Z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy składamy Państwu najserdeczniejsze życzenia dużo zdrowia, radości, smacznego jajka, mokrego dyngusa, mnóstwo wiosennego słońca oraz samych sukcesów!
Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie, upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Obchodzone jest w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, przypadającej po 21 marca (czyli dacie kalendarzowej wiosny). To tłumaczy, dlaczego święto to jest ruchome i w każdym roku przypada w innym dniu.
Włodawscy mundurowi prowadzą postępowanie w sprawie kradzieży kłódki, do której doszło w pobliżu wodowskazu na rzece Bug we Włodawie. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że nieustalony sprawca, w niewyjaśnionym czasie, dokonał zaboru w celu przywłaszczenia kłódki zabezpieczającej bramę, znajdującą się obok słynnego w całym kraju punktu pomiaru poziomu wody. To właśnie stąd od lat przekazywane są komunikaty hydrologiczne, w tym znany wielu Polakom radiowy komunikat: „Na Bugu we Włodawie... 123 cm, przybyło 3”.
Na miejscu funkcjonariusze przeprowadzili oględziny i zabezpieczyli ślady pozostawione przez sprawców. Prowadzone postępowanie ma na celu ustalenie tożsamości sprawcy kradzieży i odzyskanie utraconego mienia. Służby apelują do wszystkich osób, które mogły zauważyć kogoś kręcącego się w rejonie bramy lub niosącego kłódkę pobliskimi ulicami miasta. Mundurowi przeszukali już okoliczne skupy złomu, jednak nie znaleźli śladów kłódki ani jej elementów.
Funkcjonariusze przypominają, że kradzież kłódki jest traktowana jako wykroczenie lub przestępstwo, w zależności od jej wartości.
^p^
tv.wlodawa.net
masz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Dodatek specjalny
Drodzy Czytelnicy, tradycyjnie, pozwoliliśmy sobie na primaaprilisowy ヅ żart. Wszystkim którzy dali się nabrać, mówimy "Prima Aprilis". Tym, którzy poznali się na naszym dowcipie gratulujemy czujności i zachowania powagi gry ヅ Kłódka na bramie przy wodowskazie nadal wisi jak wisiała, i niech cieszy oko tak mieszkańców Włodawy jak i wszystkich turystów odwiedzających nasze miasto i znany w całej Polsce wodowskaz na Bugu we Włodawie ..
Barokowy kościół św. Ludwika we Włodawie uchodzi za jedną z najcenniejszych realizacji sakralnych regionu. Monumentalna bryła, bogate polichromie, rozmach fundacji. Oficjalna narracja mówi o pobożności i hojności fundatora. Rzadziej zadaje się pytanie, skąd w pierwszych dekadach XVIII wieku wzięły się środki na tak kosztowną inwestycję.
Na początku XVIII wieku Rzeczpospolita była wyniszczona wojną północną. Skarb świecił pustkami, a chaos monetarny sprzyjał nadużyciom. Jako podskarbi litewski Pociej miał realny wpływ na emisję pieniądza w Wielkim Księstwie Litewskim.
W latach 1706–1709 rozpoczęto masowe bicie monet o zaniżonej zawartości srebra, głównie szóstaków i tynfów. W obiegu zaczęto je nazywać "pociejówkami". Mechanizm był prosty: moneta miała wysoką wartość nominalną, lecz realna zawartość kruszcu była znacznie niższa. Różnica trafiała do kieszeni emitenta i jego współpracowników.
Nie chodziło o prymitywne fałszerstwo w piwnicy. Emisja odbywała się przy wykorzystaniu mennic, także poza granicami państwa, między innymi w Królewcu. W praktyce oznaczało to zalew rynku pieniądzem gorszej jakości, inflację oraz wypieranie dobrej monety przez złą, zgodnie z prawem Kopernika Greshama. Współcześni ironicznie tłumaczyli inicjały L.P. widniejące na monetach jako "Ludzki Płacz".
Żołd w złej monecie, podatki w dobrej
Zarzuty wobec Pocieja nie dotyczyły wyłącznie samego bicia gorszej monety. Oskarżano go o przyjmowanie podatków w dobrej monecie, a wypłacanie zobowiązań, w tym żołdu wojsku, w pieniądzu zaniżonej wartości. To prowadziło do napięć i konfederacji wojskowych.
Chroniła go polityczna pozycja i silne zaplecze. Był stronnikiem króla Augusta II Mocnego, utrzymywał także relacje z dworem rosyjskim i carem Piotr I Wielki. Lawirował między stronnictwami, skutecznie unikając realnej odpowiedzialności. W tym samym czasie budował swoją pozycję jako fundator kościołów i klasztorów.
Do Włodawy Ludwik Konstanty Pociej sprowadził Zakon Paulinów z Jasnej Góry. Kościół otrzymał wezwanie św. Ludwika Króla, wyraźne nawiązanie do imienia fundatora. Był to czytelny znak: oto magnat buduje "pomnik" swojej potęgi na rodowych ziemiach.
8% prowizje od 10 tys. zł lokowanych na kahale brzeskim - czyli żydowska gmina wyznaniowa, wypłacała klasztorowi we Włodawie 800 zł,
20 tys. tynfów w Komorówce,
30 tys. zł zapisane u Katarzyny Czackiej,
w 1722 roku zapis 50 tys. zł i 10 tys. talarów na rzecz klasztoru dla 18 zakonników.
To ogromne sumy jak na realia wyniszczonego wojną państwa. Kluczowe jest jednak zestawienie dat. Najintensywniejszy okres emisji "pociejówek" przypada na lata bezpośrednio poprzedzające i towarzyszące organizacji fundacji. Właśnie wtedy powstaje finansowy fundament pod włodawski klasztor.
Czy budowniczowie otrzymywali "pociejówki"?
W oficjalnych dokumentach klasztornych nie znajdziemy zapisu: zapłacono monetą zaniżonej próby. Kościół nie miał interesu w podkreślaniu jakości otrzymywanego pieniądza. Jednak z kontekstu ekonomicznego wynika wysokie prawdopodobieństwo, że w dobrach Pocieja narzucano do obiegu właśnie jego monetę. Jeżeli wojsko otrzymywało żołd w gorszym pieniądzu, trudno zakładać, że rzemieślnicy, murarze sprowadzeni z Lublina czy dostawcy materiałów budowlanych byli traktowani lepiej. Realna siła nabywcza wypłat mogła być znacznie niższa niż wynikało to z nominału. W ten sposób część kosztów budowy przerzucano na wykonawców i lokalną społeczność.
Fundacja jako narzędzie oczyszczania wizerunku
W epoce baroku fundacje religijne często pełniły funkcję nie tylko duchową, ale i wizerunkową. Kościół był miejscem modlitwy, ale też manifestacją władzy, splendoru i, w pewnym sensie, próbą symbolicznego odkupienia win. W tradycji historycznej pojawia się sugestia, że Ludwik Pociej wykorzystywał sakralne inwestycje jako sposób na zatarcie złej sławy związanej z finansowymi nadużyciami. Włodawa stała się jednym z najważniejszych przykładów tej strategii. Paradoks polega na tym, że do dziś podziwiamy piękno świątyni, która mogła zostać sfinansowana z procederu destabilizującego gospodarkę I Rzeczpospolitej. Kościół św. Ludwika i klasztor paulinów we Włodawie są bezsprzecznie perłą architektury późnego baroku XVIII w. centralnej Rzeczypospolitej. Nie zmienia to faktu, że ich geneza splata się z jedną z największych afer finansowych epoki saskiej. Postać hetmana Ludwika Konstantego Pocieja pozostaje dwuznaczna. Z jednej strony mecenas sztuki i dobroczyńca zakonów. Z drugiej polityk oskarżany o psucie pieniądza, manipulacje skarbowe i cyniczne wykorzystywanie systemu.
Blok mieszkalny zbudowany został od zera według rygorystycznych norm europejskich, miała być symbolem solidarności i transparentności. Projekt w Kowlu, finansowany ze środków Unii Europejskiej, zamiast stać się wzorem do naśladowania, trafił na czołówki serwisów informacyjnych z powodu poważnych zarzutów korupcyjnych i finansowych malwersacji.
Obiecujący początek i pierwsze kontrowersje
Wszystko zaczęło się od ambitnego planu budowy energooszczędnego budynku przy ulicy Wołodymyra Kijana 49a. Inwestycja o wartości około 4,75 mln euro miała zapewnić dach nad głową dziesiątkom rodzin, które straciły domy w wyniku wojny. Jednak jeszcze przed oficjalnym oddaniem kluczy, wokół inwestycji wybuchł skandal obyczajowy. Na liście osób uprawnionych do darmowych mieszkań znalazł się szef kowelskiego oddziału straży miejskiej. Decyzja ta oburzyła lokalnych aktywistów i radnych, którzy wskazywali, że urzędnik zajął miejsce osób bardziej potrzebujących – seniorów oraz osób z niepełnosprawnościami. Ostatecznie, mimo protestów, 67 rodzin otrzymało klucze do nowych lokali.
Milionowe nadużycia pod lupą prokuratury
Radość lokatorów przyćmiły działania organów ścigania. Biuro Bezpieczeństwa Ekonomicznego oraz Prokuratura Obwodowa na Wołyniu wszczęły śledztwo w sprawie sprzeniewierzenia około 5,7 mln hrywien pochodzących z międzynarodowego grantu.
Z ustaleń śledczych wynika, że urzędnicy miejscy, działając w porozumieniu z firmą wykonawczą „Żytłobud-2”, stosowali sprawdzony mechanizm: • Zawyżanie cen materiałów budowlanych. • Sztuczne podbijanie kosztów sprzętu AGD i wyposażenia mieszkań, które znacząco odbiegały od cen rynkowych.
„Złote” AGD i beton z marżą 200% Śledztwo wykazało, że materiały budowlane i wyposażenie mieszkań kupowano po cenach z kosmosu. Wygląda na to, że pralki dla uchodźców w Kowlu mają bębny z platyny, a lodówki chłodzą szampana dla wykonawcy z firmy „Żytłobud-2”.
Wisienka na torcie: Apartament dla komendanta Szczytem bezczelności był fakt, że na liście osób „najbardziej potrzebujących” mieszkań socjalnych znalazł się... szef lokalnej straży miejskiej. Widocznie pilnowanie porządku w mieście jest tak traumatyczne, że zasługuje na darmowe lokum kosztem rodzin z niepełnosprawnościami.
Co grozi winnym?
Choć na ten moment nikomu nie postawiono jeszcze oficjalnych zarzutów, sprawa jest rozwojowa. Urzędnicy miejscy w oficjalnych wypowiedziach zachowują spokój, twierdząc, że wszystkie procedury przetargowe przebiegły prawidłowo.
Jeśli jednak śledztwo potwierdzi przywłaszczenie mienia w szczególnie dużych rozmiarach poprzez nadużycie stanowiska, winnym grozi surowa kara – od 7 do 12 lat pozbawienia wolności oraz konfiskata majątku.
Sprawa z Kowla stawia trudne pytania o skuteczność nadzoru nad międzynarodową pomocą techniczną. Czy środki, które mają ratować ludzi w kryzysie, są wystarczająco chronione przed lokalną korupcją? Do tematu będziemy wracać.
Wczoraj rano dyżurny włodawskiej komendy otrzymał zgłoszeniu o zderzeniu trzech pojazdów w miejscowości Żuków. Patrol włodawskiej drogówki ustalił, że 30- letni obywatel Ukrainy kierując lawetą, na której przewoził pojazdy, nie dostosował prędkości do warunków jakie panowały na drodze i najechał na dostawcze Iveco, które następnie uderzyło w Volkswagena.
Zarówno 30- letni kierowca Volkswagena jak i 49- letni kierowca Iveco zatrzymali się przed sygnalizacją świetlną na remontowanym odcinku drogi w Żukowie. Wszyscy uczestniczy zdarzenia byli trzeźwi i na szczęście nikt nie odniósł obrażeń. Policjanci zatrzymali dowody rejestracyjne pojazdom biorącym udział w zdarzeniu z uwagi na uszkodzenia. Sprawca kolizji ukarany został mandatem karnym w wysokości 2000 zł i 10 punktów karnych.
Początek 1940 roku, pierwsze miesiące niemieckiej okupacji, przyniósł na terenach południowego Podlasia, ziemi chełmskiej i okolic Włodawy gwałtowne zmiany społeczne i narodowościowe. Jednym z najlepiej udokumentowanych źródeł opisujących ten proces są ukraińskie „Krakiwśki Wisti” po polsku Krakowskie Wieści, które relacjonowały rozwój struktur ukraińskiego życia narodowego na tych ziemiach. Z perspektywy gazety był to czas odradzania się i powrotu do ukraińskich korzeni, realizowany konsekwentnie w kilku kluczowych obszarach.
Szkoła jako fundament nowego porządku Centralnym elementem procesu ukrainizacji było szkolnictwo. We Włodawie uruchomiono siedmioklasową ukraińską szkołę powszechną, co w relacjach prasowych określano mianem wydarzenia przełomowego. Uzupełnieniem systemu oświaty było otwarcie we Włodawie bursy-internatu. Placówka zapewniała zakwaterowanie młodzieży z okolicznych miejscowości i pozostawała pod ścisłym nadzorem dyrektora. Jak podkreślała kolaboracyjna prasa, internat miał wychowywać młode pokolenie w duchu ukraińskim, łącząc edukację z opieką moralną i ideologiczną. Uroczyste poświęcenie internatu, z programem artystycznym i udziałem duchowieństwa, miało wymiar symboliczny i podkreślało rangę tej instytucji w procesie przebudowy lokalnej społeczności.
Życie kulturalne i organizacje społeczne Istotną rolę w procesie ukrainizacji odgrywały organizacje społeczne, przede wszystkim czytelnie „Proswity”. To one organizowały koncerty, przedstawienia teatralne oraz działalność chóralną. W samej Włodawie odbyły się już dwa koncerty, jeden przeznaczony dla Ukraińców i Niemców, drugi wyłącznie dla Niemców, oba ocenione jako w pełni udane. Takie wydarzenia miały integrować społeczność i budować poczucie wspólnoty, a jednocześnie manifestować obecność ukraińskiego życia kulturalnego w przestrzeni publicznej.
Obraz regionu w oczach „Krakowskich Wieści” Przywoływany w gazecie obraz powiatu włodawskiego jest jednoznaczny. Region przedstawiano jako w przeważającej mierze ukraiński, z miejscowościami, w których Ukraińcy mieli stanowić nawet 90 procent ludności. Okres międzywojenny opisywano jako czas represji i przymusowej polonizacji, a okupację niemiecką jako moment odwrócenia tego procesu i narodowego odrodzenia.
Niżej pełne tłumaczenie wzmianki o Włodawie w kolaboracyjnej prasie ukraińskiej.
PRACUJEMY! Powiat Włodawa leży na pograniczu Chełmszczyzny* i Podlasia. Nadal zachował nasz narodowy charakter. Są miejscowości, w których Ukraińcy stanowią 90 procent ludności (np. Sobibór, Krzywowierzba i inne), a wszędzie indziej co najmniej 50 procent. Przed wojną światową** powiat był całkowicie ukraiński, podobnie jak samo miasto Włodawa. Jednak terror polskiej policji i „strzelców” przysporzył wielu kłopotów. Zmusili niejednego naszego brata do porzucenia wiary rodziców, mówienia po polsku, wychowywania dzieci na Polaków itd. Ale wielu z nich wraca dziś do swoich. Polacy są naprawdę przebudzeni i nadal próbują terroryzować naszych chłopów. Rozsiewają pogłoski, że Polska powróci i że nasi chłopi powinni wyjechać za Bug i zostawić dla nich swoją ziemię. Ale ci nowi laccy wichrzyciele odnoszą nikłe sukcesy. Nasze życie rośnie i nabiera mocy z każdym dniem. W wioskach odbywają się koncerty i wystawy. W samym Włodawie odbyły się już dwa koncerty: jeden dla Ukraińców i Niemców, drugi tylko dla Niemców. Oba koncerty zakończyły się pełnym sukcesem. We Włodawie powstała siedmioklasowa szkoła ludowa i internat, gdzie pod troskliwą opieką dyrektora kształci się nowe, młode pokolenie. Niedawno internat z dobrym programem nauczania został oddany do użytku. Związek Spółdzielczy Powiatu Włodawskiego nie marnuje pieniędzy, lecz z każdym dniem rozwija się coraz lepiej. Sprzedano już dwa wozy soli; każda spółdzielnia otrzymuje cukier, olej i skóry. W Włodawie otwarto sklep spożywczy i mięsny. Trwają prace nad przejęciem młyna i otwarciem piekarni. Robota idzie wytrwale i konsekwentnie, a jej efekty będą widoczne już wkrótce.
* - ukraińska nazwa Ziemi Chełmskiej ** - chodzi o I Wojnę Światową
Wczoraj w Niedzielę 4 stycznia około 15:00 w miejscowości Lubieniu kierujący Hondą 44-letni obywatel Ukrainy nie zatrzymał się na STOP i nie udzielił pierwszeństwa 53-letniemu kierującemu Seatem. Mieszkaniec gminy Wyryki kierowca Seata w wynik zderzenia pojazdów z obrażeniami ciała został przetransportowany do szpitala.
Włodawska Policja wykonuje czynności zlecone przez prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie. Śledztwo dotyczy zbrodni wojennych, do których miało dojść w okolicach Włodawy w pierwszych dnia października 1939 roku. Miały one polegać na rozstrzelaniu kilkuset żołnierzy Wojska Polskiego, a następnie zakopaniu na terenie opuszczonej kopalni piasku w miejscu nieoznaczonym z naruszeniem zasad humanitaryzmu.
Apelujemy do wszystkich, którzy mogą mieć wiedzę na ten temat i istotne rzetelne informacje o opisanych zdarzeniach, w szczególności do pasjonatów historii oraz potomków osób żyjących w opisywanym okresie. W sprawie należy kontaktować się pod numer 47 813 22 47.
Funkcjonariusze i pracownicy Straży Granicznej, mundurowi z innych służb oraz młodzież szkolna, przemaszerowali szlakiem Korpusu Ochrony Pogranicza. Wydarzenie rozpoczęło się odprawą w miejscowości Żłobek, gdzie znajduje się Muzeum i Miejsce Pamięci w Sobiborze, następnie trasa prowadziła przez Wołczyny do granicy z Ukrainą i dalej malowniczym nadbużańskim terenem wzdłuż rzeki Bug aż do Placówki Straży Granicznej w Zbereżu.
W ponad 11 kilometrowym marszu udział wzięli funkcjonariusze i pracownicy NOSG, Policja, Służba Więzienna, żołnierze NBOT, pracownicy Poleskiego Parku Narodowego, pracownicy Nadleśnictwa Sobibór, uczniowie Szkoły Podstawowej im. Korpusu Ochrony Pogranicza w Wytycznie, uczniowie Zespołu Szkół Ekonomicznych i Mundurowych w Chełmie im gen. Władysława Andersa - łącznie ponad 200 osób. Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej w Lublinie zaprosiło Radzyńskie Stowarzyszenie Kawaleryjskie im. rtm. Wincentego Zawadzkiego w barwach 25. Pułku Ułanów Wielkopolskich.
Komendant stowarzyszenia Kamil Kubaczyński wystąpił jako kawalerzysta Korpusu Ochrony Pogranicza w umundurowaniu i ekwipunku polowym; zaprezentował pokaz sprawności w jeździe konnej i posługiwaniu się bronią białą. Pracownik Muzeum Mateusz Haberek opowiedział o barwie broni konnych oddziałów KOP. Organizatorami marszu dla upamiętnienia walk żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, stoczonych w 1939 roku z Armią Czerwoną była Straż Graniczna i Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej w Lublinie.
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej