W październiku 1943 roku w niemieckim nazistowskim obozie zagłady w Sobiborze doszło do wybuchu powstania i masowej ucieczki więźniów. Z obozu zbiegło wówczas ok. 300 osób, a do końca wojny przeżyło ok. 50 z nich. Wydarzenie to było jednym z najbardziej heroicznych przejawów oporu Żydów podczas II wojny światowej. Upamiętniające uroczystości rozpoczęły się w czwartek, 12 października o godz. 13. W programie ceremonii znalazły się przemówienia, ekumeniczna modlitwa za pomordowanych, a także złożenie wieńców. Po zakończeniu części oficjalnej uczestnicy uroczystości mogli zapoznać się z wystawą stałą „SS-Sonderkommando Sobibor. Niemiecki obóz zagłady 1942–1943” prezentowaną w budynku muzealnym, a także z nowym urządzeniem przestrzennym terenu byłego obozu, które zwiedzającym zostało udostępnione 13 października.
Do Sobiboru przyjechali m.in. przedstawiciele rodzin pomordowanych w obozie, Mark Rutte – Premier Niderlandów, Miroslav Wlachovský – Minister Spraw Zagranicznych i Europejskich Republiki Słowacji, Yakiv Livne – Ambasador Izraela w Polsce,Viktor Elbling – Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny RFN w Polsce oraz władze samorządowe, w tym starosta włodawski Andrzej Romańczuk.
Muzeum i Miejsce Pamięci w Sobiborze jest oddziałem Państwowego Muzeum na Majdanku od 2012 r. Projekt jego utworzenia to międzynarodowa inicjatywa podjęta przez Polskę, Holandię, Izrael i Słowację. Instytucja powstała w miejscu niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady w Sobiborze, który funkcjonował w strukturach „Aktion Reinhardt” od maja 1942 r. do października 1943 r. Zamordowano w nim ok. 180 tys. Żydów. Liczba ta obejmuje 70 tys. żydowskich mieszkańców Lubelszczyzny, 34 tys. Żydów z Holandii i 24 tys. ze Słowacji. Wśród ofiar byli również Żydzi czescy, francuscy, niemieccy, białoruscy. W dniu 14 października 1943 r. w obozie wybuchło powstanie, w wyniku którego część więźniów zdołała zbiec. Niedługo po tym obóz zlikwidowano, wysadzając w powietrze budynek z komorami i demontując praktycznie wszystkie zabudowania.
/ź/ powiatwlodawski.pl
Komentarz redakcji: Czym dalej od tych tego wydarzenia tym następuję zmiana narracji - gdy większość świadków żyła informowano nas o UCIECZCE z Sobiboru, później o buncie, a obecnie dowiadujemy się że to było powstanie. A co na to mówi wyrocznia obecnego półinteligentnego świata czyli wikipedia Bunt – zachowanie dewiacyjne wobec konformizmu. :) ale dobrym przykładem nawiązującym do tematu będzie np.Bunt na HMS Bounty - rebelia na pokładzie okrętu Royal Navy HMS „Bounty”, do której doszło na południowym Pacyfiku 28 kwietnia 1789 roku. Załoga, której przewodził porucznik Fletcher Christian, przejęła kontrolę nad okrętem i zmusiła kapitana, Williama Bligha wraz z osiemnastoma innymi do opuszczenia „Bounty” w łodzi okrętowej. Buntownicy zawrócili do Tahiti, a następnie pożeglowali ku wyspie Pitcairn; tymczasem Bligh, czego się nie spodziewali, przepłynął 3500 mil morskich (dalej Mm), osiągając w końcu bezpieczną przystań, co pozwoliło rozpocząć proces poszukiwania rebeliantów celem oddania ich w ręce wymiaru sprawiedliwości. A teraz definicja powstania.Powstanie, rebelia[a] (dawniej insurekcja[b]) – zbrojne wystąpienie ludności państwa, miasta lub pewnego obszaru, skierowane przeciw władzy okupacyjnej. Powstania często dążyły do uzyskania niepodległości państwa, autonomii obszaru lub przyłączenia obszaru do innego państwa. - tyle o tym Wikipedia. Wiec 14 października 1943 roku w Sobiborze nie doszło do żadnego buntu, a tym bardziej powstania, ponieważ Żydzi nie przejęli władzy w obozie KL Sobibor. Jak zwykle w notatce zapomniano wspomnieć o licznej grupie 120 Ukraińskich strażników, przypadek? Ale za to Ukraińcy w swojej notatce prasowej określili Sobibór, jako wioskę która kiedyś była ukraińska, a dziś jest polska. A i jeszcze jedno do Sobiboru to Starosta Romańczuk w te pędy poleciał, a na otwarciu pomnika we Włodawie SGO Polesie jakoś go nie było, jedynie wystąpił w spocie wyborczym kolegi partyjnego, na tle jeszcze nie odsłoniętego pomnika - dziwne zachowani jak na włodarza terenu z powiatu o bezgranicznych możliwościach ?
W ramach tegorocznych obchodów 84. rocznicy Bitwy pod Wytycznem, Nadbużański Oddział SG zorganizował pieszy rajd szlakiem Korpusu Ochrony Pogranicza. 30 września, miał miejsce przemarsz szlakiem Zgrupowania KOP gen. bryg. Wilhelma Orlika-Rückemanna, od m. Zbereże ( gdzie w 1939 roku, oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza przeprawiały się przez rzekę Bug ), do m. Sobibór.
Uczestnicy tegorocznego marszu przeszli prawie 10 kilometrową trasę, odwiedzając w czasie drogi mogiłę poległego żołnierza KOP. Docierając do Sobiboru, piechurzy mieli okazję zwiedzić MUZEUM I MIEJSCE PAMIĘCI W SOBIBORZE, gdzie funkcjonował niemiecki obóz zagłady. Powstał on na przełomie kwietnia i maja 1942 r., jako drugi, po Bełżcu, ośrodek eksterminacji Żydów w ramach „Aktion Reinhardt”. Uczestnicy tegorocznego rajdu, zwiedzając muzeum, oddali cześć ludziom, którzy oddali tu swoje życie oraz zapoznali się z aktualną ekspozycją wystawienniczą.
Program resocjalizacyjny „Miejsca zapomniane” ma na celu kształtowanie postaw społecznie pożądanych poprzez m.in. poprawienie wizerunku pamiątek i miejsc historycznych, w szczególności cmentarzy oraz poznanie lokalnej historii. Realizacja programu „Miejsca zapomniane” sprzyja readaptacji społecznej osadzonych w zakresie kształtowania umiejętności społecznych i poznawczych oraz kształtuje postawy obywatelskie i patriotyczne.
Działania wychowawców mają także pozytywny wpływ na osoby odbywające karę pozbawienia wolności. Osadzeni poprzez poznawanie lokalnej historii pogłębiają wartości patriotyczne, co w procesie resocjalizacji ma duże znaczenie. Skazani z włodawskiej jednostki poprzez zaangażowanie w sprawy lokalne są również pozytywnie odbierani wśród społeczności co zapobiega m.in. wykluczeniu społecznemu.
Dzięki działaniom osób prowadzących program udało grupa osadzonych z Zakładu Karnego we Włodawie miała możliwość poznać nie tylko część historii wschodniego pogranicza i pogłębić patriotyczne wartości, ale także przyczynić się do bezinteresownej pomocy na rzecz lokalnej społeczności. Pierwszym etapem była wycieczka dla skazanych po miejscach historycznych we Włodawie.
Następnie osadzeni na Cmentarzu Epidemicznym w Lucie przygotowywali stabilizację pod pomnik oraz krzyż upamiętniający 210 ofiar epidemii na tym terenie pod koniec I wojny światowej i tuż po jej zakończeniu. Ostatnim etapem była lekcja edukacyjna dla skazanych w Muzeum – Miejsce Pamięci w Sobiborze, gdzie osadzeni mogli zapoznać się z historią tego miejsca. Takie zajęcia to prawdziwa lekcja historii dla uczestników programu.
14 października 1943 r. w niemieckim obozie zagłady w Sobiborze wybuchł zbrojny bunt przygotowany przez grupę więźniów pod przywództwem Aleksandra Peczerskiego i Lejby Felhendlera. W jego wyniku zbiegło około 300 żydowskich kobiet i mężczyzn. Do końca wojny dotrwało około 60 uciekinierów, będących naocznymi świadkami niewyobrażalnej zbrodni, o której świat, miał się nigdy nie dowiedzieć.
Jednym z ocalałych był Tomasz Blatt, który złożył obszerną relację z wydarzeń. „Po wojnie, na emigracji w USA, Blatt zaczął dokumentować zbrodnie hitlerowskie. O wszystkim opowiada we wstrząsającej, fabularyzowanej książce, opisującej nieludzką codzienność obozu w Sobiborze. W 1987 roku na jej kanwie powstał nagrodzony Złotym Globem film „Ucieczka z Sobiboru”. - lubimyczytac.pl
[wp_ad_camp_4] Dokładnie w 78. rocznicę ucieczki więźniów z hitlerowskiego obozu zagłady w Sobiborze, w powiecie włodawski gościła delegacji prowincji Gelderland z Holandii / jakoś oni nic o Włodawie nie piszą, a już od tylu lat tu przyjeżdżają - dziwna to współpraca ?/ z Komisarzem Królowej Holandii na czele. Goście z Holandii w asyście starosty Andrzeja Romańczuka zwiedziła muzeum oraz złożyła symboliczne wiązanki kwiatów na rampie kolejowej w Sobiborze.
Podczas rozmów z Holendrami starosta podniósł temat konieczności stałego upamiętniania tragedii Holokaustu ze szczególnym uwzględnieniem Sobiboru jako synonimu hitlerowskiej eksterminacji. A. Romańczuk przy okazji oprowadził gości po powstającym Centrum Edukacji Historycznej w Sobiborze. Uzyskał od Komisarza zapewnienie, że prowincja Gelderland jest żywo zainteresowana pomocą w utrzymaniu tej placówki.
Dziś mija równo 20 lat, gdy mieszkańcy Włodawy po raz pierwszy zorganizowali spływ kajakowy rzeką Bug od czasów II Wojny Światowej i tym samy nawiązali do danych miejskich tradycje związane z kajakarstwem rzecznym na rzece Bug i na pojezierzu łęczyńsko-włodawskim.
Poniżej zamieszczamy pierwszy opis spływu, który odbył się w sobotę 21 lipca 2001 roku na trasie Włodawa - Kuzawka (wyspa Baja) i został opublikowany na nasza.wlodawa.pl
9.00 - była godziną zero naszej wyprawy, jednak Maniek zapomniał, gdzie byliśmy umówieni na spotkanie. Po około 15 minutach czekania pod pocztą sytuacja została wyjaśniona, zadzwonił telefon i od razu wiedzieliśmy, gdzie jest reszta składu. Z dziarską miną ruszyliśmy w stronę ulicy Podzamcze. W ogrodzie Gila stały nasze wodne rumaki były to stare kajaki typu KD-9 rocznik 79, wypożyczone z jednego z ośrodków wczasowych nad Jeziorem Białym w Okunince koło Włodawy.
Po krótkim powitaniu zorientowaliśmy się, że posiadamy tylko jedno profesjonalne wiosło kajakowe :), drugim dziwnym wiosłem były wiosła od dziecięcego pontonu, połączone w sumie dały jedno długie zbliżone parametrami (wyglądem) do wiosła profesjonalnego. Uznaliśmy wiosło z dziecięcego pontonu za nie wystarczające i Gilo wydobył z otchłani garaż, coś do pontonu. Jednak to coś nie można było też nazwać wiosłem, gdyż było dziwnie wąskie jak na wiosło. Nie wzruszeni brakiem jednostek napędowych postanowiliśmy ruszać, zostało nam do przeniesienia około 300 metrów, gdzie mogliśmy zwodować nasze rydwany.
Godzina 10.00 wyruszamy z Włodawy, miejscem wodowania kajaków jest "Ściek", z powodu spływającej w dawnych czasach do rzeki Bug serwatki produkowanej w pobliskiej już nie istniejącej mleczarni. Zdjęcie które widzicie jako pierwsze jest dziełem jednego z zuchów Gila, akurat widocznie przypadkowo zażywał spaceru nad brzegiem. Dzięki jego uprzejmości możecie nas podziwiać w pełnej okazałości wraz z wiosłami i rydwanami.
Zdziwiłem się, że tak łatwo i bezpiecznie przemieszczamy się przy użyciu dziecięcego wiosła i niby-wiosła. Kierunki, które obraliśmy w pierwszej fazie naszej podróży były w pełni realizowane. Jednak w dalszej części mojego opowiadania przedstawię zgoła odmienną sytuację. Wracając do pierwszego wrażenia. Bug stał się "wąski" :(, rzeka w miejscu wodowania kajaków według opinii starych wędkarzy, posiada szerokość około 50-100m. Wystarczyły cztery dobre "zagarnięcia" wody wiosłami i byliśmy już przy sąsiednim brzegu. Jednak związani obietnicą, którą Maniek dał Komendantowi Straży Granicznej w Chełmie, mówiącej o tym abyśmy nie wpływali na połowę sąsiada.
Staraliśmy się realizować z góry wyznaczoną obietnicę. Nurt rzeki na odcinku Włodawa - Suszno, płynie dosyć ospale. Pozwala to na większe oswojenie się z nurtem, jak i nowym środowiskiem. Ospale - co nie znaczy wcale, że nie należy zachować rozwagi i ostrożności. Woda jest mętna, brunatna. Kolor wody spowodowany jest jak sądzę podłożem dna rzeki, glina plus muł, co daje właśnie taki swoisty kolor wody.
Z dziarską miną, mijaliśmy liczne stanowiska wędkarskie, jednak, żadnego wędkarza. Słońce ładnie świeciło, pierwszy napotkaną przeszkodą była wyspa lub może lepiej powiedziawszy dwie wyspy. Postanowiliśmy przepłynąć pomiędzy nimi.
cdn... (kiedyś :)
Skład expedycji: Andrzej Piskorek vel Pira Grzegorz Ostrowski vel Gilo Marek Torbicz vel Maniek Piotr Trochymiak vel Żaba a.k.a Pepson
SPŁYW KAJAKOWY WOLA UHRUSKA - WŁODAWA 16-18.08.2002
W dniach 16-18 został zaplanowany przez miłośników dzikiej przyrody i ekstremalnych warunków spływ kajakowy po rzece Bug. Start wytyczyliśmy w Woli Uhruskiej, do której przybyliśmy późnym wieczorem z piątku na sobotę. Obozowisko usytuowane było na plaży w odległości zaledwie kilku metrów od nurtu rzeki. Po rozbiciu namiotów i prowizorycznym zakwaterowaniu rozpoczął się czas błogiego odpoczynku przy ognisku i pod niebem pełnym gwiazd.
Pierwszej nocy wszyscy byli tak podekscytowani tym co nas czeka podczas spływu, że mieliśmy problem z zapadnięciem w sen. Wczesnym rankiem, około 6.00 pobudkę urządzili nam funkcjonariusze Straży Granicznej. Po sprawdzeniu naszych danych personalnych i pozwolenia na odbycie spływu, udali się w dalszą drogę, my zaś czyniliśmy pierwsze przygotowania do zwodowania kajaków.
O godzinie 9.00 wreszcie ruszyliśmy! Podzieliliśmy się na następujące pary: Maciora - Broda w kajaku zwanym "krzywa strzała", Pepson - Szytek w "zakręconej kanadyjce", Nordyk - Meter "bolid full opcja" oraz główny organizator Maniek w "transporterze opancerzonym". To co ujrzeliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. W najskrytszych snach nie mogliśmy sobie wyobrazić jaką piękną i uroczą, przede wszystkim dziką i nie zbrukaną przez cywilizację jest rzeka Bug. Za każdym zakątkiem ukazywały się naszym oczom niesamowite widoki. Brzegi porośnięte wszelaką roślinności?. Majestatyczne drzewa ukazujące swe korzenie i swą naturalną siłę. Po obu stronach brzegu gdzie nie gdzie usytuowane były dzikie plaże otoczone cudowną florą.
Na samej rzece znajdowały się stare powalone drzewa, co jeszcze bardziej upiększało oraz czyniło atrakcyjniejszym i tak już wspaniały nurt. Niesamowite wrażenie na uczestnikach spływu wywarły skarpy, które znajdowały sił po obu stronach brzegu, ukazując piękno naszej "matki ziemi". W otoczeniu tak wspaniałego, zatykającego dech w piersiach krajobrazu, pośród śpiewu ptaków, człowiek zapomina o bożym świecie i oddaje się z nieodpartą ochotą nurtowi rzeki, który przenosi nas w krainę nieujarzmionej przyrody. Pełnym naszym zaskoczeniem był przypływ przez Zbereże. Wioska w linii prostej rozciąga się na około 10 km i pokonanie jej w normalnych warunkach (drogą) nie zajęło by więcej niż 50-60 minut. Nam czyn zajął i tu drodzy internauci pełne zaskoczenie: trzy i pół godziny!!! Bug pokazał swoje oblicze.
Otóż w Zbereżu znajduje się mnóstwo zakrętów, co w znacznym stopniu wydłuża drogę. Długi czas spędzony w Zbereżu urozmaicały nam widoki oraz obiadek jaki spałaszowaliśmy na plaży. Po zjedzeniu posiłku i poobiedniej sjeście, udaliśmy się w dalszą drogę. Wcześniej wiadomo już było, że nasz pierwotny plan dotarcia przed zachodem słońca do Różanki nie powiedzie się. Spowodowane to było mylnymi wyliczeniami potrzebnego czasu do osiągnięcia zamierzonego celu.
Zatem miejscem naszego odpoczynku miał być Sobibór. Ale i ten ambitny plan spalił na panewce. Bazą noclegową okazała się wioska o nazwie Wołczyny. Postój się odbył na malowniczo położonej plaży. Po zacumowaniu do brzegu i oporządzeniu się, trzech uczestników spływu udało się do miejscowego sklepu. I tu kolejna przygoda.
Od nadmiaru słońca i wrażeń pomyliliśmy drogi i zamiast do Wołczyn udaliśmy się w przeciwną stronę do Sobiboru. Napotkany na drodze człowieczek skierował nas na dobrą drogę. Ta pomyłka kosztowała nasze nogi nadłożeniem około 8 km. Gdy dotarliśmy do sklepu, pożegnaliśmy Pepsona, który z bardzo ważnych powodów musiał udać się do miejsca stałego zameldowania, czyli Włodawy. Droga powrotna nie sprawiła nam już trudności i bez problemów dotarliśmy do miejsca plażowania.
Podobnie do pierwszej nocy na plaży rozpaliliśmy małe ognisko, mające nam pomóc w wysuszeniu przemoczonych ubrań. Tuż przed północą udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Następnego dnia pierwszy wstał Szytek, któremu dana była możliwość oglądania wspaniałych scen po drugiej stronie Bugu, w wykonaniu kilkunastu żółwi. O godzinie 9.00 dołączył do naszego bractwa Matfiej, znany fan klubu LKS WŁODAWIANKA.
Zresztą wszyscy uczestnicy spływu to fani włodawskiej drużyny, zrzeszeni pod flagą Cmentarii Fans. (Do Włodawy wpływaliśmy w barwach naszej drużyny. Patrz na zdjęcia). Przybyły Matfiej zajął miejsce nieobecnego już Pepsona i razem z Szytkiem w "zakręconej kanadyjce" ruszył w dalszą drogę. Podobnie jak w pierwszym dniu, Bug dostarczył nam niesamowitych wrażeń. Mogliśmy ponownie oddać się beztroskiej żegludze po dzikim nurcie rzeki.
Docelowym naszym punktem stała się Włodawa, (w pierwszym założeniu takim punktem miał być Kodeń), do której dotarliśmy około godziny 15.00. na miejsce zjedzenia posiłku i zrobienia pamiątkowych zdjęć wybraliśmy plażę na błoniach. Posiłkiem regeneracyjnym oraz zaspokojeniem dręczącego na już kilka godzin głodu nikotynowego, uraczył nas przybyłe dziewczyny w osobach: Joli, Helki i Sylwii, za co im serdecznie dziękujemy.
Zakończeniem całej wspaniałej imprezy, jakim niewątpliwie był spływ, okazał się punkt pomiaru poziomu wody, znany w całej Polsce z komunikatów radiowych, które brzmi: "Na Bugu we Włodawie..." Na miejscu załadowaliśmy kajaki do auta Szczypiora, który w znacznym stopniu pomógł nam w transporcie całego sprzętu na miejsce startu, jak i w dostarczeniu kajaków do macierzystych magazynów, za co oczywiście bardzo wielkie dzięki.
I tak oto dobiegła końca wspaniała przygoda. Rzeka Bug przekazała nam mnóstwo ciekawych przeżyć. Naładowała nas pozytywnymi wibracjami i długo jeszcze pozostanie w naszej pamięci. Żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co doświadczyliśmy podczas tych dwóch wspaniałych dni. Do zobaczenia za rok rzeko rzek!!
P.S. Serdecznie dziękujemy Komendantowi Głównemu Straży Granicznej za wyrażenie zgody umożliwiającej odbycie tego wspaniałego spływu. Dziękujemy także ośrodkowi Sanvit za udostępnienie kajaków.
Dziś piaszczyste plaże pełne są śmieci, puszek po piwie, kobiecych chusteczek jednorazowych, a wówczas gdy my rozpoczynaliśmy swoja przygodę z kajakarstwem rzeka była dzika i czysta. Niby w szkłach uczą ekologi, ale jak widać nowe pokolenie inaczej interpretuje ekologię niż 20 lat temu mieszkańcy nadbużańskich plaż.
Niżej kilka starych fotek z kolejnych spływów plus bonusprmo foto z samotnego spływu Włodawa-Modlin/Wisła/ z roku 2019 który trwał 7 dni. Dla porównania poniżej zamieszczamy również pierwsza prośba do Komendanta Straży Granicznej w Chełmie, gdzie opisaliśmy w swej naiwności nasz szczytny plan spłynięcia tratwą z Włodawy do Niemirowa :) Plan ów zakończyliśmy na spłynięciu kajakami do Kuzawki. Lepiej mierzyć wyżej i zrobić 10% niż nic nie robić.
Tak właśnie kiedyś, gdy jeszcze nie było komórek należało pisać podanie i to z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem do Straży Granicznej, chyba że miało się kolegę sekretarza powiatowych struktur SLD, a on w biurze miał fax to można było sprawę załatwić szybciej.
Komendant Straży Granicznej w Chełmie
P R O Ś B A
Jako organizatorzy i uczestnicy spływu rzeką Bug zwracamy się z prośbą o pozwolenie które umożliwi nam przepłynięcie granicznego odcinka rzeki tj. od Włodawy do okolic Niemirowa. Będziemy płynąć tratwą po polskiej stronie rzeki, bez postoi na brzegu wschodniego sąsiada i przekraczania granicy państwa. Poniżej przedstawiamy szczegóły naszego zamierzenia.
Graniczny odcinek rzeki tj. ok. 154,1km chcemy przepłynąć w dniach: 21,22,23 lipiec 2001 r.
Przewidujemy że dziennie pokonamy ok. 50 km. od godz. 6,00 do 13,00 i od 14,00 do 20,00 między 13,00 a 14,00 będziemy schodzili na polski brzeg rzeki w celu zregenerowania sił. 21 lipiec postój w okolicach Hanny 22 lipiec postój około 5 km przed Terespolem 23 lipiec postój w okolicach Janowa Podlaskiego
Zwracamy się z prośbą o pozwolenie na zwodowanie tratwy w dniu 20 lipiec 2001 r. ok. godz. 15,00 w okolicach punktu pomiarowego stanu wody we Włodawie i o umożliwienie spędzenia nocy przy tratwie.
Dane osób uczestniczących w spływie:
Jan Nowak nr. pesel xxxxxxxxxx; nr. paszportu xxxxxxxxxxxxxxx zam. Włodawa ul. Wesoła 99
Jan Nowak nr. pesel xxxxxxxxxx; nr. paszportu xxxxxxxxxxxxxxx zam. Włodawa ul. Wesoła 98
Muzeum we Włodawie po raz kolejny „pompuje żydowską narrację historyczną” zapominając, albo i celowo pomijając polskie ofiary holokaustu. Szczególnie boli fakt, że włodawscy muzealnicy pomijają milczeniem mieszkańców Włodawy narodowości Polskiej, którzy jako pierwsi ginęli w niemieckich obozach śmierci.
Oto co dziś 27 stycznia 2020 roku na profilu społecznościowym Muzeum zamieściło:
Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Jest to święto obchodzone w rocznicę wyzwolenia byłego Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego i Zagłady Auschwitz-Birkenau. Zostało ono uchwalone przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2005 r. Dziś pamiętamy o społeczności żydowskiej z Włodawy, ale także o przesiedleńcach z Europy, którzy zostali zgładzeni w pobliskim Niemieckim Obozie Zagłady w Sobiborze. Na fotografii Żydzi z Włodawy tuż po wojnie, którzy przeżyli Holocaust.
Notoryczne pomijanie włodawskich ofiar holokaustu polskiego pochodzenie, przez muzealników z Włodawy oraz lokalnych publicystów jest co najmniej zastanawiające, by nie powiedzieć żenujące. W kółko tylko czytamy, że jedynymi ofiarami niemieckiego terroru podczas II Wojny Światowej we Włodawie i okolicach byli tylko i wyłącznie mieszkańcy narodowości żydowskiej.
Być może jest to spowodowane niewygodnymi faktami i nie pasującymi do już utartej narracji historii XX wieku miasta i powiatu. Ponieważ w internecie są dostępne dokumenty, które w inny sposób opisują wydarzenie które miały miejsce we Włodawie i bliskiej okolicy w okresie niemieckiej okupacji.
Oto raport z dnia 23 lipca 1941 r. wysłany z okupowanej przez Niemców Polski do Londynu. Raport informuje rząd polski w Londynie o masowych aresztowaniach, egzekucjach i deportacjach Polaków do Oświęcimia/Auschwitz oraz na Pawiak w Warszawie. Tu warto zwrócić uwagę na wzmianka informującą o kolaboracji włodawskich Żydów z niemieckim okupantem.
W raporcie czytamy, że
We Włodawie aresztowano prawie wszystkich poborowych. Aresztowanych wywieziono po przesłuchaniu na Zamek Lubelski lub do Oświęcimia/Auschwitz. Szereg osób rozstrzelano. W aresztowaniu pomagali władzom niemieckim Żydzi, polepszając sobie w ten sposób warunki bytowe.
Dziwne, że mieniący się znawcami włodawskiej historii kwartalinicy przez ostatnie 10 lat nic na temat aresztowań włodawskich harcerzy i nauczycieli nie napisali. Historia bardzo ciekawa, lecz do dnie dzisiejszego szerzej nie opisana. Zapewne żydowska kolaboracja nikomu nie jest na rękę. Łącząc kropki okazuje się, że we Włodawie nie było tak różowo, jak to jest często lokalnie przedstawiane i promowane.
Prawdopodobnie na początku 1940 r. harcmistrz P. Kołodziejek zorganizował we Włodawie konspiracyjną działalność „Szarych Szeregów”[30]. Sądzić należy, że na jej czele stanęli bracia Żelaźniewiczowie. Zajęcia w zastępach miały charakter wojskowy. Prowadzono m.in. szkolenie z bronią i obserwację ruchów wojsk niemieckich. Jerzy Jagiełło dostarczał zdjęcia niemieckich funkcjonariuszy i oficerów[31].
Jednak w okresie kwiecień – czerwiec 1941 r. okupant zlikwidował cały trzon organizacji. Miał ułatwione zadanie, gdyż już jesienią 1939 r. zdobył całą przedwojenną dokumentację włodawskiego hufca[32]. Niewątpliwie do aresztowania około 50-ciu osób, głównie uczniów gimnazjum, doprowadziły też liczne błędy organizacyjne.
Włodawskie „Szare Szeregi” nie posiadały odpowiedniej siatki konspiracyjnej. Harcerze nie byli przygotowani do pracy w podziemiu. Do organizacji z łatwością mogły przenikać niewłaściwe osoby[33]. Wszystkich aresztowanych poddano wstępnym przesłuchaniom, często połączonym z biciem, w budynku miejscowego gestapo. Po czym przewieziono ich na Zamek Lubelski, a następnie chłopców osadzono w obozie w Oświęcimiu, a dziewczęta – w Ravensbrück.
Wśród wywiezionych znaleźli się następujący uczniowie[34]: 1. Bajuk Piotr - zginął 10.08.1942 r.; 2. Bartnicka Henryka; 3. Basiak[35] Zdzisław - zginął; 4. Biernacki Marian; 5. Buska Kazimierz [36] - zginął we wrześniu 1942 r.; 6. Bychawski Zbigniew - zginął 28.10.1942 r.; 7. Głogowski Zbigniew - zginął 25.09.1941 r.; 8. Iwanicki Jerzy - zginął; 9. Kosiński Henryk [37] - zginął 17.03.1942 r.; 10. Kukiełka[38] Leon - zginął 30.10.1942 r.; 11. Marciuszek Stefan - zginął; 12. Nagiel Józef - zginął; 13. Osipowski Walerian - zginął 30.07.1941 r.; 14. Ostrowski Stanisław - zginął 04.03.1942 r.; 15. Partyka Tadeusz - zginął; 16. Skrzyński Janusz - zginął 22.11.1941 r.; 17. Szyszkowski Zygmunt - zginął w październiku 1942 r.; 18. Witkowski Zdzisław - zginął; 19. Zbyszyński[39] Zbigniew - zginął 13.02.1942 r.; 20. Żelaźniewicz Bogdan - zginął 12.03.1942 r.; 21. Żelaźniewicz Jerzy - zginął 14.08.1942 r.
Kronika Szkolna do tej listy dodaje nazwisko Antoniego Gąski oraz Zbigniewa Głowackiego.
Wśród poległych i zabitych w różnych okolicznościach wojny znaleźli się ponadto: prof. Piotr Krejpowicz[40], uczniowie: Stanisław Horszczaruk, Marian Kazimierczuk, Zbigniew Kołodyński, Zygmunt Paciorkowski oraz Andrzej Matczuk, Feliks Najda, Zdzisław Serdakowski, Joanna Teratycka[41].
Liczymy, że włodawscy muzealnicy z Muzeum - Zespół Synagogalny we Włodawie oraz redakcja kwartalnika Wschód nadrobią zaległości i wydadzą większe opracowanie w formie druku. Opisujące historię niemieckich aresztowań włodawskich konspiratorów, o których mowa wyżej i wyjaśnią nie do końca jasną kartę współpracy żydowskich mieszkańców miasta z niemieckim okupantem w czasie II Wojny Światowej - liczymy ma Was.
Dodatek specjalny
Godzinę po naszej publikacji, pracownicy muzeum obudzili się, i w pospiechu na profilu fb zaczęli publikować kolejne zdjęcie mieszkańców miasta Włodawy. Mieszkańcy ci zostali aresztowanie w akacji likwidacji włodawskiej komórki "Szarych Szeregów" lub innych organizacji podziemnych wiosną 1941 roku - o czym możemy dowiedzieć się z opisów zdjęci jak i raportu wysłanego do władz polskich w Londynie. Aresztowania odbyła się wiosną - latem 1941 roku, aresztowanych wywieziono w pierwszej kolejności na Zamek Lubelski, a następnie do Auschwitz gdzie otrzymali status więźniów politycznych.
Bardzo ciekawe informacje, ale to bardzo - główne informacje dotyczące niemieckiej ekonomii zagłady znajdują się około 39 minuty audycji - KChT red. Piotr Wrońskiego
Niemieckie władze okupacyjne ze względu na groźbę rzekomej epidemii rozpoczęły proces izolacji ludności żydowskiej już zimą 1939/1940. Na ulicach granicznych wyznaczonych "dzielnic żydowskich" umieszczono białe tablice z napisami w językach polskim i niemieckim ostrzegające przed przebywaniem na terenie zamieszkałym przez ludność żydowską z powodu zagrożenia tyfusem.
STRZEŻ SIĘ TYFUSU PLAMISTEGO
Tyfus plamisty jest chorobą związaną z nieczystością i brudem, nosicielem tyfusu plamistego jest wyłącznie WESZ. Wesz najpierw zaraża się ssać krew chorego na tyfus, po czym przenosi zarazki tyfusu plamistego na zdrowego.
Walka z tyfusem plamistym to walka z WSZA.
1. Unikaj zawszonych i osób z otoczenia chorych na tyfus plamisty. 2. Nie udzielaj żadnego noclegu żebrakom, włóczęgom, cyganom, żydom i innym osobom zawszonym. 3. Zachowaj jak najdalej idąca czystość ciała. 4. Tęp wszy na ciele, odzieży i bieliźnie. 5. W każdym niewyjaśnionym wypadku choroby z gorączką zawiadamiaj natychmiast lekarza. 6. Po stwierdzeniu wypadku tyfusu plamistego, oddaj natychmiast wszystką bieliznę i odzież chorego do dezynfekcji w najbliższym szpitalu. Następnie przeprowadź dezynfekcje wszelkich przedmiotów jakich chory używał oraz mieszkania. 7. Unikaj żydów, bo są najbardziej] zawszeni. 90%. chorych na tyfus plamisty to ŻYDZI.
Zwalczaj więc wesz - a uchronisz się przed Tyfusem plamistym!!
[wp_ad_camp_4] "Początkowo można było się jeszcze przemieszczać. Część osób korzystała z tej możliwości, aby zabrać z opuszczonych mieszkań pozostawione w nich rzeczy. Wkrótce potem teren getta został otoczony drewnianym ogrodzeniem i zasiekami z drutu kolczastego, a wzdłuż jego granic postawiono tablice informujące o zakazie ich przekraczania, którego przestrzegania pilnowali funkcjonariusze niemieckich formacji policyjnych i żydowskiej Służby Porządkowej (policji żydowskiej)." - jhi.pl
Odezwa! Do ludność Okręgu Warszawskiego!
Przez utworzenie dzielnic żydowskich udało się wypadki tyfusu plamistego ograniczyć do minimum. W ostatnim czasie zaszły jednak poza dzielnicami żydowskimi wypadki zachorowania na tyfus plamisty, odnośnie których stwierdzono, że zostały spowodowane przez wędrujących żydów. W interesie całej ludności Okręgu Warszawskiego zakazałem dlatego udzielania pomieszczenia, utrzymania lub innego wsparcia żydowi, który przebywa bez zezwolenia poza jedna z dzielnic żydowskich. Kto narusza ten zakaz, może być ukarany więzieniem lub grzywna do 10.000 złotych, a w poważnych wypadkach nawet ciężkim więzieniem. Spodziewam się, że ludność Okręgu Warszawskiego zrozumie, iż winna w interesie własnego zdrowia zaniechać jakiegokolwiek wspierania wędrujących żydów, a niezależnie od tego oddać najbliższemu urzędnikowi policyjnemu każdego żyda, który wędruje bez zezwolenia.
Warszawa, dnia 17 czerwca 1941 r.
(-) D. FISCHER Gubernator
"Ludność z getta pracowała w lokalnych obozach pracy, min. zajmowała się osuszaniem bagien czy Wielkiego Stawu Włodawskiego. Część z nich pracowała przy budowie nazistowskiego obozu śmierci w Sobiborze. Była to ciężka i wielogodzinna praca* , za którą nie otrzymywano żadnego wynagrodzenia. Łącznie getto zajmowało powierzchnię 500 metrów kwadratowych i posiadało niewielką liczbę budynków mieszkalnych. Kres włodawskiego getta nastąpił w pierwszych dniach 1943 roku, kiedy to wywieziono ostatnich Żydów do obozu zagłady w Sobiborze. Wtedy miasto zostało uznane za Judenrein, czyli wolne od Żydów" - muzeumwlodawa.pl
Bardzo ciekawe informacje, ale to bardzo - główne informacje dotyczące niemieckiej ekonomii zagłady znajdują się około 39 minuty audycji - KChT red. Piotr Wrońskiego
W piątek, 6 listopada w ramach akcji „Żołnierska Pamięć” żołnierze 19. Dywizjonu Artylerii Samobieżnej w Chełmie udekorowali pomniki i miejsca pamięci żołnierzy poległych w obronie Ojczyzny na terenie powiatu włodawskiego.
Oddając należyty honor rozłożono 100 chryzantem. Kwiaty złożono m.in. na cmentarzu i pod pomnikami we Włodawie, w Sobiborze i w Wytycznie. – Jesteśmy dumni, że w taki sposób możemy zadbać o naszą małą Ojczyznę – napisali żołnierze.
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej