Od kilku dni w znanej sieci społecznościowej w zakładce Spotted Włodawa można przeczytać, że w parku miejskim we Włodawie dzieją się dantejskie sceny. Wiele osób dość ostro komentuje, to co dzieje się w parku przy ulicy Reymonta po zmroku. W opinii wielu mieszkańców miasta, park po godzinie dziewiętnastej zamienia się w tak zwaną „włodawską strefę NO-GO!”
Nie brakuje również głosów określających stan ten, jako skandaliczny i uwłaczający pamięci tego historycznego miejsca. Przypomnijmy, obecny park przy ulicy Reymonta, to były żydowski cmentarz. Który podczas II Wojny Światowej został zniszczony przez okupujących Włodawę Niemców, a w czasach PRL przerobiony na park miejski.
Mając na uwadze dobro wspólne mieszkańców miasta Włodawy. Apelujemy do miejskich radnych, a w szczególności do członków Komisji Porządku Publicznego, aby wzorem innych miast zorganizowali we własnym gronie tak zwane patrole społeczne. I ramach tych patroli dwójkami monitorowali włodawską strefę NO-GO.
Domyślamy się, że praca w patrolu wymaga doświadczenie, taktu oraz sprytu. Lecz ileż to razy czytaliśmy w ulotkach wyborczych, o tym jak przyszły radny będzie dbał o porządek i bezpieczeństwo mieszkańców miasta. Oto, właśnie nadarza się wspaniała okazja. Letnia aura sprzyja spacerom, a wyborcza obietnica zostanie w jakże pożyteczny sposób spełniona.
Oczywiście, nie zapominamy o bezpieczeństwie naszych radnych, jest to jak najbardziej ważna rzecz! I z tego tu miejsca, apelujemy do Burmistrz Włodawy Pan Wiesława Muszyńskiego, aby oddelegował kilku strażników miejskiej do wzmocniła włodawskiego patrolu milicji społecznej.
Liczymy, że nasza apel zostanie poważnie przyjęty przez radnych jak i burmistrza miasta. Przecież tak nie wiele trzeba, aby park miejski na powrót stał się Miejskim Parkiem. A włodawska strefa NO-GO, odeszła w zapomnienie i przestała istnieć.
Komuś, kto traci wzrok, potrzebna jest rehabilitacja. Zyskuje wtedy samodzielność i chęć do życia. Są ośrodki, w których można nauczyć się, jak przyszyć guzik, przygotować posiłek, samemu odczytać ulotkę czy rozpoznawać pieniądze. Ba, niektóre osoby słabowidzące mogą nawet bezpiecznie jeździć na rowerze. "Nie zwlekajcie, przyprowadźcie do nas bliskich albo sąsiadów, którzy tracą wzrok. My umiemy im pomóc” – przekonuje Teresa Kłys, dyrektor jednego z takich miejsc - Centralnej Przychodni Rehabilitacyjno – Leczniczej Polskiego Związku Niewidomych.
Na czym polega rehabilitacja osoby, która traci wzrok?
Wzrok to zmysł, który odbiera 80 proc. informacji o otaczającym nas świecie i gdy go zabraknie, świat wali się na głowę. Ci którzy są niewidomi od dziecka najczęściej nie martwią się tym - oni nie znają innego świata, tak było zawsze, dorastają w ciemności, uczą się z nią żyć, radzić sobie. Natomiast osoba, która całe życie była aktywna, miała zainteresowania, uprawiała sporty i nagle traci wzrok, staje się niesamodzielna, nieporadna. Nie jest w stanie wielu rzeczy wokół siebie zrobić – ładnie się ubrać, umalować się, nie wykona sama wielu domowych czynności. Nie widzi, więc nie czyta, nie ogląda telewizji, nie rozwiązuje krzyżówek, swoją przyszłość widzi w czarnych barwach.
Utraty wzroku nie widać tak, jak widać inną niepełnosprawność. Otoczenie często nie ma świadomości, że te osoby źle widzą (wyglądają normalnie) stąd często niemiłe uwagi: „Niech pan kupi sobie okulary!”, albo obraża się na tych „zarozumiałych” co przestali się kłaniać sąsiadom na ulicy. Osoby słabowidzące różnie widzą w różnych warunkach oświetleniowych. Są też tacy którzy chodzą z biała laską, ale mogą czytać gazetę bez okularów, a wtedy rodzi się podejrzenie oszustwa czy wykorzystywania innych. Zaczyna się depresja. Jeżeli taka osoba ma rodzinę to ma kto jej pomóc, choć najczęściej kończy się to tak, że bliscy wykonują za tę osobę wszystkie czynności, a to bardzo źle.
Ale jak to - lepiej nie pomagać?
Chodzi o to, by nie wyręczać takiej osoby, bo to uzależnienia ją od innych.
No dobrze, ale co zrobić, kiedy taka osoba nie jest w stanie sama o siebie zadbać?
Najlepiej, aby jak najszybciej zgłosić się do takiego miejsca jak nasza przychodnia - tu oswajamy pacjenta z nową sytuacją, pokazujemy, jak żyć z tą dysfunkcją, jak sobie radzić. Mamy czas, cierpliwość i zrozumienie. Wśród personelu są także osoby, słabowidzące i niewidome (nie widzą od urodzenia). Są świadectwem tego, że można z taką dysfunkcją żyć: osoby te obsługują komputer, jeżdżą komunikacją publiczną, prowadzą gospodarstwo domowe. Jedna z nich, młodsza, ma małe dziecko i wychowuje je bardzo aktywnie, druga jest starsza i wciąż jest bardzo aktywna zawodowo.
To możliwe?
Tak. Zaczynamy od rozmowy z pacjentem – od zorientowania się, w jakiej jest sytuacji wzrokowej, życiowej, jakie ma problemy oraz jaki ma stosunek do swojej niepełnosprawności. Pacjenci chętnie korzystają z pomocy naszych psychologów, którzy, jak wcześniej wspomniałam, stanowią żywy przykład, że można żyć pełnia życia mimo słabego wzroku. Następnie staramy się dobrać pomoce optyczne i nieoptyczne umożliwiające rozwiązanie tych problemów, z którymi pacjent do nas przyszedł. Udzielamy wsparcia informacyjnego.
Kto do was trafia?
Największą grupą naszych pacjentów są osoby powyżej 60 rż., które tracą wzrok na skutek zwyrodnienia plamki (AMD) - schorzenia ściśle związanego z wiekiem. Kłopot w tej chorobie polega na tym, że choć istnieje świetny program lekowy, to kryteria są ustawione na tyle wysoko, że nawet jeżeli pacjentowi uda się do niego zakwalifikować, to nie znaczy, że będzie w tym programie całe życie. Bo kiedy dojdzie do zahamowania choroby (a do tego dążymy), już nie ma dla niego miejsca w programie – bo jest „zbyt zdrowy”. Do programu nie zakwalifikują się też osoby, u których degeneracja plamki jest już zbyt zaawansowana - te nie rokują. A bez leczenia wzrok będzie się pogarszał.
Co wobec tego możecie zaoferować takim osobom?
Najpierw musimy się dowiedzieć, czego taka osoba od nas oczekuje. Bo jeśli to ktoś, kto nigdy nie czytał książek nie będziemy go teraz na siłę tego uczyć. Ale np. jeśli to pani, która całe życie gotowała i nie chce z tego rezygnować, bo ma dużą rodzinę, wnuki, podpowiemy, jak może w dalszym ciągu to robić. Pokazujemy, jak sobie radzić. Uczymy różnych technik, np. innego krojenia, dobieramy różne pomoce, np. okulary lupowe, w których można wykonywać czynności manualne, lub lornetkowe - do oglądania telewizji. Zachęcamy do podejmowania kolejnych prób, uczymy samodzielności. Prezentujemy dostępne na rynku ułatwienia, np. specjalny czujnik poziomu cieczy na kubeczek, który pomaga przygotować samemu gorący napój (lejąc wrzątek w pewnym momencie zaczyna piszczeć i wiemy, że należy przestać lać wodę). Dostępne są również urządzenia elektroniczne i udźwiękowione (mówiące) ułatwiające życie jak np. lupy, wagi, zegarki, ciśnieniomierze czy urządzenia lektorskie odczytujące tekst. Takich ułatwień jest sporo.
Polecam dwa krótkie filmy o rehabilitacji osób z dysfunkcją narządu wzroku, w których nasza rehabilitantka opowiada na czym polega rehabilitacja osób słabowidzących oraz prezentuje z jakich pomocy optycznych i nieoptycznych mogą skorzystać osoby słabowidzące (dostępne na youtube).
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Podpowiadamy proste, ale nieoczywiste dla dobrze widzących rozwiązania, jak np. używanie kontrastowych rzeczy. Na białym stole biały kubek jest dla niedowidzącej osoby niewidoczny. Ale wystarczy używać czarnego kubka i już wiele z tych osób dostrzeże ten kontrast. Można też poobklejać meble, klamki specjalnymi taśmami, aby łatwiej było z nich korzystać.
Na szczęście postęp medycyny spowodował, że w większości pacjenci nie ślepną całkowicie, tylko stają się osobami słabowidzącymi – pomagamy im wykorzystać ten potencjał, którym jeszcze dysponują. Niektórym naszym pacjentom wystarczają okulary o 1-2 dioptrie mocniejsze od ich własnych, aby mogły czytać lub okulary z filtrami medycznymi (krawędziowymi), które poprawiają kontrast i chronią oczy przed nadmiernym światłem nie zaciemniając przy tym obrazu.
Przy okazji warto podkreślić, aby nigdy nie kupować lup czy okularów na ulicznych straganach, czy nawet w sklepach, które nie są salonami optycznymi. One niemal nigdy nie spełniają standardów medycznych. I nie dość, że nie spełniają swojej roli, to jeszcze często zniechęcają pacjentów do kolejnych prób dobrania odpowiedniego dla nich sprzętu. A warto z niego korzystać, póki można.
Właściwie wszystkie choroby okulistyczne, poza zaćmą, którą da się leczyć, w różnym tempie degenerują wzrok, dlatego lepiej nie zwlekać z wizytą w naszym ośrodku. Na wizytę zapraszamy często pacjenta z rodziną/opiekunem, bo wtedy łatwiej zrozumieć bliskim rozlewanie herbaty czy potykanie się o krzesło, które od zawsze stoi w tym miejscu.
Czyli…?
W naszym społeczeństwie biała laska jest synonimem ślepoty, dlatego naszym zadaniem jest informowanie i przyzwyczajanie społeczeństwa, że istnieje bardzo duża grupa osób słabo widzących, które tylko w pewnych sytuacjach potrzebują pomocy i jedynym sposobem zasygnalizowania otoczenia jest biała laska. Do sprawy białych lasek dla osób słabowidzących staramy się podchodzić bardzo indywidualnie i z wyczuciem, ponieważ zbyt wczesne poruszanie tego tematu może zablokować psychicznie pacjenta i więcej nie zgłosi się na rehabilitację.
Na szczęście istnieją białe laski sygnalizacyjne, zajmują mało miejsca, można je nosić w kieszeni i rozkładać tylko w sytuacjach trudnych lub niebezpiecznych. To niezwykle przydatny gadżet – uszkodzony wzrok ma to do siebie, że o ile w ciągu dnia jeszcze jako tako widać, to kiedy przychodzi zmrok, dla nich nagle zapada ciemność - ludzie się gubią, wchodzą na jezdnię, wpadają pod auta.
Jednym z największych problemów osób ociemniałych jest brak orientacji przestrzennej. Ktoś musi je nauczyć, jak odbierać bodźce zewnątrz. Trzeba z taką osobą wyjść na ulicę, stanąć przy skrzyżowaniu, aby nauczyła się oceniać odległości, rozpoznawać, czy nadjeżdża samochód lub tramwaj, jak jest daleko, czy zdąży przejść przez jezdnię, czy raczej nie.
Tego też uczycie?
Uczymy tylko podstawowych technik na terenie naszej przychodni. Działamy w ramach Dziennego Ośrodka Rehabilitacyjnego i możemy pomagać jedynie na miejscu, stacjonarnie. Osobę niewidomą należy uczyć orientacji przestrzennej na trasach, po których stale się porusza.
Kto więc to robi? Asystent osoby niepełnosprawnej?
Nie, asystent bywa tylko przewodnikiem. Orientacji przestrzennej uczy specjalnie przeszkolony instruktor. Takimi rzeczami zajmują się najczęściej organizacje pozarządowe, które działają na rzecz osób niewidomych pod warunkiem zdobytego na ten cel grantu.
No dobrze, ale takim osobom, szczególnie na początku, może być trudno do was dotrzeć.
Zdajemy sobie z tego sprawę, jednak NFZ nie dopuszcza wizyt domowych. Bardzo szkoda, bo gdyby to było możliwe, nasi specjaliści mogliby pomóc dostosować dom do potrzeb osoby niedowidzącej. One często potykają się, obijają o meble, albo wręcz przewracają - czasem wystarczy małe przemeblowanie, przesunięcie stołu, zwinięcie dywanu, żeby ułatwić funkcjonowanie. Szczególnie, że to często osoby samotne. Oczywiście kiedy do nas przyjdą, nawet z opiekunem, czy z kimś z rodziny – podpowiemy co robić, ale to jednak nie to samo.
Co doradzić takiej osobie i rodzinie, jeśli już wiemy, że jest choroba i będzie postępowała?
Żeby zgłaszali się do Polskiego Związku Niewidomych, który ma jednostki w całej Polsce lub skontaktowali się z centralą w Warszawie. W takim miejscu są osoby świetnie zorientowane gdzie lokalnie, najbliżej miejsca zamieszkania warto zwrócić się po pomoc.
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Warto też zadbać o orzeczenie o niepełnosprawności. Jest z tym problem, bo wiele osób nie chce tego robić – albo dlatego, że wydaje im się to zbyt skomplikowane, albo uznają, że to im do niczego niepotrzebne. Tymczasem taki orzeczenie daje mnóstwo uprawnień i przywilejów. Np. Polski Związek Niewidomych organizuje turnusy dla osób ociemniałych, ale może tam pojechać tylko osoba niepełnosprawna – jeżeli ktoś nie ma orzeczenia, nie zakwalifikuje się. Jest też mnóstwo fundacji i stowarzyszeń, które oferują pomoc, ale żeby móc z takiej pomocy skorzystać trzeba mieć orzeczenie o niepełnosprawności. Ponadto wiele rzeczy jest refundowanych, np. na lupy elektroniczne, które kosztują od 3 do 5 tys. zł lub filtry od 250 zł można dostać z Polskiego Funduszu Rehabilitacji Osoby Niepełnosprawnej (PRFON) nawet do 80 proc. dofinansowania.
Jest sporo elektronicznych urządzeń dla niedowidzących, np. elektroniczna lupa, czyli powiększalnik, który stawiamy sobie na książce czy gazecie i robimy zrzut na ekran telewizora, a następnie ustawiamy sobie dowolny rozmiar czcionki. Ale taki sprzęt kotuje od 3 tys. zł wzwyż, niewiele osób może sobie na to pozwolić, a PFRON może go częściowo zrefundować. Dlatego namawiamy naszych podopiecznych, aby postarali się o takie orzeczenie i jeśli ktoś potrzebuje pomagamy wypełnić właściwy wniosek.
Czy żeby dostać do takiego ośrodka jak ten konieczne jest jakieś skierowanie?
Tak, trzeba mieć skierowanie od lekarza okulisty, który współpracuje z NFZ. Z tym bywa problem, bo rehabilitacja osób niedowidzących to mało znane świadczenie – niestety, wciąż nie wszyscy lekarze wiedzą o tym, że jest coś takiego jak rehabilitacja wzroku. A skoro nie wiedzą lekarze, to tym bardziej i pacjenci. Dlatego zazwyczaj trafiają do nas z przypadku - gdy ktoś bliski czy znajomy wyszuka taką informacje w internecie, albo usłyszy od kogoś. A naprawdę warto - osobie niedowidzącej przysługuje 120 wizyt w roku, to bardzo dużo, raczej nie zdarza się, aby komuś zabrakło. W ramach tego świadczenia ma wszystko czego mu potrzeba: terapeutę widzenia, tyflologa, instruktora orientacji przestrzennej, psychologów, instruktora czynności codziennych.
Co to znaczy?
To osoba, która uczy jak przygotować posiłek, ubrać się, jak dobierać garderobę, żeby nie założyć dwóch różnych skarpetek, jak się malować – są specjalne nakładki na paznokcie, które ułatwiają niewidomym kobietom zrobienie sobie makijażu. Opanowanie tych czynności może sprawić, że można nawet się nie domyślić, że ktoś jest niewidomy.
Zakażenie to wniknięcie patogenu – wirusa czy bakterii - do organizmu. To może być początek kłopotów ze zdrowiem, ale na szczęście nie zawsze. Innymi słowy – nie z każdego zakażenia rozwija się choroba. W czasie pandemii, kiedy media, podając statystyki zakażeń SARS-CoV-2 czasami mylą zakażenie z chorobą, warto uporządkować wiedzę z lekcji biologii o wirusach i tym, co robią w naszym organizmie.
Zgodnie z koncepcją biomedyczną z chorobą mamy do czynienia wtedy, gdy dochodzi do obiektywnej, patologicznej zmiany w organizmie. Niekoniecznie muszą jej towarzyszyć objawy, ponieważ choroba może się rozwijać podstępnie, bez początkowych symptomów. Pewne jednak, że w chorobie w pewnym momencie dolegliwości się pojawią. Choroby mogą być wywołane zarówno przez patogeny, jak na przykład wirusy czy bakterie, jak i pasożyty, substancje chemiczne czy splot czynników genetycznych i środowiskowych, także tych związanych ze stylem życia.
Wrota zakażeń wirusowych
To najczęściej:
układ oddechowy (grypa, COVID-19), układ pokarmowy (wirusowe zapalenie wątroby typu A), układ moczowo-płciowy (AIDS) uszkodzona skóra (wirusowe zapalenie wątroby typu C). spojówki oka (adenowirusy).
Co dzieje się, kiedy atakuje nas wirus
Wirusy są bardzo interesującymi organizmami, które trudno jednoznacznie zaklasyfikować do organizmów żywych. Potrafią się namnażać, zawierają materiał genetyczny, ale nie mają własnego metabolizmu.
- Wirus potrzebuje gospodarza – podkreśla dr hab. Joanna Jabłońska, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych, Tropikalnych i Hepatologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
I precyzuje, że potrzebuje konkretnych komórek gospodarza, w których może przetrwać i/lub namnażać się. Jeśli takich nie znajdą, po pewnym czasie giną. I tak na przykład, jeśli wirus SARS-CoV-2 trafi na komórki w błonie śluzowej w nosogardzieli (bo na przykład osoba zakażona będzie stała twarzą w twarz z osobą niezakażoną i „wypluje” na nią aerozol z drobinkami śliny wraz z wirusem) – SARS-CoV-2 może stać się niebezpiecznym gościem dla dotychczas niezakażonej osoby. Jeśli zaś trafi na skórę – niebezpieczeństwo istnieje tylko wtedy, gdy z tej skóry przeniesiemy go do ust czy spojówek. Inaczej jest na przykład z wirusem HCV, który nie przenosi się drogą kropelkową (a zatem z kropelkami śliny do nosogardzieli), a przez krew, wnikając na przykład przez uszkodzoną skórę, choćby przy zabiegu piercingu.
I dalej: pocałunek osoby zakażonej nowym koronawirusem z osobą niezakażoną to proszenie się o kłopoty, bo właśnie w ślinie znajduje się ten patogen. Z kolei pocałunek osoby zakażonej wirusem HIV z osobą niezakażoną nie niesie ryzyka transmisji tego patogenu, bo wirus HIV przenosi się przez krew, spermę, wydzielinę z pochwy oraz płyny ustrojowe, ale nie ślinę. Lekarze często posługują się terminem „wiremia”, mając na myśli namnożenie wirusa w zaatakowanym organizmie. Przypomnijmy, że dochodzi do niej, jeśli wirus natrafi na odpowiednie dla niego komórki. „Zazwyczaj jest to zakażenie bezobjawowe, ale namnożony wirus drogą naczyń chłonnych lub krwionośnych (pierwotna wiremia) zostaje przeniesiony do komórek układu siateczkowo-śródbłonkowego węzłów chłonnych, śledziony, wątroby lub szpiku kostnego. W tych komórkach następuje dalsza replikacja wirusa, a po osiągnięciu pewnego poziomu dochodzi do przedostania się wirusa do krwi (wtórna wiremia)” – czytamy w podręczniku „Mikrobiologia lekarska” pod redakcją Piotra Heczko (wydawnictwo PZWL).
Jeśli wirus znajdzie się we krwi, rozpoczyna wędrówkę do docelowego miejsca podróży, czyli odpowiednich dla siebie narządów (np. do płuc – tak jak w przypadku nowego koronawirusa, wątroby – jak w przypadku HCV, itp.). Zaatakowanie komórek tych docelowych narządów i ich uszkodzenie w następstwie replikacji prowadzi do upośledzenia narządu lub tkanki. Wówczas pojawiają się objawy charakterystyczne dla danego wirusa i uszkodzeń przez niego wywołanych. Jak zareagujemy na wniknięcie wirusa do organizmu, zależy od bardzo wielu czynników zarówno po stronie patogenu, jak i od naszych własnych biologicznych uwarunkowań – ogólnych i tymczasowych.
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Zakażenie zakażeniu nierówne
Dr Jabłońska zwraca uwagę, że po ataku wirusa może dojść do rozwoju kilku scenariuszy
Gospodarz zwalczy agresora, często nawet tego nie zauważając
To, czy dojdzie do tego scenariusza, zależy od właściwości patogenu, ale nie tylko. Dużą rolę odgrywa wiele czynników po stronie gospodarza, m.in. to, jakie ma wrodzone cechy układu immunologicznego, w jakiej jest ogólnej kondycji zdrowia i czy miał z danym patogenem do czynienia wcześniej. Jeśli miał, to najczęściej oznacza, że dysponuje wyspecjalizowanym „wojskiem” do zwalczenia tego konkretnego zarazka. Takie siły obronne wykształcamy sobie z biegiem życia, najpierw otrzymując od matki swoiste przeciwciała, potem przechorowując choroby wywoływane przez konkretne patogeny lub poddając się szczepieniom ochronnym.
Rozwinie się zakażenie ostre z całą gamą dolegliwości
Wirus wnika do organizmu, namnaża się i atakuje konkretne narządy. Na przykład w przypadku zakażenia wirusem Ebola do pełnoobjawowej gorączki krwotocznej Ebola dochodzi średnio w ciągu siedmiu do 21 dni (ale może być i wcześniej i później). Choroba jest bardzo gwałtowna, z wieloma dolegliwościami i często śmiertelna. Ale nie zawsze. „Chory człowiek jest wysoce zakaźny dla swojego otoczenia. Nie jest jasne, dlaczego niektórzy chorzy ulegają samoistnemu powrotowi do zdrowia, podczas gdy dla większości zachorowanie kończy się zgonem. Wiadomo, że większość zmarłych, badanych pośmiertnie, nie zdążyła wytworzyć znaczącej odpowiedzi immunologicznej” – czytamy w artykule epidemiologa i specjalisty medycyny morskiej i tropikalnej prof. Krzysztofa Korzeniewskiego, opublikowanym na portalu „Medycyna Tropikalna”.
Jak wskazuje dr Jabłońska, typowymi przykładami są tu zakażenia herpeswirusami czy wirusem ospy wietrznej i półpaśca. W przypadku takiego zakażenia wirus początkowo namnaża się, ale proces ten zostaje wstrzymany. Niestety, do czasu, bo wirus wyczekuje odpowiedniego momentu do reaktywacji. Czynników spustowych może być wiele – mogą to być m.in. bodźce chemiczne, termiczne, hormonalne, psychiczne.
To przykład zakażenia wirusem HCV (wirusowego zapalenia wątroby typu C). Wirus ten wnika do organizmu, zajmuje komórki w wątrobie i zaczyna ją pustoszyć. Niestety, zwykle w sposób dla gospodarza niezauważalny lub ledwie zauważalny (objawem jest przewlekłe zmęczenie). - U 20-25 proc. zakażonych wirusem HCV w ciągu 20 lat, a u 5 proc. – w ciągu roku rozwinie się marskość wątroby – ostrzega dr Michał Sutkowski, rzecznik prasowy Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.
Przykładem takiego zakażenia jest zakażenie wirusem HIV. Wirus wnika do organizmu, powodując często w ciągu tygodnia od zakażenia niegroźne objawy grypopochodne, które po kilku dniach mijają. Dopiero po latach (o ile nie stosuje się leków przeciwwirusowych) rozwija się w rezultacie tego zakażenia choroba o nazwie AIDS.
Źródła: Portal „Medycyna Podróży” autorstwa prof. Krzysztofa Korzeniewskiego : Artykuły o wirusowych chorobach zakaźnych opublikowane na portalu Medycyna Praktyczna Konferencja „Wirusologia 2020 – nie tylko o COVID-19” zorganizowana przez Health Project Management i Fundację Imienia Dr. Macieja Hilgiera
„Czy oszczędności z tego tytułu mają tak znaczący wpływ na budżet miasta, ze stały się koniecznością podjęcia tej decyzji nie biorąc pod uwagę, że ciemności wywierają ujemny wpływ na zdrowie, oraz ich bezpieczeństwo”.
- Podobne opinie wyrażają rodziny i opiekunowie osób starszych zaniepokojeni ta sytuacja. - Spotyka się też opinie, że stałe o jednej porze wyłączanie oświetlenia stwarza warunki do zagrożenia bezpieczeństwa mieszkańców i ich mienia. - Miasto posiada w większości oświetlenie energooszczędne, ponadto pomimo wyłączeń koszty state pozostają. - Mieszkańcy proszą o wnikliwe rozpatrzenie tego problemu i podjęcie decyzji.
Burmistrz Wiesław Muszyński również z tego samego szczepu, tak oto odpowiedział na interpelację radnego:
Na podstawie wykonania z poprzedniego roku kosztów zakupu energii elektrycznej i jej dystrybucji określono przybliżony wydatek wynoszący około 328 000,00 21 w skali roku. Wynika z tego, że koszt oświetlenia jednej doby wynosi około 898,00 zł.
I tu sprawa pewnie by się zakończyła, lecz nie. Wczoraj Burmistrz Muszyński w trakcie swego wideo bloga ogłosił, że w trosce o bezpieczeństwo mieszkańców podjął decyzję, o przesunięciu godziny wyłączenia miejskiego oświetlenia. Nowe gaszenie miejskich lamp, nastąpi nie jak do tej pory o godziny 24:00, a o godzinie 2:30.
Policjanci podjęli nietypową interwencje wobec mężczyzny, który był tak zmęczony, że siadł przy drodze. Jak ustalili mundurowi, "brak sił" 49-latka z Włodawy najprawdopodobniej wynikał z wcześniej spożytego alkoholu. Podczas legitymowania okazało się, że jest osobą poszukiwaną, więc prosto z interwencji trafił do Zakładu Karnego.
Do nietypowej interwencji doszło przy jednej z ulic w m. Suszno, gm. Włodawa. Dyżurny otrzymał zgłoszenie z którego wynikało, że nieznany mężczyzna poruszający się o lasce prosi o wodę, wygląda na zagubionego. Policjanci pojechali we wskazane miejsce i ustalili, że rzeczywiście przy drodze siedzi mężczyzna znajdujący się pod wyraźnym działaniem alkoholu. Jak oświadczył mundurowum, usiadł, bo bardzo się zmęczył, a wraca właśnie od kolegi, z którym spożywał alkohol.
Po wylegitymowaniu i sprawdzeniu w systemach okazało się, że 49-latek z Włodawy jest poszukiwany. Miał do odbycia karę kilku dni pozbawienia wolności, więc prosto z interwencji policjanci przewieźli zatrzymanego do Zakładu Karnego.
E.T.
/ź/ policja.gov.pl, yt.be/dziennikwschodni
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Jednak wczoraj minister zdrowia Łukasz Szumowski, w jednym z wywiadów został zapytany o to, jak długo potrwa obowiązek zasłaniania ust i nosa maseczką lub szalikiem.
Minister Szumowski odpowiedział, że "jeśli się okaże, że te wskaźniki w województwach się utrzymują, to być może regionalnie będziemy wydawali taką decyzję, że w przestrzeni otwartej, na wolnym powietrzu te maseczki będzie można zdjąć, a w zamkniętych przestrzeniach, w komunikacji, w sklepach, we wszystkich miejscach, gdzie powietrze nie przepływa swobodnie, tam one pozostaną". Ponadto minister zapowiedział, że ta decyzja zostanie podana w ciągu tygodnia do dwóch.
I w tym miejscu pojawia się szansa dla Włodawy, okazja - której nie można zmarnować!
Sytuację która właśnie powstała, należy jak najpilniej wykorzystać medialnie i wystosować oficjalne pismo do premiera Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, w sprawie aby w powiecie Włodawa został zniesiony obowiązek zakrywania ust i nosa, o którym wspomniał minister zdrowia Łukasz Szumowski.
Zdrowie: Czy Włodawa to Miasto już Zamaskowane?
Mamy jako mieszkańcy powiatu ku temu silny argument. Ponieważ w naszym powiecie jako jedynym w województwie lubelski nie odnotowano żadnego zachorowania na COVID-19, a powiat Włodawa został już medialnie okrzyknięty „zieloną wyspą” w czasie pandemii korona wirusa w Polsce.
Liczymy, że burmistrz miasta Włodawa Wiesław Muszyński mając spore doświadczenie w pisaniu listów, oraz starosta Andrzej Romańczuk jako główny przedstawiciel najwyżniejszego organu samorządowego w powiecie włodawskim, przestaną w końcu "drzeć koty" przy pomocą podległych im pracowników i wspólnie wypracują stanowisko, w sprawie która nas wszystkich dotyczy.
Liczymy na Was!
^p^
/ź/ lublin.uw.gov.pl, fb.me
Ekspert o maseczkach - prof. Włodzimierz Gut
tv.wlodawa.net/TVPinfomasz wideo wyślij nam link: echo@wlodawa.net
Śmigłowiec Straży Granicznej PZL W-3 AM Anakonda został wyposażony w nowoczesny system obserwacji lotniczej o wartości prawie 5 mln zł. Obecnie jest on testowany przez załogi lotnicze SG.
System MX10 jest jednym z najbardziej zaawansowanych systemów w tej klasie. Służy do prowadzenia obserwacji zarówno w dzień jak i w nocy. W jego skład wchodzą m.in. zintegrowana głowica optoelektroniczna L3Harris Wescam typu Mx-10 oraz system zarządzania misją Euroavionics RN7.
Dzięki specjalnie zaprojektowanym soczewkom możliwe jest generowanie obrazów o bardzo wysokiej rozdzielczości a tym samym prowadzenie precyzyjnej obserwacji z dokładną lokalizacją celu. Natomiast system zarządzania misją RN7 Euroavionics umożliwia lokalizację i zobrazowanie położenia śmigłowca oraz odpowiednio miejsca prowadzonej obserwacji, zapewniając przy tym wyświetlanie elementów takich jak przeszkody terenowe czy ukształtowanie terenu. Podnosi to w znaczącym stopniu poziom bezpieczeństwa załóg lotniczych.
Śmigłowiec Anakonda stacjonuje w I Wydziale Lotniczym w Gdańsku. Poza zadaniami wykonywanymi na rzecz polskiej Straży Granicznej, bierze udział także w misjach Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej FRONTEX .
System MX10 został zakupiony w ramach przetargu ogłoszonego w 2018 roku, a sfinansowany w oparciu o „Programu modernizacji Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Ochrony Państwa w latach 2017-2020”.
Straż Graniczna posiada obecnie 15 statków powietrznych: 8 samolotów i 7 śmigłowców. W ubiegłym roku formacja otrzymała nowy śmigłowiec Robinson R-44 o wartości ponad 3 mln złotych oraz śmigłowiec Airbus Helicopters typu H135 wart ponad 46 mln zł. W tym roku lotnictwo SG otrzyma dwa samoloty Let Aircraft Industries typu L 410 UVP E-20. Koszt ich zakupu to blisko 110 mln zł.
fot. Biuro Lotnictwa KGSG
/ź/ strazgraniczna.pl
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
5 maja miała miejsce XX sesji Rady Powiatu we Włodawie VI kadencji, gdzie radny Mariusz Zańko zadał pytanie kto cenzuruje transmisję obrad rady i kto podjął decyzję, aby obrady były reTransmitowane?
Przywołał artykuł 15 paragraf 1a ustawy o samorządzie powiatowym, gdzie czytamy "Obrady rady powiatu są transmitowane i utrwalane za pomocą urządzeń rejestrujących obraz i dźwięk. Nagrania obrad są udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej i na stronie internetowej powiatu oraz w inny sposób zwyczajowo przyjęty."
W odpowiedzi starosta Andrzej Romańczuk, tłumaczył że brak transmisji online jest spowodowany problemami technicznymi. Co radni skomentowali uśmiechem.
Starosta Romańczuk odpowiedział radnemu, że nie rozumie toku myślenia radnego Zańko. Wymiana zdań zakończyła się stwierdzeniem radnego Zańko, że starosta jako informatyk nie rozumie słowa transmisja.
tv.wlodawa.net
masz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Transmisja lub teletransmisja – proces przesyłania dowolnej wiadomości, lub ogólnie danych, między nadawcą (nadajnikiem) a odbiorcą (odbiornikiem) zapisanej określonym, zrozumiałym dla obu stron kodem i po określonej drodze. W celu przeprowadzenia transmisji mogą być wykorzystane media transmisyjne przewodowe lub bezprzewodowe. Teletransmisja to również nazwa działu telekomunikacji zajmującego się przesyłaniem sygnałów drogą przewodową.- wikipedia.pl
Za 1 mln 179 tys. zł włodawska firma Handbud wykona remont byłej stacji kolejowej w Sobiborze. W przyszłym roku powstanie tam placówka edukacji historycznej. Pieniądze na ten cel pochodzą przede wszystkim od Holendrów. Cały projekt opiewa na kwotę 2,4 mln zł. Do przetargu przystąpiły trzy firmy, najlepszą ofertę, opiewającą na kwotę niecałych 1,2 mln zł, przedstawiła firma Wiesława Blicharskiego Handbud z Włodawy. Prace remontowe maja być zakończone do końca listopada, zaś samo Centrum Edukacji Historycznej powstanie w połowie przyszłego roku.
Inwestycja pt. Remont, przebudowa, rozbudowa oraz zmiana sposobu użytkowania budynków oraz terenu po byłej stacji kolejowej z przeznaczeniem na cele muzealne - Centrum Edukacji Historycznej „Stacja Sobibór”to pomysł starosty włodawskiego Andrzeja Romańczuka. Zauważył on, że budynek stacji jest jednym z bardzo niewielu obiektów, który pamięta czasy II wojny i funkcjonowanie hitlerowskiego obozu zagłady w Sobiborze. - Chcemy ocalić od zapomnienia miejsce związane z martyrologią Żydów, jakim jest stacja kolejowa Sobibór - mówi A. Romańczuk. - Chcemy, dzięki pieniądzom unijnym, być może z fundacji Laetitia i holenderskiej prowincji Gelderland wyremontować ten budynek, uporządkować plac wokół niego i utworzyć tam Centrum Edukacji Historycznej. Sobibór jest bowiem jedną z dwóch – obok Auschwitz - najbardziej rozpoznawalnych polskich miejscowości w świecie, które są związane z tragedią Holokaustu.
Koncepcja Centrum obejmuje nie tylko remont i wyposażenie całego budynku stacji, ale również terenu wokół niego. W budynku znajdzie się m.in. sala ekspozycyjna wystaw czasowych, czytelnia, archiwum sobiborskie. Całość będzie zaaranżowana w stylu rustykalnym lat 20. XX wieku. Zupełnie odmieniony zostanie też teren wokół budynku stacji. Powstanie tam peron kolejowy, parking samochodowy i rowerowy, promenada ekspozycyjna, tablice informacyjne etc.
Powiat uzyskał dofinansowanie na ten projekt z pieniędzy unijnych w ramach RPO "Zagospodarowanie budynków publicznych obszaru Powiatu Włodawskiego na potrzeby ochrony dziedzictwa kultury" (Działania 7.1 Dziedzictwo kulturowe i naturalne RPO WL na lata 2014-2020). Dofinansowanie unijne sięga 85%.
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej