Jeżeli ktoś z mieszkańców Włodawy jeszcze nie wie, że nasz lokalny klub Włodawianka ❤️? w tym roku obchodzi 100-lecie istnienia, to może się o tym dowiedzieć za sprawą wlodawa.net - oto link do historii klubu Włodawianka Włodawa. Ale mało też kto z mieszkańców wie o niedawnym powstaniu we Włodawie nowego klubu, który podobnie jak Włodawianka pieczętuje się kolorami czerwieni i błękitu. Zakładający go kibice z Włodawy chcieli odróżnić się do weteranów miejskiej piłki jakimi są kibice Włodawianki, i których ukochanymi barami są barwy CZERWONO-NIEBIESKIE czyli jak mówi Stara Włodawa – Czerwono Niebieskie to barwy królewskie !!
Nowy klub który powstał w marcu 2023 roku w piwnicy znanego włodawskiego domu, pieczętuje się odwrotnością barw Włodawianki i nazywa się Piwniczanka, a reprezentują go kibice dla których aberacja od miejskich barw to sprawa honorowa i prestiżu. Naszej redakcji nie udało się z nimi skontaktować ponieważ, ani Prezes Skręcina jak i działacze nowo powstałego klubu unikają rozgłosu i zeszli do podziemia, pragną pozostać anonimowi. Co ciekawe, na dotacje z miejskiej kasy nie liczą, i jak sami mówią nie są łasi ta ochłapy. Już tu i ówdzie w internetach zadeklarowali, że mają zamiar utrzymać swój klub jedynie ze sprzedaży piłek nożnych w barwach swojego klubowych czyli w kolorach NIEBIESKIE - CZERWONY - NIEBIESKIE. Jednak wielu mieszkańców Włodawy którzy od dawna kibicują Włodawiance nurtuje jedno pytanie - Czy w naszym mieście jest miejsce dla dwóch klubów piłkarskich? No i jak ich teraz rozróżnić? Już wyjaśniamy dla mniej zorientowanych, barwy Piwniczanki zaczynają się od niebieskiego, a Włodawianki zawsze od koloru czerwonego.
Co gorsza w powiecie włodawskim, mamy jeszcze czwartoligowy klub - Bug Hanna z miejscowości Hanna w gmina Hanna powiat Włodawa, który też używa prawie tych samych barwa co oba włodawskie kluby, z tą różnicą że zawodnicy kluby z Hanny miedzy barwą czerwoną i niebieską mają w herbie barwę w kolorze białym coś jak flaga Francji ??. - notabene Burmistrz Włodawy Wiesław Muszyński już 3 lata czeka na list z Francji, więcej na temat listu z Francji w linku Jedyne co może Włodawę odróżnić w województwie od innych gmin regionu to barwa Włodawskiej Orkiestry Dętej. Ale i tu jest problem, bo legenda miejska mówi, że kiedyś na dożynkach w Cycowie włodawska orkiestra została pomylona z kapelą z Chełma. Bęben, trzeci fagot i puzon, po uroczystym pożegnaniu kapel zostały skierowane nie do włodawskiego busa, a zgodnie z heraldyczną barwą do busa który im wskazano - a może je tam wsadzono? - nie ważne - ważne, że instrumenty pojechały do Chełma, zamiast do Włodawy.
foto. fb/wdk
Więc co robić? Jak żyć?
Odpowiedź jest prosta – należy znać historię, a tym bardziej lokalną historię, wówczas nie będzie takich pomyłek i a tym bardziej pomyłek w roku 100 lecia najstarszego klubu w regionie klubu z Włodawy. - „Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”
W sobotę policjanci dbali o bezpieczeństwo uczestników meczu piłki nożnej o mistrzostwo IV ligi. Podczas spotkania doszło do zakłócania porządku poprzez odpalanie rac. Stróże prawa już podczas trwania zabezpieczenia ustalili 5 osób, które poniosą odpowiedzialność za swoje zachowanie. Policjanci będą za każdym razem stanowczo reagować wobec osób, które zamiast dopingować swoim faworytom w sportowej atmosferze łamią prawo.
tv.wlodawa.net
masz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
W sobotę po południu na stadionie miejskim we Włodawie odbył się mecz piłki nożnej o mistrzostwo IV ligi pomiędzy drużynami Włodawianka Włodawa a Sparta Rejowiec Fabryczny. Nad bezpieczeństwem sportowego wydarzenia czuwali włodawscy policjanci wspierani przez funkcjonariuszy Oddziału Prewencji z Lublina. Działania skierowane były głównie na zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom imprezy oraz mieszkańcom, zarówno przed, w trakcie jak i po meczu, a także na utrzymanie płynności ruchu na drogach.
Podczas meczu doszło do zakłócania porządku poprzez odpalanie rac hukowych i dymnych. Kryminalni bardzo szybko ustalili 5 sprawców tego incydentu, którymi okazali się być mieszkańcy Włodawy w wieku od 30 do 47 lat. Dwóch bezpośrednio po zdarzeniu zostało ukaranych mandatami karnymi, natomiast wobec pozostałych zostaną sporządzone wnioski o ukaranie za zakłócanie porządku podczas imprezy sportowej.
tv.wlodawa.net
masz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Policjanci cały czas byli bardzo zaangażowani, aby zapewnić bezpieczeństwo zarówno uczestnikom imprezy jak i mieszkańcom miasta po to, aby nie doszło do większych zakłóceń porządku i bezpieczeństwa publicznego. Przypominamy, że mundurowi za każdym razem będą stanowczo reagować wobec osób, które zamiast dopingować swoim faworytom w sportowej atmosferze chuligańskimi zachowaniami łamią prawo.
Dziś mija równo 20 lat, gdy mieszkańcy Włodawy po raz pierwszy zorganizowali spływ kajakowy rzeką Bug od czasów II Wojny Światowej i tym samy nawiązali do danych miejskich tradycje związane z kajakarstwem rzecznym na rzece Bug i na pojezierzu łęczyńsko-włodawskim.
Poniżej zamieszczamy pierwszy opis spływu, który odbył się w sobotę 21 lipca 2001 roku na trasie Włodawa - Kuzawka (wyspa Baja) i został opublikowany na nasza.wlodawa.pl
9.00 - była godziną zero naszej wyprawy, jednak Maniek zapomniał, gdzie byliśmy umówieni na spotkanie. Po około 15 minutach czekania pod pocztą sytuacja została wyjaśniona, zadzwonił telefon i od razu wiedzieliśmy, gdzie jest reszta składu. Z dziarską miną ruszyliśmy w stronę ulicy Podzamcze. W ogrodzie Gila stały nasze wodne rumaki były to stare kajaki typu KD-9 rocznik 79, wypożyczone z jednego z ośrodków wczasowych nad Jeziorem Białym w Okunince koło Włodawy.
Po krótkim powitaniu zorientowaliśmy się, że posiadamy tylko jedno profesjonalne wiosło kajakowe :), drugim dziwnym wiosłem były wiosła od dziecięcego pontonu, połączone w sumie dały jedno długie zbliżone parametrami (wyglądem) do wiosła profesjonalnego. Uznaliśmy wiosło z dziecięcego pontonu za nie wystarczające i Gilo wydobył z otchłani garaż, coś do pontonu. Jednak to coś nie można było też nazwać wiosłem, gdyż było dziwnie wąskie jak na wiosło. Nie wzruszeni brakiem jednostek napędowych postanowiliśmy ruszać, zostało nam do przeniesienia około 300 metrów, gdzie mogliśmy zwodować nasze rydwany.
Godzina 10.00 wyruszamy z Włodawy, miejscem wodowania kajaków jest "Ściek", z powodu spływającej w dawnych czasach do rzeki Bug serwatki produkowanej w pobliskiej już nie istniejącej mleczarni. Zdjęcie które widzicie jako pierwsze jest dziełem jednego z zuchów Gila, akurat widocznie przypadkowo zażywał spaceru nad brzegiem. Dzięki jego uprzejmości możecie nas podziwiać w pełnej okazałości wraz z wiosłami i rydwanami.
Zdziwiłem się, że tak łatwo i bezpiecznie przemieszczamy się przy użyciu dziecięcego wiosła i niby-wiosła. Kierunki, które obraliśmy w pierwszej fazie naszej podróży były w pełni realizowane. Jednak w dalszej części mojego opowiadania przedstawię zgoła odmienną sytuację. Wracając do pierwszego wrażenia. Bug stał się "wąski" :(, rzeka w miejscu wodowania kajaków według opinii starych wędkarzy, posiada szerokość około 50-100m. Wystarczyły cztery dobre "zagarnięcia" wody wiosłami i byliśmy już przy sąsiednim brzegu. Jednak związani obietnicą, którą Maniek dał Komendantowi Straży Granicznej w Chełmie, mówiącej o tym abyśmy nie wpływali na połowę sąsiada.
Staraliśmy się realizować z góry wyznaczoną obietnicę. Nurt rzeki na odcinku Włodawa - Suszno, płynie dosyć ospale. Pozwala to na większe oswojenie się z nurtem, jak i nowym środowiskiem. Ospale - co nie znaczy wcale, że nie należy zachować rozwagi i ostrożności. Woda jest mętna, brunatna. Kolor wody spowodowany jest jak sądzę podłożem dna rzeki, glina plus muł, co daje właśnie taki swoisty kolor wody.
Z dziarską miną, mijaliśmy liczne stanowiska wędkarskie, jednak, żadnego wędkarza. Słońce ładnie świeciło, pierwszy napotkaną przeszkodą była wyspa lub może lepiej powiedziawszy dwie wyspy. Postanowiliśmy przepłynąć pomiędzy nimi.
cdn... (kiedyś :)
Skład expedycji: Andrzej Piskorek vel Pira Grzegorz Ostrowski vel Gilo Marek Torbicz vel Maniek Piotr Trochymiak vel Żaba a.k.a Pepson
SPŁYW KAJAKOWY WOLA UHRUSKA - WŁODAWA 16-18.08.2002
W dniach 16-18 został zaplanowany przez miłośników dzikiej przyrody i ekstremalnych warunków spływ kajakowy po rzece Bug. Start wytyczyliśmy w Woli Uhruskiej, do której przybyliśmy późnym wieczorem z piątku na sobotę. Obozowisko usytuowane było na plaży w odległości zaledwie kilku metrów od nurtu rzeki. Po rozbiciu namiotów i prowizorycznym zakwaterowaniu rozpoczął się czas błogiego odpoczynku przy ognisku i pod niebem pełnym gwiazd.
Pierwszej nocy wszyscy byli tak podekscytowani tym co nas czeka podczas spływu, że mieliśmy problem z zapadnięciem w sen. Wczesnym rankiem, około 6.00 pobudkę urządzili nam funkcjonariusze Straży Granicznej. Po sprawdzeniu naszych danych personalnych i pozwolenia na odbycie spływu, udali się w dalszą drogę, my zaś czyniliśmy pierwsze przygotowania do zwodowania kajaków.
O godzinie 9.00 wreszcie ruszyliśmy! Podzieliliśmy się na następujące pary: Maciora - Broda w kajaku zwanym "krzywa strzała", Pepson - Szytek w "zakręconej kanadyjce", Nordyk - Meter "bolid full opcja" oraz główny organizator Maniek w "transporterze opancerzonym". To co ujrzeliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. W najskrytszych snach nie mogliśmy sobie wyobrazić jaką piękną i uroczą, przede wszystkim dziką i nie zbrukaną przez cywilizację jest rzeka Bug. Za każdym zakątkiem ukazywały się naszym oczom niesamowite widoki. Brzegi porośnięte wszelaką roślinności?. Majestatyczne drzewa ukazujące swe korzenie i swą naturalną siłę. Po obu stronach brzegu gdzie nie gdzie usytuowane były dzikie plaże otoczone cudowną florą.
Na samej rzece znajdowały się stare powalone drzewa, co jeszcze bardziej upiększało oraz czyniło atrakcyjniejszym i tak już wspaniały nurt. Niesamowite wrażenie na uczestnikach spływu wywarły skarpy, które znajdowały sił po obu stronach brzegu, ukazując piękno naszej "matki ziemi". W otoczeniu tak wspaniałego, zatykającego dech w piersiach krajobrazu, pośród śpiewu ptaków, człowiek zapomina o bożym świecie i oddaje się z nieodpartą ochotą nurtowi rzeki, który przenosi nas w krainę nieujarzmionej przyrody. Pełnym naszym zaskoczeniem był przypływ przez Zbereże. Wioska w linii prostej rozciąga się na około 10 km i pokonanie jej w normalnych warunkach (drogą) nie zajęło by więcej niż 50-60 minut. Nam czyn zajął i tu drodzy internauci pełne zaskoczenie: trzy i pół godziny!!! Bug pokazał swoje oblicze.
Otóż w Zbereżu znajduje się mnóstwo zakrętów, co w znacznym stopniu wydłuża drogę. Długi czas spędzony w Zbereżu urozmaicały nam widoki oraz obiadek jaki spałaszowaliśmy na plaży. Po zjedzeniu posiłku i poobiedniej sjeście, udaliśmy się w dalszą drogę. Wcześniej wiadomo już było, że nasz pierwotny plan dotarcia przed zachodem słońca do Różanki nie powiedzie się. Spowodowane to było mylnymi wyliczeniami potrzebnego czasu do osiągnięcia zamierzonego celu.
Zatem miejscem naszego odpoczynku miał być Sobibór. Ale i ten ambitny plan spalił na panewce. Bazą noclegową okazała się wioska o nazwie Wołczyny. Postój się odbył na malowniczo położonej plaży. Po zacumowaniu do brzegu i oporządzeniu się, trzech uczestników spływu udało się do miejscowego sklepu. I tu kolejna przygoda.
Od nadmiaru słońca i wrażeń pomyliliśmy drogi i zamiast do Wołczyn udaliśmy się w przeciwną stronę do Sobiboru. Napotkany na drodze człowieczek skierował nas na dobrą drogę. Ta pomyłka kosztowała nasze nogi nadłożeniem około 8 km. Gdy dotarliśmy do sklepu, pożegnaliśmy Pepsona, który z bardzo ważnych powodów musiał udać się do miejsca stałego zameldowania, czyli Włodawy. Droga powrotna nie sprawiła nam już trudności i bez problemów dotarliśmy do miejsca plażowania.
Podobnie do pierwszej nocy na plaży rozpaliliśmy małe ognisko, mające nam pomóc w wysuszeniu przemoczonych ubrań. Tuż przed północą udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Następnego dnia pierwszy wstał Szytek, któremu dana była możliwość oglądania wspaniałych scen po drugiej stronie Bugu, w wykonaniu kilkunastu żółwi. O godzinie 9.00 dołączył do naszego bractwa Matfiej, znany fan klubu LKS WŁODAWIANKA.
Zresztą wszyscy uczestnicy spływu to fani włodawskiej drużyny, zrzeszeni pod flagą Cmentarii Fans. (Do Włodawy wpływaliśmy w barwach naszej drużyny. Patrz na zdjęcia). Przybyły Matfiej zajął miejsce nieobecnego już Pepsona i razem z Szytkiem w "zakręconej kanadyjce" ruszył w dalszą drogę. Podobnie jak w pierwszym dniu, Bug dostarczył nam niesamowitych wrażeń. Mogliśmy ponownie oddać się beztroskiej żegludze po dzikim nurcie rzeki.
Docelowym naszym punktem stała się Włodawa, (w pierwszym założeniu takim punktem miał być Kodeń), do której dotarliśmy około godziny 15.00. na miejsce zjedzenia posiłku i zrobienia pamiątkowych zdjęć wybraliśmy plażę na błoniach. Posiłkiem regeneracyjnym oraz zaspokojeniem dręczącego na już kilka godzin głodu nikotynowego, uraczył nas przybyłe dziewczyny w osobach: Joli, Helki i Sylwii, za co im serdecznie dziękujemy.
Zakończeniem całej wspaniałej imprezy, jakim niewątpliwie był spływ, okazał się punkt pomiaru poziomu wody, znany w całej Polsce z komunikatów radiowych, które brzmi: "Na Bugu we Włodawie..." Na miejscu załadowaliśmy kajaki do auta Szczypiora, który w znacznym stopniu pomógł nam w transporcie całego sprzętu na miejsce startu, jak i w dostarczeniu kajaków do macierzystych magazynów, za co oczywiście bardzo wielkie dzięki.
I tak oto dobiegła końca wspaniała przygoda. Rzeka Bug przekazała nam mnóstwo ciekawych przeżyć. Naładowała nas pozytywnymi wibracjami i długo jeszcze pozostanie w naszej pamięci. Żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co doświadczyliśmy podczas tych dwóch wspaniałych dni. Do zobaczenia za rok rzeko rzek!!
P.S. Serdecznie dziękujemy Komendantowi Głównemu Straży Granicznej za wyrażenie zgody umożliwiającej odbycie tego wspaniałego spływu. Dziękujemy także ośrodkowi Sanvit za udostępnienie kajaków.
Dziś piaszczyste plaże pełne są śmieci, puszek po piwie, kobiecych chusteczek jednorazowych, a wówczas gdy my rozpoczynaliśmy swoja przygodę z kajakarstwem rzeka była dzika i czysta. Niby w szkłach uczą ekologi, ale jak widać nowe pokolenie inaczej interpretuje ekologię niż 20 lat temu mieszkańcy nadbużańskich plaż.
Niżej kilka starych fotek z kolejnych spływów plus bonusprmo foto z samotnego spływu Włodawa-Modlin/Wisła/ z roku 2019 który trwał 7 dni. Dla porównania poniżej zamieszczamy również pierwsza prośba do Komendanta Straży Granicznej w Chełmie, gdzie opisaliśmy w swej naiwności nasz szczytny plan spłynięcia tratwą z Włodawy do Niemirowa :) Plan ów zakończyliśmy na spłynięciu kajakami do Kuzawki. Lepiej mierzyć wyżej i zrobić 10% niż nic nie robić.
Tak właśnie kiedyś, gdy jeszcze nie było komórek należało pisać podanie i to z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem do Straży Granicznej, chyba że miało się kolegę sekretarza powiatowych struktur SLD, a on w biurze miał fax to można było sprawę załatwić szybciej.
Komendant Straży Granicznej w Chełmie
P R O Ś B A
Jako organizatorzy i uczestnicy spływu rzeką Bug zwracamy się z prośbą o pozwolenie które umożliwi nam przepłynięcie granicznego odcinka rzeki tj. od Włodawy do okolic Niemirowa. Będziemy płynąć tratwą po polskiej stronie rzeki, bez postoi na brzegu wschodniego sąsiada i przekraczania granicy państwa. Poniżej przedstawiamy szczegóły naszego zamierzenia.
Graniczny odcinek rzeki tj. ok. 154,1km chcemy przepłynąć w dniach: 21,22,23 lipiec 2001 r.
Przewidujemy że dziennie pokonamy ok. 50 km. od godz. 6,00 do 13,00 i od 14,00 do 20,00 między 13,00 a 14,00 będziemy schodzili na polski brzeg rzeki w celu zregenerowania sił. 21 lipiec postój w okolicach Hanny 22 lipiec postój około 5 km przed Terespolem 23 lipiec postój w okolicach Janowa Podlaskiego
Zwracamy się z prośbą o pozwolenie na zwodowanie tratwy w dniu 20 lipiec 2001 r. ok. godz. 15,00 w okolicach punktu pomiarowego stanu wody we Włodawie i o umożliwienie spędzenia nocy przy tratwie.
Dane osób uczestniczących w spływie:
Jan Nowak nr. pesel xxxxxxxxxx; nr. paszportu xxxxxxxxxxxxxxx zam. Włodawa ul. Wesoła 99
Jan Nowak nr. pesel xxxxxxxxxx; nr. paszportu xxxxxxxxxxxxxxx zam. Włodawa ul. Wesoła 98
Złożyłem skargę odnośnie sytuacji, w której o decyzji klubu dowiedziałem się z postronnych źródeł, a na moje odwołanie nigdy nie dostałem odpowiedzi. Chciałbym z pomocą starosty uzyskać wyjaśnienia okoliczności tej sprawy. Liczę na to, że ktoś w końcu prześwietli działalność klubu – tłumaczy Ryl, który poszedł krok dalej i na biurko Andrzeja Romańczuka złożył pismo, w którym domaga się ustanowienia dla klubu kuratora. - pisze nowytydzien.pl więcej w linku
Jednak wczoraj minister zdrowia Łukasz Szumowski, w jednym z wywiadów został zapytany o to, jak długo potrwa obowiązek zasłaniania ust i nosa maseczką lub szalikiem.
Minister Szumowski odpowiedział, że "jeśli się okaże, że te wskaźniki w województwach się utrzymują, to być może regionalnie będziemy wydawali taką decyzję, że w przestrzeni otwartej, na wolnym powietrzu te maseczki będzie można zdjąć, a w zamkniętych przestrzeniach, w komunikacji, w sklepach, we wszystkich miejscach, gdzie powietrze nie przepływa swobodnie, tam one pozostaną". Ponadto minister zapowiedział, że ta decyzja zostanie podana w ciągu tygodnia do dwóch.
I w tym miejscu pojawia się szansa dla Włodawy, okazja - której nie można zmarnować!
Sytuację która właśnie powstała, należy jak najpilniej wykorzystać medialnie i wystosować oficjalne pismo do premiera Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, w sprawie aby w powiecie Włodawa został zniesiony obowiązek zakrywania ust i nosa, o którym wspomniał minister zdrowia Łukasz Szumowski.
Zdrowie: Czy Włodawa to Miasto już Zamaskowane?
Mamy jako mieszkańcy powiatu ku temu silny argument. Ponieważ w naszym powiecie jako jedynym w województwie lubelski nie odnotowano żadnego zachorowania na COVID-19, a powiat Włodawa został już medialnie okrzyknięty „zieloną wyspą” w czasie pandemii korona wirusa w Polsce.
Liczymy, że burmistrz miasta Włodawa Wiesław Muszyński mając spore doświadczenie w pisaniu listów, oraz starosta Andrzej Romańczuk jako główny przedstawiciel najwyżniejszego organu samorządowego w powiecie włodawskim, przestaną w końcu "drzeć koty" przy pomocą podległych im pracowników i wspólnie wypracują stanowisko, w sprawie która nas wszystkich dotyczy.
Liczymy na Was!
^p^
/ź/ lublin.uw.gov.pl, fb.me
Ekspert o maseczkach - prof. Włodzimierz Gut
tv.wlodawa.net/TVPinfomasz wideo wyślij nam link: echo@wlodawa.net
Zgodnie z obietnicami rządu tak zwane „odmrażania życia społecznego” czyli zniesienie ograniczeń, umożliwiające organizację meczu piłkarskiego w niższych klasach rozgrywkowych ma nastąpić dopiero w IV (ostatnim) etapie znoszenia ograniczeń związanych z koronawirusem, czyli w nie określonym na tę chwilę terminie.
A to uniemożliwia zarówno kontynuowanie obecnie rozgrywek piłkarskich, jak również zaplanowanie terminu wznowienia rywalizacji w przyszłości.
Mając na uwadze przytoczone powyżej okoliczności faktyczne i prawne – Prezesi Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej wypracowali wspólne stanowisko o zakończeniu rozgrywek IV ligi i klas niższych oraz rozgrywek młodzieżowych prowadzonych przez Związki pomimo nierozegrania wszystkich zaplanowanych meczów, jednocześnie ustalając, że jako kolejność drużyn w końcowych tabelach rozgrywek sezonu 2019/2020 przyjmuje się kolejność drużyn w tabeli po ostatniej rozegranej kolejce rozgrywek.
Drużyny zajmujące miejsca premiowane awansem uzyskają awans do wyższej klasy. Po sezonie 2019/20 nie będzie natomiast spadków do niższych klas rozgrywkowych.
Decyzja ta zapewne ucieszyła włodawskich działaczy klubowych, ponieważ należy zwrócić tu uwagę że powstała pauza w rozgrywkach ligowych pomoże zaoszczędzić klubowi środki finansowe na kolejny sezon ligowy i oby tak się stało. W tym miejscu kibice klubu zadają pytanie - A co by to było, gdyby te dwa brakujące punkty uplasowały Włodawianka Włodawa na pozycji lidera tabeli i Włodawianka uzyskałaby awansowała do III ligi? Czy klub i wiecznie pokłócony zarząd jest przygotowany na III ligę?
A co tam panie z resztą powiatowych klubów, grających w niższych ligach? Kończą one sezon na:..
Klasa okręgowa 2019/2020, grupa: Chełm Agros Suchawa – miejsce 3 w tabeli, Bug Hanna - miejsce 12 w tabeli
Klasa A 2019/2020, grupa: Chełm Vitrum Wola Uhruska - miejsce 5 w tabeli Hutnik Dubeczno – miejsce 6 w tabeli
Podsumowując tą sytuację dziwną sytuację, nie można nie wspomnieć również o juniorach Włodawianki, kończą oni zmagania na pierwszym miejscu w tabeli, jak sami piszą ta runda pozostanie najlepszą w historii. - oby im się wiodło jak najlepiej - AVE LKS
tv.wlodawa.net
tv.wlodawa.net/humormasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Jak podaje 14 kwietnia 2020 roku nowytydzien.pl, były prezes MLKS Włodawianka Damian Adamczyk żali się do starosty, że został bezprawnie wykluczony z członkostwa w klubie. Obecne władze tłumaczą, że nie zapłacił składki 50 zł za rok, więc nie może być członkiem Włodawianki.
Spór pomiędzy byłem prezesem klubu a obecnymi władzami toczy się od co najmniej dwóch lat. Jego istotą była walka o władzę w klubie oraz zupełnie inne wizje działalności. W tle pojawiały się też pieniądze. W odpowiedzi na to zażalenie aktualny prezes Grzegorz Klimkowicz odpiera wszystkie zarzuty, nazywając je absurdalnymi. Relacjonuje m.in., że 24 lutego zwołano posiedzenie zarządu w taki sposób, by D. Adamczyk mógł w nim uczestniczyć. Pomimo tego nie wziął w nim udziału.
Co do konieczności opłacenia składki członkowskiej, to – zdaniem G. Klimowicza – D. Adamczyk podpisał się pod stosowną uchwałą dotyczącą wykluczania tych wszystkich, którzy tego do końca stycznia tego nie uczynią. Takich osób wezwanych do zapłaty było 29. Chodziło o składkę roczną w wysokości 50 zł. Ostatecznie składki po ponagleniu nie zapłaciło tylko 9 członków, w tym D. Adamczyk. Co do możliwości zapłacenia „z góry” składek, to statut nie przewiduje tego typu możliwości. - dowiadujemy się ze strony NowyTydzien.pl
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej