych źródeł pisanych. Powszechnie powtarzano pogląd, że zamek włodawski został całkowicie zniszczony w czasie buntu Chmielnickiego w połowie XVII wieku. Tym większym zaskoczeniem okazał się dokument z czerwca 1692 roku.
Zamek, który jednak istniał - Źródło, które zmienia perspektywę
Cytat źródłowy - (Jerzy Ternes, „Pociejowie jako właściciele dóbr włodawskich…”, s. 51)
"Być może bracia Pociejowie nie mogąc zapłacić pełnej kwoty, nabyli w roku 1692 samo miasto Włodawę, ewentualnie niektóre jeszcze folwarki, a dopiero w roku 1693, już sam Ludwik Konstanty ostatecznie sfinalizował transakcję, wypłacając Leszczyńskim pełną kwotę i przejmując całość dóbr włodawskich.
Przy okazji wspomnianego wyżej zastawu Włodawy z czerwca 1692 roku, sporządzono inwentarz miasta. Zawiera on m.in. spis mieszczan włodawskich, z podziałem na chrześcijan i Żydów, ich powinności, zsumowany roczny dochód z miasta. Dane te nie odbiegają w zasadniczy sposób, od tych ze znanego dobrze inwentarza z roku 1693. Pojawia się w nim jednak dodatkowy, intrygujący wątek zamku włodawskiego.
Dość powszechny jest pogląd, że został on całkowicie zniszczony i zrównany z ziemią w czasie buntu Chmielnickiego. Tym bardziej zaskakuje fakt, że inwentarz z roku 1692 nie tylko wymienia "zamek murowany włodawski", ale opisuje dość dokładnie co najmniej kilka jego izb i pomieszczeń gospodarczych.
Z innych wzmianek można wnosić, że zamek w tym czasie był użytkowany przez zarządców (ekonomów) miasta Włodawy. Kres jego istnieniu położył przypuszczalnie napad wojsk szwedzkich na miasto w roku 1706. Myślę, że inwentarz zamku jest na tyle interesujący, że zostanie przytoczony w całości jako dodatek do niniejszego tekstu."
Jak wyglądał zamek włodawski - Układ funkcjonalny w języku współczesnym
Na podstawie pełnego inwentarza z 26 czerwca 1692 roku można z dużą dozą ostrożności odtworzyć układ zamku. Nie był to obiekt symboliczny czy reprezentacyjny, lecz w pełni funkcjonalna siedziba, łącząca cechy dworu, administracji i zaplecza gospodarczego.
Zamek posiadał wyraźnie wydzieloną część wejściową od strony kościoła, z bramami zabezpieczonymi metalowymi okuciami. Parter mieścił pomieszczenia sklepione, piwnice, skarbiec oraz magazyny, zabezpieczone kratami i żelaznymi drzwiami. Piętro pełniło funkcję mieszkalną i reprezentacyjną. Znajdowała się tam izba stołowa, ciąg połączonych pokoi ogrzewanych zielonymi piecami oraz dostęp do wieży, z której można było wyjść do ogrodu.
Integralną częścią zespołu były pomieszczenia gospodarcze, stajnie, wozownia, kuchnia, piekarnia oraz spiżarnie. Całość tworzyła zamknięty organizm, zdolny do samodzielnego funkcjonowania, a w razie potrzeby także do obrony. Taki układ w pełni odpowiada realiom końca XVII wieku i nie pozostawia wątpliwości, że zamek włodawski istniał realnie, był użytkowany i pełnił istotną rolę w strukturze miasta.
Opis z epoki, opis z dokumentu źródłowego - tamże, s 56 "Inwentarz zamku włodawskiego z 26 czerwca 1692 Opisanie zamku włodawskiego murowanego. Idąc od Kościoła w parkanie wrota, kuna na wierzchu żelazna. Wchodząc do samego zamku takież wrota, także z kuną, z skoblami dwoma i wrzeciądzem. Wszedwszy z te wrota, po prawej ręce sklep z żelaznemi drzwiami na zawiasach żelaznych, z skoblami wrzeciądzami u dołu i u wierzchu. W oknach krat dwie, piec dobry. Tamże szafa w murze na zawiasach. Przed tymże zaraz sklepem komórka mała, ze drzwiami drewnianymi o jednej tylko zawiasce. Podle zaraz idąc Skarbiec dalej z żelaznymi drzwiami o dwóch wrzeciądzach. Komórka przy nim beze drzwi. Trzeci także sklep ze drzwiami żelaznemi i okien dwie z kratami żelaznemi, ze dwoma wrzeciądzami. Nad samemi sklepami puste mury wierzchem i spodem. Wszedwszy na wschody, drzwi otworzyste w kratę, z kunami u wierzchu żelaznemi, do sieni. Z sieni po prawej ręce stołowa izba z oknami szklanymi w ołów o oprawionemi. Dwa stoły z ławami, piec zielony, szafa do schowania szkła z stołowej izby. Pokój śrzedni, drzwi na zawiasach. Z tego pokoju pokój poboczny, drzwi na zawiasach żelaznych, piec jeden u obydwu pokojów zielony. A oto karta tytułowa trenu pogrzebnego Marjanney z Leszna Xiężnej Zasławskiey, jest to ciekawy starodruk z XVII wieku a dokładnie z 1642 roku, w którym jest wzmianka o włodawskich murowanych podziemnych gmachach. Z tego pokoju pobocznego drzwi na zawiasach żelaznych do sionek, gdzie wschody tylne. Z pokoju śrzedniego zaś pokój drugi, drzwi na zawiasach żelaznych, szafek dwie ze drzwiczkami [...] drewnianymi. Z tego pokoju pokój trzeci, drzwi na zawiasach żelaznych z zaszczepką i antabami dwiema, [okna] dwoje szklane, w ołów oprawione. Z tego pokoju czwarty [pokój] poboczny, z oknami także szklannemi w ołów, drzwi [...] na zawiasach żelaznych, z zaszczepką. Z tegoż pokoju d[rzwi] [na] zawiasach do wschodów tylnych. Piec jeden u obydwu [pokojów]. Z tych pokojów, pokój. Drzwi do jednego pokoju, tego dwoje [na] zawiasach. Sam pokój z oknami szklannemi, z piecem zielonym. Z tego pokoju do wieży drzwi na zawiasach z klamką. A z tej wieży drzwi do ogrodu na zawiasach żelaznych z zamkiem wnętrznym. Mieszkania dolne pod tymże murem idące do wschodów wielkich. Sień długa ciemna, w którą wchodząc, drzwi do piwnice, na zawiasach ze skoblem. Pośrodku tej piwnicy znowu dwoje drzwi z zawiasami i wrzeciądzami, do piwnic dwóch. Idąc dalej po tejże ręce sklep albo raczej spiżarnia, drzwi na zawiasach i w oknie krata żelazna. Po tejże ręce idąc dalej, minąwszy wschody tylne, izba z przysionkiem, okien dwie kracianych i drzwi na zawiasach żelaznych. Z tej izby sklepek, drzwi na zawiasach, z kratami żelaznymi. Ze sklepiku drzwi do wieży, na zawiasach, ku ogrodowi. W tejże ciemnej sieni, po lewej ręce w tył idąc, izba piekarska, okna w drewno sprawne. Stajen drewnianych dwie ze żłobami. Wrota na kunach, w górze tylko żelaznych, z wrzeciądzami żelaznemi. Wozownia pod jednymże pokryciem, wrota na kunie w górze i stajenka trzecia mniejsza. Kuchnia z izbą, z piecem."
W dniu 20 grudnia 2025 r. od godz. 9.00 do godz. 19.00 oraz w dniu 21 grudnia 2025 od godz. 9.00 do godz. 14.00 przeprowadzana będzie konserwacja syren alarmowych należących do jednostek OSP w miejscowościach: Urszulin, Wereszczyn, Hańsk, Wola Uhruska, Uhrusk, Sobibór, Orchówek, Stawki, Dołhobrody, Hanna, Zahajki, Wyryki, Stary Brus.
Konserwacja będzie polegała na dostrojeniu syren do możliwości ogłaszania alarmów:
OSP (trzy minuty dźwięk ciągły z dwiema przerwami 30 sekund),
Ochrony ludności cywilnej (trzy minuty dźwięk modulowany o zmiennej co 6 sekund tonacji),
Odwołanie alarmu (3 minuty dźwięk ciągły).
Po prawidłowych czynnościach konserwacyjnych uruchomiony zostanie każdy dźwięk alarmu prosimy o zapamiętanie rodzaju alarmu tak by w przyszłości prawidłowo reagować w sytuacjach tego wymagających.
W sobotę wieczorem na numer alarmowy zadzwonił 13 letni chłopiec, który poinformował, że w Urszulinie spotkał starszego mężczyznę, który twierdzi, że się uderzył w głowę i nie pamięta jak ma wrócić do domu. Mężczyzna był bardzo zdezorientowany i podawał różne wersje co do tego skąd jest, co mu się stało i gdzie idzie. Dyżurny na miejsce skierował policjantów z Urszulina.
Dzielnicowy ustalił kim jest mężczyzna i gdzie mieszka, jak również że jego zachowanie wynikało ze znacznego działania alkoholu. 62 – latek nie potrzebował pomocy medycznej i został odwieziony do swojej rodziny w gminie Urszulin. Dzięki postawie 13 latka mężczyzna nie błąkał się dłużej po okolicy i bezpiecznie wrócił do domu.
Gdyby w Polsce rozdawano medale za najwyższe bezrobocie, powiat włodawski nosiłby złoto na szyi jak olimpijczyk. 15,1 procent według oficjalnych danych, a jeśli doliczyć ludzi, którzy pracy nawet nie szukają, bo uważają że nie warto pracować „na bandę osłów z cyrku na Wiejskiej”, realnie możemy dobijać do 1/4 (jednej czwartej) mieszkańców bez zatrudnienia. Region z takimi wynikami powinien już chyba trafić pod opiekę jakiegoś programu ONZ, bo to nie jest statystyka, to jest czerwony alarm obrazujący wyniki tych, którzy z uśmiechem odbierają dyplomy z napisem „Zasłużony dla powiatu włodawskiego” od starosty Mariusza Zańko.
I w tej sytuacji można by oczekiwać, że lokalna władza, samorząd i cała powiatowa rada rynku pracy zakopią się w urzędach jak w bunkrze, analizując, planując, walcząc. Można by… ale przecież istnieją rzeczy ważniejsze niż rozwój lokalnego rynku pracy, takie jak: hotele, konferencje, wyjazdy integracyjno-szkoleniowe i dobrze znane urzędnikom – „delegacja” i „refundacja”.
Turystyka szkoleniowa – nowa gałąź gospodarki powiatu?
Z dokumentów pozyskanych od Powiatowego Urzędu Pracy we Włodawie wynika jasno: nasi lokalni notable szkolili się intensywnie „podnosili kwalifikacje” w:
Kielcach – Hotel Binkowski Park ?, elegancja, basen, spa. No ale wiadomo, bez basenu nie ma dobrej polityki rynku pracy. Osoby uczestniczące: Wiesław Holaczuk, Joanna Szczepańska, Wiesława Bedenak, Joanna Kojro, Tomasz Korzeniewski, Patrycja Zińczuk, Ewa Anna Osowiec, Urszula Kazub, Michał Delekta, Michał Bądaruk Data szkolenia: 23-25.10.2024 r. Koszt całkowity szkolenia: 26 500 zł Koszt w przeliczeniu na jednego uczestnika: 2650,00 zł Tematyka szkolenia: „Rada Rynku Pracy współarmatorem nowej, lokalnej polityki rynku pracy”.
Zamościu – Hotel Renesans ?, bo kiedy bezrobocie rośnie, najlepiej poszukać renesansu gospodarki… w renesansowej starówce. Osoby uczestniczące: Andrzej Romańczuk, Wiesław Muszyński, Joanna Szczepańska, Joanna Kojro, Tomasz Korzeniewski, Wiesława Bedenak, Wiesław Gryglicki, Ewa Anna Osowiec, Urszula Kazub, Agnieszka Kuryłowicz, Krzysztof Sadowski, Tomasz Wołoszun, Anna Kolemczuk Data szkolenia: 26-27.10.2023 r. Koszt całkowity szkolenia: 24 570 zł Koszt w przeliczeniu na jednego uczestnika: 1890,00 zł Tematyka szkolenia: „Rada Rynku Pracy oraz Powiatowe Urzędy Pracy w realiach zmieniającego się rynku pracy”.
Kazimierzu Dolnym – Austeria Kazimierzowska ?, bo przecież lokalnych problemów nie rozwiązuje się lokalnie. Od tego są galerie, wąwozy lessowe i kolacje integracyjne. Osoby uczestniczące: Andrzej Romańczuk, Paweł Kołtun, Erazm Piotr Meniów, Czesław Marciocha, Tomasz Korzeniewski, Joanna Szczepańska, Joanna Kojro, Wiesława Bedenak, Ewa Anna Osowiec, Urszula Kazub, Agnieszka Kuryłowicz, Małgorzata Matczuk, Krzysztof Sadowski Data szkolenia: 20-21.10.2022 r. Koszt całkowity szkolenia: 23 010,00 zł Koszt w przeliczeniu na jednego uczestnika: 1770,00 zł Tematyka szkolenia: „Podstawy prawne funkcjonowania Rad Rynku Pracy w odniesieniu do ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy”.
Listy uczestników wyglądają jak spis treści lokalnej kroniki: urzędnicy, wójtowie, starostowie, dyrektorzy, zastępcy. A wszystko to – jakżeby inaczej – za pieniądze podatnika. Bo przecież jak szkolić się, to z rozmachem i z dala od Włodawy. Kto by tam myślał o Okunince. Czy naprawdę nie dało się tych „warsztatów” przeprowadzić nad Jeziorem Białym? Czy naprawdę trzeba było aż tak daleko jechać, żeby dowiedzieć się, że powiat ma najwyższe bezrobocie w województwie? A może chodziło o „walory szkoleniowe” menu hotelowego, noclegi, sala bankietowa?
Bezrobocie rośnie, delegacje kwitną
To, że PUP udowadnia, że robi szkolenia, programy i na portalach społecznościowych sami sobie laikują, to my już to wiemy. Problem zaczyna się wyżej. Bo ani burmistrz, ani starosta, ani rada rynku pracy nie stworzą miejsc pracy samymi wyjazdami, referatami z prezentacjami i analizą bufetu śniadaniowego. Przez lata inwestycji brak, strategii brak, współpracy z biznesem mało, a jeśli już jest – to to kończy się aferą lub karą.
W tym czasie inne powiaty:
budują strefy gospodarcze,
aktywnie podłączają się pod inwestorów,
walczą o młodych, którzy zaczynają wracać.
A u nas? U nas szkoła przetrwania, w której mieszkańcy przetrwają – albo wyjadą.
Demografia nie wybacza
Włodawa i okolice od lat wyludniają się w tempie, które powinno niepokoić nawet tych, którzy jeszcze wierzą, że „jakoś to będzie”. A „jakoś to będzie” już dawno zmieniło się w „jakoś to było”. Bez inwestycji, bez konkretnych działań, bez zmiany myślenia – będzie już tylko mniej ludzi, mniej podatków i więcej pustych okien.
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej