Mieszkańcy Włodawy mają do Brześcia rzut beretem – zaledwie kilkanaście kilometrów. Jednak w marcu 2026 roku ta krótka trasa to wyprawa między dwoma alternatywnymi rzeczywistościami cenowymi. Podczas gdy na polskich stacjach za litr Pb95 płacimy średnio 6,50 PLN, tuż za granicą, w Brześciu, państwowy koncern Belneftekhim serwuje nam cenę, która brzmi jak wspomnienie z lat 90.: ok. 3,12 PLN. Czy warto odpalić auto i ruszyć na wschód? Sprawdziliśmy, jak wygląda taka hipotetyczna podróż i na co musisz się przygotować.
Rachunek jest prosty, ale...
Zacznijmy od konkretów. Tankując do pełna typowy bak (60 litrów) w Brześciu, płacisz ok. 187 PLN. W Polsce ta sama operacja kosztuje ok. 390 PLN. Zostaje Ci w kieszeni ponad 200 złotych na jednym tankowaniu. Do tego możesz legalnie zabrać 10 litrów w kanistrze (kolejne 30 zł oszczędności).
Jeśli jednak zdecydujesz się na wyjazd, pamiętaj, że białoruska milicja (GAI) jest niezwykle skrupulatna. Twoja apteczka musi być „na bogato” – wymagane są m.in. roztwór amoniaku, jodyna i nożyczki z zaokrąglonymi końcówkami. Za brak jednego elementu grozi mandat.
Ubezpieczenie: Musisz wykupić białoruską polisę graniczną (ubezpieczenie OC, wiele polskich firma takie oferuje nawet we Włodawie lub Terespolu ) na przejściu.
Waluta: Na stacjach zapłacisz wyłącznie rublami białoruskimi (BYN). Zapomnij o złotówkach czy euro przy dystrybutorze, ale można wymienić walutę na dworcu PKP w Terespolu, albo w Brześciu, bankomant który obsługiwał w 2025 roku zachodnie karty znajdował się w pobliżu bazaru.
Wyjazd z Włodawy do Brześcia po paliwo to matematyczny majstersztyk, który rozbija się o ścianę czasu na granicy. Jeśli masz wolny dzień, cierpliwość anioła i pełny, oryginalny bak do zalania – Twój portfel Ci podziękuje. Jeśli jednak czas to dla Ciebie pieniądz, cena 6,50 zł na lokalnej stacji we Włodawie może nagle wydać się... mniej bolesna.
Włodawa, niewielkie miasto nad Bugiem, zapisała się na kartach historii nieoczekiwanie. To właśnie tutaj, we wrześniu 1920 roku, narodziła się taktyka, która zmieniła oblicze nowoczesnej wojny – Blitzkrieg. Choć kojarzymy go przede wszystkim z niemieckimi kampaniami II wojny światowej, jego prawdziwe korzenie sięgają działań polskich żołnierzy podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. Włodawa wówczas miasto o strategicznym położeniu, stała się miejscem, gdzie major Włodzimierz Bochenek zebrał grupę żołnierzy, która miała zrewolucjonizować sztukę wojenną. Ich działania, choć nie doczekały się szerokiego uznania, zainspirowały przyszłe pokolenia strategów.
Początki wielkiej idei: Zorganizowanie Grupy Bochenka Major Włodzimierz Bochenek, dowódca o wyjątkowych zdolnościach organizacyjnych, w dniach 9-10 września 1920 roku we Włodawie zebrał improwizowaną, lecz doskonale zorganizowaną jednostkę wojskową. Składała się ona z dwóch batalionów piechoty, dwóch baterii artylerii polowej, kolumny lekkich samochodów pancernych oraz ciężarówek logistycznych. W sumie, około tysiąca żołnierzy miało za zadanie przeprowadzić śmiały manewr – zająć węzeł kolejowy w Kowlu, znajdujący się na tyłach sowieckiej 12 Armii. To nie była jednostka o imponujących rozmiarach, lecz jej siła leżała w duchu innowacji i zdolności do szybkiego działania. Bochenek, zdając sobie sprawę z kluczowego znaczenia mobilności i zaskoczenia, wprowadził nowatorskie podejście do prowadzenia działań wojennych, które później miało stać się fundamentem Blitzkriegu.
Marsz ku chwale: Atak na Kowel Rankiem 11 września, Grupa Bochenka wyruszyła z Włodawy w kierunku Brześcia. Przemieszczając się nocą, naprawiając zniszczone mosty i tocząc liczne potyczki z bolszewikami, jednostka poruszała się z niespotykaną wówczas prędkością – 12 km/h. To tempo, biorąc pod uwagę trudne warunki drogowe i technologiczne, było niezwykle imponujące i decydujące dla powodzenia operacji. Kluczową rolę w tej ofensywie odegrały lekkie samochody pancerne Ford FT-B i White-Link. Te niewielkie, ale zwrotne pojazdy, odporne na ogień karabinowy, siały zamęt w szeregach wroga. Ich szybkość i siła ognia pozwalały na przełamywanie linii obronnych oraz dezorganizację dowodzenia bolszewików. Były one forpocztą, która torowała drogę reszcie sił polskich, umożliwiając błyskawiczne przemieszczanie się po polu bitwy.
Zaskoczenie i zwycięstwo: Zdobycie Kowla 12 września rano, po nocnym marszu, Grupa Bochenka dotarła do Ratna, a późnym popołudniem wkroczyła do Kowla. Bolszewicy, nie spodziewając się ataku na swoich tyłach, zostali zupełnie zaskoczeni. Zdezorganizowani i pozbawieni jasnych rozkazów, nie byli w stanie stawić skutecznego oporu. Polacy opanowali miasto bez większych strat, przejmując kluczowe obiekty, takie jak dworzec kolejowy, co jeszcze bardziej pogłębiło chaos w szeregach wroga. Wyobraźmy sobie te sceny: nocny marsz przez nieznane tereny, odgłos silników samochodów pancernych, sporadyczne strzały i poranny świt, który przyniósł Polakom zwycięstwo. Włodawa, miejsce rozpoczęcia tej operacji, stała się świadkiem narodzin nowoczesnej wojny błyskawicznej – wojny opartej na szybkości, zaskoczeniu i mobilności.
Zapomniana rewolucja Choć atak na Kowel był spektakularnym sukcesem, to wydarzenie to nie zostało dostatecznie docenione ani przez ówczesne dowództwo, ani przez historyków. Polska, mimo zdobycia cennych doświadczeń, nadal opierała swoje siły na tradycyjnych jednostkach kawalerii, co wkrótce okazało się przestarzałe w obliczu nadchodzącej mechanizacji wojsk. Paradoksalnie, to Sowieci najlepiej zaadaptowali lekcje wyniesione z działań Grupy Bochenka. W latach 30. XX wieku utworzyli korpusy zmotoryzowane i pancerne, które odegrały kluczową rolę w ich przyszłych kampaniach.
Blitzkrieg: Teoria i praktyka Teoretyczne podstawy Blitzkriegu zostały opracowane przez Heinza Guderiana w jego książce Achtung – Panzer!, wydanej w 1937 roku. Jednak, jak pokazuje historia, praktyczne korzenie tej strategii sięgają wydarzeń z 1920 roku, kiedy to Grupa Bochenka przeprowadziła swój brawurowy marsz na Kowel. Był to pierwszy przykład zmasowanego uderzenia, wykorzystania zaskoczenia, szybkiego manewru oraz dezorganizacji przeciwnika za pomoacą spalinowych wozów bojowych – podstawowych elementów późniejszej wojny błyskawicznej.
Zakończenie: Włodawa jako świadek historii Włodawa, choć mała i niepozorna, odegrała kluczową rolę w historii nowoczesnej wojskowości. To tutaj, w 1920 roku, narodziła się taktyka, która zrewolucjonizowała sposób prowadzenia wojen. Historia o Blitzkriegu zaczyna się właśnie w tym miejscu, przypominając, że największe idee często rodzą się w najmniej oczekiwanych momentach i miejscach.
Ekspert Techniki Wojskowej Jarosław Wolski, tak opisuje przygotowania wojsk ukraińskich w pobliży Włodawy, do prawdopodobnego ataku wojsk rosyjskich i być może białoruskich z terenu Białorusi w stronę miasta Kowel i Równe. Jest to hipotetyczne rozlokowania linii obrony Ukraińców i prawdopodobne szlaki ataku czerwonego agresora.
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
Jarosław Wolski, dziennikarz i analityk publikujący dla czasopism „Nowa Technika Wojskowa” i „FragOut” oraz autor książek tj. "Czołgi na Ukrainie 2014-2015” i „Pancerna potęga Rosji” w rozmowie z portalem polskatimes.pl powiedział, że konflikt nie rozwija się po myśli Rosji. Przedstawił również opinię na temat tego, jakie wsparcie przydałoby się Ukrainie oraz czy jest ona gotowa do rozpoczęcia kontrofensywy. - polskatimes.pl
[wp_ad_camp_4] Niżej film o tym jak Rosjanie w tym wypadku znany rosyjski youtuber Jury Podolak 2 mln subów, interpretują wywieszanie Czerwonej Flagi w roku 2022 na Ukrainie. Autor niżej mówi, że jest to znak zwycięstwa, który wywieszali ich ojcowie i dziadowie wszędzie, gdzie Armia Czerwona zwyciężyła faszystów, w tym też również Banderowców.
Jest wrzesień 1939 roku, Niemcy już pod Warszawą, a co w tym czasie dzieje się w okolicach Włodawy? Historycy mówią mało o tym okresie wojny, a już na pewno „skromnie” na ten temat piszą. Oto kilka zdań z zapomnianej, lub może specjalnie przemilczanej historii Ziemi Włodawskiej czasu pierwszych dniach Wojny Obronnej 1939 roku. Poniżej prezentujemy wspomnieni Pana Czesława Chudzika byłego mieszkańca miejscowości Włodawki. Włodawka to miejscowości położonej po prawej stronie rzeki Bug vis-a-vis Włodawy, dziś już nie istnieje. Prezentowany poniżej opis wydarzeń pochodzi ze skanu dwóch stron książki pt. „Życie moje i wojna” autorstwa pana Czesława Chudzika – autorem skanu jest Pan Dariusz Ozimek. Smuci fakt, że na próżno szukać tej pozycji książkowej w internetowym katalogu online Miejskiej Biblioteki Publicznej we Włodawie – mamy nadzieję, że to się zmieni.
"Szesnastego lub siedemnastego września ruszyliśmy w drogę powrotną, uciekinierzy na kilku furach jechali za nami, było ich ponad dwadzieścia osób. Chłopów na ich furach nie było, Wacek stwierdził, że oni te zaprzęgi kupili. Kilka kilometrów przed Piszczem spotkaliśmy na drodze paru ludzi w polskich mundurach bez broni. Jeden z uciekinierów powiedział do nich "juześ się nawojował" i wtedy pod ich adresem posypały się bardzo obelżywe wyzwiska w mieszanym chłopsko-polskim języku. Wyzywali ich od burżujów, darmozjadów, pasibrzuchów i co tam jeszcze wymyślili, sytuacja stawała się groźna, chłopi zaczęli krzyczeć, że ich wytłuką, wtedy oni wyciągnęli broń i zaczęli krzyczeć, że będą strzelać i to dopiero poskutkowało, chłopi odeszli.
My natomiast postanowiliśmy odłączyć się od nich, bo sytuacja w tym towarzystwie stawała się niebezpieczna. To był dzień,, w którym bolszewicy wkroczyli do Polski, ludność chachłacka stawała się coraz bardziej agresywna, Po przejechaniu jeszcze kilku kilometrów oni skręcili na Pulmo, tamtędy było bliżej do Bugu a my pojechaliśmy w kierunku Pulemca i Orchowa, z którego na Włodawkę było już tylko dwa kilometry. Kiedy dojeżdżaliśmy do pierwszych domostw Orchowa stała już tam powitalna brama. Chachły witali Stalina napisem: "Spasibo wielikom Stalinu szczo wyswobodył nas od polskoho jarma". W tym samym Orchowie tylko od zachodniej strony 22 czerwca 1941 roku stała taka sama brama tylko napis był inny. "Spasibo wielikom Gitleru szczo wyswobodył nas od żydokomuny” Zastanawiam się kto to chachłackie talatajstwo mógł zrozumieć. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że w okolicy Pulma chachłaccy nacjonaliści wymordowali wszystkich uciekinierów. Jesteśmy w domu, oglądamy co się w międzyczasie stało. Bomby rozbiły kamienicę Foderzewskiego, zostały tylko wypalone mury, nikt nie zginął bo w czasie bombardowania wszyscy uciekli. Dom wujka Janka Ozimka zburzony, spalony drewniany most Włodawa-Tomaszówka, kolejowy żelazny most wysadzony. Na rynku przed naszym domem koło kasztanów stoją trzy potężne wozy wojskowe przeznaczone do wożenie pontonów.
[wp_ad_camp_4] Ktoś powiedział, że koło spalonego mostu leży dużo wojskowych rzeczy po rozbrojeniu batalionu polskiego wojska przez Niemców. Bez namysłu pobiegliśmy tam, okazało się, że na lądzie i w płytkiej wodzie przy brzegu leży bardzo dużo broni i innego sprzętu wojskowego. Braliśmy kto rady udźwignąć, karabiny, bagnety, ładownice, maski szable i co tylko się dało. Obróciliśmy z Gieńkiem po kilka razy, podobnie robili inni. Za szafą była wnęka po drzwiach, tam zrobiliśmy magazyn. Na drugi dzień mam zauważyła, że szafa jest odsunięta, kiedy zobaczyła co tam jest o mało nie zemdlała. Zrobiła nam wielka awantura i kazała to wszystko wynieść i utopić w sadzawce, z wielkim żalem ale musieliśmy to zrobić. Jeden karabin z pełnym magazynkiem, zwinięty w jakiś worek Gieniek rzucił za oborą w pokrzywy. W południe pojechaliśmy po schowane zboże, po odkryciu dołu okazało się, że zboże jest zamknięte i śmierdzące, przywieźliśmy je do stodoły i rozsypali na toku, przy otwartych drzwiach schło przez kilkanaście dni. Mimo różnych zabiegów nawet przesuszania w piecu chlebowym, chleb z tego żyta do jedzenia się nie nadawał. Dwa lub trzy dni po naszym powrocie wśród Żydów zaczęło wrzeć, wszyscy poczynając od dorastających po tych w podeszłym wieku pozakładali czerwone opaski, kilkudziesięciu chodziło z karabinami i to była ich milicja. Któregoś dnia przed przyjściem sowietów zorganizowali na rynku wielki wiec byli tam wszyscy Żydzi z całej Włodawki. Co chwila jaki działacz żydowski z czerwona opaska i karabinem wyraził na wóz i wykrzykiwał jaka to w Polsce była im wielka bieda. Najbardziej Polsce i Polakom ubliżał żyd Kiszka. Na tym wiecu wybrano Sielsowiet (rade wiejska), przewodniczącym został Litman, a sekretarzem kompartii Kiszka. Powołano również milicje, a było ich kilkadziesiąt osób. Wszyscy oni mówili, że od dawna są komunistami i zawsze nimi zostaną. Jedna z wypowiedzi Kiszki mniej więcej brzmiała tak: "20 lat słońce świeciło, a nam ciemno było, przeklęta Polska nad nami zawsze się znęcała, wreszcie zaświeciło nam słońce i w wielkim ukochanym Związku Radzieckim zacznie się dla wszystkich sprawiedliwe, dobre życie. Koniec z panowaniem Polaków, nastały nasze czasy i nasza władza”. Następnego dnia przyszli do nas sowieci. Jak witali ich Żydzi nie da się opowiedzieć, byty wiwaty, uściski i śpiewy - międzynarodówka. Polacy obserwujący z ukrycia to wido" – wisko. - Czesława Chudzika, Życie moje i wojna
tv.wlodawa.netmasz wideo wyślij nam link:. echo@wlodawa.net
W dniu 20 października 2019 roku białoruska straży granicznej zatrzymali czterech obywateli Algierii w pobliżu bialorusko-polskiej granicy. W trakcie aresztowanie okazało się, że mężczyźni są członkami klubu karate "Skorpiony" i przyjechali na Białoruś rzekomo aby wziąć udział w zawodach karate w Homlu.
Jednak zamiast jechać do Homla, gdzie odbywały się turniej KWU Gomel CUP 2019, trzej karatecy z Algierii wybrali się do Brześciu. Na miejscu korzystając z mapy i publicznych środków transportu "turyści" z Afryki udali się w stronę granicy z Polską.
Następnie zbliżamy się do strefy nadgranicznej, gdzie sportowcy aktywowali kompleks alarmowy znajdujący się w pasie drogi granicznej. Przedarli się przez system i udali się w stronę rzeki granicznej Bug.
Zaalarmowana jednostka straży granicznej przystąpiła do przeszukiwania nadgranicznych zarośli na odcinku, w którym doszło do aktywacji alarmu. Szybka interwencja strażników zmusiła algierskich karateków do zatrzymania się, następnie zostali oni obezwładnieni i osadzeni w areszcie straży granicznej.
Obecnie trzej obywatele Algierii są oskarżony o naruszenie systemu granicznego, oraz próbę przekroczenia granicy państwa. W najbliższym czasie cudzoziemcy zostaną usunięci z terenu Białorusi na swój koszt, i otrzymają zakaz wjazdu na terytorium Republiki Białorusi na okres 5 lat.
(6-8 września) Pierwszy w historii trzydniowy Rajd Rowerowy Włodawa – Brześć zorganizowany przez włodawskiego starostę zakończył się pełnym sukcesem. Rajd zorganizowany w związku z obchodami 1000-lecia Brześcia zachwycił również władze tego miasta.
W piątkowy (6 września) poranek 40-osobowa grupa rowerzystów z całej Lubelszczyzny zaczęła swoją przygodę spod budynku włodawskiego starostwa. Tam wręczono im okolicznościowe koszulki, zapoznano z trasą i zasadami bezpieczeństwa, zarówno na drogach w Polsce, jak i na Białorusi. Już po niecałych dwóch godzinach cykliści zjawili się w odległych od Włodawy o prawie 30 km Sławatyczach. Tam przed przejściem granicznym na rower wsiadł starosta Andrzej Romańczuk, inicjator całego przedsięwzięcia.
Po odprawie granicznej w Sławatyczach na polską grupę czekała już kilkunastoosobowa grupa cyklistów z Białorusi, w tym młodzież. Do pokonania było jeszcze prawie 50 km. Po powrocie na trasę, już najedzeni i pełni dalszej chęci pedałowania, rowerzyści w błyskawicznym tempie pokonali trasę do Brześcia. Tak szybko, że byli u celu nawet przed pojazdem z bagażami.
W sobotę, drugiego dnia rano miały miejsce w Brześciu oficjalne uroczystości w sali teatru. Wśród kilkudziesięciu delegacji miast, powiatów i regionów jako jeden z pierwszych na scenie pojawił się starosta Andrzej Romańczuk. Jego wystąpienie z zaznaczeniem, że przyjechał nie samochodem, lecz rowerem wraz z dużą grupą, wywołało największe oklaski.
W tym samym czasie cykliści zwiedzili z przewodnikiem twierdzę brzeską, zaś później mieli okazję wykorzystać całe bogate spektrum imprez przygotowanych z okazji millenium miasta. Jedną z największych atrakcji była parada centralną ulicą Brześcia, jak również wieczorny koncert na wodzie, liczne wystawy, widowiska uliczne, pokazy. Cykliści wraz z miastem bawili się do późnych godzin wieczornych. Powrót w niedzielę rano przebiegł bez kłopotów, choć trasa rowerzystom zabrała ładnych kilka godzin (bez mała 80 km, tym razem pod wiatr). Brześć jest miastem partnerskim powiatu włodawskiego.
Ruszył I Międzynarodowy Rajd Rowerowy Włodawa – Brześć. Rajd zorganizowany jest przez Andrzeja Romańczuka - włodawskiego starostę w związku z obchodami 1000-lecia Miasta Brześć. Rajd w dniach 6-8 września współorganizowany jest przez władze samorządowe Brześcia oraz członków grup rowerowych Lubelszczyzny.
24 sierpnia br. w Sławatyczach w sobotnie popołudnie nad rzeką Bug odbyła się XXXII Międzynarodowa Biesiada Nadbużańska. Biesiada Nadbużańska zorganizowana została przez Gminny Ośrodek Kultury, Zespół Szkół i Stowarzyszenie Rozwoju Gminy Sławatycze. Honorowy patronat nad imprezą sprawował Wójt Gminy Sławatycze Arkadiusz Misztal i Starosta Bialski Mariusz Filipiuk.
Jest to jedna z najbardziej popularnych imprez promujących dorobek artystyczny zespołów śpiewaczych, wokalnych, tanecznych i kapel z regionu nadbużańskiego Polski, Białorusi i Ukrainy. Toteż nie dziwi fakt, że cieszy się ona dużym zainteresowaniem mieszkańców regionu nadbużańskiego woj. lubelskiego.
Na scenie królowały śpiew, taniec i muzyka ludowa, zaś w specjalnie przygotowanych namiotach - rękodzieło ludowe jak również potrawy regionalne przygotowane na degustację przez Panie z Lisznej, Jabłecznej, Krzywowólki, Nowosiółek i Sławatycz. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Już od godziny 15.00 atrakcji nie brakowało; dzieci mogły poznać dawne gry i zabawy, również dorośli mogli spróbować swoich sił w strzelaniu z łuku. Można było zrobić zdjęcie przy figurach brodaczy kojarzonych z kulturą i tradycją nadbużańskich Sławatycz
Punktualnie o godz. 16.30 uroczystego otwarcia biesiady dokonał Wójt Gminy Arkadiusz Misztal. Swoją obecnością zaszczycili zaproszeni goście: dr Kornelia Wróblewska - Posłanka na Sejm RP, Wicemarszałek Województwa Lubelskiego Dariusz Stefaniuk, Przemysław Litwiniuk Radny Sejmiku Woj. Lubelskiego, Mariusz Kiczyński Przewodniczący Rady Powiatu, Radni Powiatu Bialskiego Tomasz Andrejuk i Mateusz Majewski, ppłk Piotr Stupka Komendant Placówki SG w Sławatyczach, Zygmunt Litwiniuk Wójt Gminy Tuczna, Jerzy Troć Wójt Gminy Kodeń, Marcin Babkiewicz Wójt Gminy Sosnówka, Proboszcz Parafii Prawosławnej w Sławatyczach ks. Michał Wasilczyk, Radni Rady Gminy na czele z Przewodniczącą Moniką Tyszczuk, Sołtysi, Kierownicy i Dyrektorzy Instytucji i Jednostek Samorządowych, Dyrektorzy Instytucji Kultury z regionu nadbużańskiego Białorusi i Ukrainy.
Po uroczystym otwarciu jako pierwsza wystąpiła Sławatycka Orkiestra Dęta, która wprowadziła publiczność w wyjątkowy nastrój prezentując repertuar muzyki filmowej. Można było usłyszeć słynnego walca z filmu „Noce i Dnie”, czy też utworu z filmu „Ojciec Chrzestny”. Na scenie wystąpiły zespoły jak: „Łuczyna” z Centrum Kultury Jużnyj z Brześcia, Chór „Polesie” działający pod patronatem Polskiej Macierzy Szkolnej w Brześciu, którego prezesem jest Pani Maria Sulima, zaprezentowali publiczności m.in. „Polskie kwiaty” i „Polesia czar”. Nie mniejsze wrażenie artystyczne na biesiadnikach pozostawiły Narodowy Chór im. G.A. Chlebcewicza z Tomaszówki, „Macierz” z Ortela Królewskiego, „Jarzębina” z Zabłocia, „Błagowiest” z Czerniawszczyc k. Brześcia, „Mołodyczki” z Szacka na Ukrainie, kapela „Klawa Ferajna” z Białej Podlaskiej. Muzyczne klimaty folkowe, ognisko, wspólne śpiewnie, degustacje, towarzyszyły biesiadnikom w nadbużańskiej scenerii do późnych godzin nocnych.
Podczas biesiady odbył się konkurs na najsmaczniejszą potrawę XXXII Międzynarodowej Biesiady Nadbużańskiej. Komisja konkursowa w składzie: Iwona Kadłubowska, Anna Spólna, Elżbieta Gruszkowska dokonała oceny potraw biorących udział w konkursie i przyznała miejsce I dla Aktywnych Pań z Nowosiółek za „Ziemniaki faszerowane”; dwa miejsca II dla Klubu Senior+ z Lisznej „Kapusta rwana” i KGW Krzywowólka za „Rolady buraczane”, miejsce III zdobyły Aktywne Panie ze Sławatycz za „Skrzydełka marynowane” i KGW Jabłeczna „Pierogi Jabłeczeńskie”. Upominki dla zespołów przekazała firma „Provident Polska” S.A. Oddział Lublin.
Patronat medialny i prasowy sprawowali: TVP3 i RL Lublin, Tygodnik Słowo Podlasia, Katolickie Radio Podlasie, Radio Biper, Biała24, Podlasie 24, Bialanews, Echo Katolickie, Gościniec Bialski. Organizatorzy dziękują druhom OSP Sławatycze, funkcjonariuszom PSG Sławatycze, Markowi Pruniewiczowi za pomoc w przygotowaniu, zabezpieczeniu i realizacji XXXII Międzynarodowej Biesiady Nadbużańskiej. Impreza organizowana była przy wsparciu finansowym Gminy Sławatycze i Powiatu Bialskiego.
tekst: B. Szulej foto: V. Filippov, A. Chorąży, Radosław Szczur
Czy lubisz cookies? 🍪 Ta strona wymaga zgody na tak zwane cookies czyli ciasteczka i właśnie informuje Cię, że tutaj sa zbierane ciasteczka firm trzecich, jeśli nie zgadzasz się na tego typu internetowe praktyki, prosimy opóść tą stronę. We use cookies to ensure you get the best experience on our website. Zobacz więcej